Trudno o sprawę, która lepiej pokazywałaby, jak skomplikowane bywa prawo autorskie w muzyce elektronicznej. Mamy tu dwie sekundy rytmicznej sekwencji i w sumie prawie trzy dekady procesów. Wyrok zaś, jak wskazują prawnicy, na lata wyznaczy zasady samplingu w całej Unii Europejskiej. 3 września niemiecki Federalny Trybunał Sprawiedliwości (BGH) oddalił skargę Kraftwerk, przyznając rację producentowi Mosesowi Pelhamowi.
O co właściwie poszło?
Wszystko zaczęło się od utworu „Metall auf Metall” z albumu „Trans-Europe Express” z 1977 roku.
W tym kawałku legendarna niemiecka formacja za pomocą metalicznych uderzeń imitowała jadący pociąg. W 1997 roku frankfurcki producent Moses Pelham wyciął z niego dwusekundową sekwencję perkusyjną, nieznacznie ją spowolnił i zapętlił w numerze „Nur mir” raperki Sabriny Setlur.
Współzałożyciel Kraftwerku Ralf Hütter uznał to za naruszenie praw do oryginalnego nagrania i poszedł do sądu. Był rok 1999 i wtedy nikt nie przypuszczał, że sprawa przejdzie przez wszystkie możliwe instancje. Przede wszystkim jednak nikt się nie spodziewał, że sprawa potrwa tak długo. Zanim zapadł finał, przewinęła się przez sądy w Hamburgu, czterokrotnie przez Federalny Trybunał Sprawiedliwości, niemiecki Trybunał Konstytucyjny, a dwa razy trafiła aż do Trybunału Sprawiedliwości UE. Jak zauważają niemieckie media prawnicze, żadne inne postępowanie z zakresu prawa autorskiego nie ciągnęło się tak długo.
Przełom przyniosła zmiana prawa. Od 7 czerwca 2021 roku niemieckie prawo autorskie – wdrażając unijną dyrektywę – dopuszcza obok cytatu, parodii i karykatury także pastisz. W kwietniu 2026 roku Trybunał Sprawiedliwości UE doprecyzował to pojęcie. Pastisz to więc dzieło, które rozpoznawalnie przywołuje istniejący utwór, jednocześnie wykazuje wobec niego wyraźne różnice i wchodzi z nim w czytelny artystyczny dialog. Sampling został przy tym wprost uznany za jedną z dróg do tego celu. I właśnie ten standard BGH zastosował. Sąd uznał, że przeniesienie elektronicznego elementu do zupełnie innego gatunku stanowi twórczą reinterpretację. – Nie jest wymagany żaden szczególny zamiar artysty. Wystarczy, że charakter pastiszu jest rozpoznawalny dla słuchaczy znających oryginał – podkreślił pełnomocnik Pelhama.
Co to oznacza dla producentów?
Dla twórców pracujących na samplach wyrok jest istotny, ale bywa mylnie odczytywany. Warto więc rozłożyć go na czynniki pierwsze. Po pierwsze, orzeczenie nie znosi konieczności „czyszczenia sampli”. Zasadą wciąż pozostaje uzyskanie zgody i licencji, a pastisz to wyjątek, nie nowa reguła.
Po drugie, żeby w ogóle można było mówić o pastiszu, muszą – zgodnie ze standardem TSUE – zostać spełnione konkretne warunki. Zapożyczony fragment ma rozpoznawalnie przywoływać oryginał. Jednocześnie ma wykazywać wobec niego wyraźne, słyszalne różnice i wchodzić z nim w czytelny artystyczny dialog. Może to być choćby hołd, imitacja stylu albo humorystyczne czy krytyczne nawiązanie. Zwykłe wklejenie cudzego dźwięku „bo pasuje”, bez tej twórczej transformacji, nadal będzie zwykłym naruszeniem praw.
Po trzecie, kluczowy jest kontekst. W sprawie Pelhama sąd docenił właśnie to, że elektroniczny element Kraftwerku trafił do zupełnie innego gatunku i został przetworzony. To sugeruje, że im dalej twórczo odejdzie się od oryginału i im wyraźniej zbuduje wokół niego nową wartość, tym mocniejsza jest pozycja producenta. Wciąż jednak każdy przypadek oceniany jest indywidualnie, a granica „dialogu” i „unikania licencji” pozostaje płynna.
Kraftwerk rozczarowany, branża podzielona
Hütter nie krył zawodu. Jak przekazali jego prawnicy, w jego ocenie wciąż nie wiadomo, kiedy sięgnięcie po cudzy materiał jest naprawdę samodzielnym, twórczym dialogiem, a kiedy zwykłym unikaniem kosztów licencji i cudzej pracy. Podobne obawy zgłasza część branży fonograficznej. Florian Drücke, szef niemieckiego związku fonograficznego BVMI, ostrzegał, że tak rozumiany pastisz grozi staniem się „darmową przepustką” do nielicencjonowanego samplingu, jeśli wystarczy rozpoznać sampel w nowym kontekście przy niewielkiej muzycznej zmianie.
Warto przy tym zaznaczyć, że spór nie jest jeszcze definitywnie zamknięty. Wyrok dotyczy formalnie okresu od czerwca 2021 roku. Kwestie odszkodowawcze za wcześniejsze lata wciąż pozostają otwarte, a w tej sprawie toczy się jeszcze postępowanie przed niemieckim Trybunałem Konstytucyjnym.
Dla producentów w całej Europie płynie z tego jednak czytelny sygnał. Kto bierze fragment cudzego dźwięku, przekształca go i umieszcza w naprawdę nowym kontekście artystycznym – nie kopiuje, lecz tworzy. To nie jest zielone światło do dowolnego samplowania, lecz większa jasność.