Jeszcze niedawno wydawało się, że płyta kompaktowa na dobre trafiła do lamusa. W dobie streamingu ten nośnik traktowany był jako relikt lat 90. Tymczasem najnowszy raport Amerykańskiego Stowarzyszenia Przemysłu Nagraniowego (RIAA) przynosi zaskakujący zwrot akcji. W pierwszej połowie 2026 roku przychody ze sprzedaży CD w USA wzrosły aż o 58,6 procent, osiągając 171 milionów dolarów. To najszybszy wzrost spośród wszystkich kategorii w całym zestawieniu.
Liczby zaskakują
Skala odbicia robi wrażenie tym bardziej, że jeszcze rok wcześniej CD było w odwrocie- w całym 2025 roku jego sprzedaż spadała. Teraz trend odwrócił się gwałtownie. Liczba sprzedanych płyt wzrosła o 45,7 procent, z około 12 do 17,5 miliona egzemplarzy. Co ciekawe, kompakty wyprzedziły pod względem tempa wzrostu nawet winyl. Ten nośnik urósł „tylko” o 17,7 procent (choć wciąż zarabia znacznie więcej, bo 554 miliony dolarów). Łącznie przychody z nośników fizycznych skoczyły o niemal 26 procent, do 731,5 miliona dolarów.

To jednak nie oznacza, że fizyczne nośniki detronizują cyfrę. Streaming wciąż jest niekwestionowanym królem i odpowiada za 82 procent całości rynku, generując w tym czasie 4,9 miliarda dolarów. Cały rynek nagrań w USA urósł o 6,9 procent, do okrągłych 6 miliardów.
A jak to wygląda w Polsce?
Warto sprawdzić, czy amerykański trend ma odbicie nad Wisłą – i okazuje się, że częściowo tak, choć z inaczej rozłożonymi akcentami. Z danych Związku Producentów Audio Video (ZPAV) za pierwszą połowę 2026 roku wynika, że polski rynek muzyczny urósł o niemal 14 procent, do 515,7 mln zł. Nośniki fizyczne – podobnie jak w USA – rozwijały się szybciej niż segment cyfrowy (wzrost o ponad 25 procent, do 86 mln zł).

Różnica tkwi w tym, który format prowadzi ten renesans. W Polsce gwiazdą odrodzenia jest bowiem nie CD, lecz winyl. Jego sprzedaż skoczyła aż o 46,3 procent (do 42,4 mln zł), niemal doganiając płytę kompaktową (42,8 mln zł). Oba formaty dzieli już zaledwie 400 tysięcy złotych. Kompakty też rosną, ale znacznie wolniej – o 10,5 procent.
Dyrektor zarządzający ZPAV Bogusław Pluta zwraca uwagę na ten sam paradoks, co Amerykanie.
Przy tak łatwym dostępie do muzyki mogłoby się wydawać, że słuchacze będą coraz rzadziej kupować płyty. Tymczasem, co jest pozytywnym zaskoczeniem, w pierwszym półroczu wyraźnie wzrosły przychody zarówno z winyli, jak i CD.
Co ciekawe, w polskiej sprzedaży fizycznej mocno widać rodzimy repertuar. Na czele bestsellerów CD znaleźli się między innymi Dawid Podsiadło z Kaśką Sochacką oraz Taco Hemingway.
Dlaczego akurat CD?
Najciekawsze jest jednak pytanie o przyczyny tego odrodzenia, a te wykraczają poza samą muzykę. Eksperci wskazują przede wszystkim na szerszą modę na „retro” technologię. Do łask powracają aparaty cyfrowe i inne nowinki technologiczne sprzed lat. Dla pokolenia Z, wychowanego wyłącznie na streamingu, sięganie po fizyczne nośniki to forma tęsknoty za czasami, w których miało się większą kontrolę nad tym, kiedy i jak korzysta się z technologii.
Do tego dochodzą dwa przyziemne czynniki. Po pierwsze, cena – płyta CD kosztuje zwykle jedną trzecią lub połowę tego, co nowy winyl, co czyni ją najtańszym sposobem na „posiadanie” muzyki na własność. Po drugie, fenomen K-popu, którego fani napędzają sprzedaż kolekcjonerskimi wydaniami i licznymi wariantami albumów. Co znamienne, analitycy Luminate zauważają, że nawet po odjęciu efektu K-popu sprzedaż CD i tak rośnie.
Wygląda więc na to, że w epoce nieograniczonego dostępu do wszystkiego coraz więcej słuchaczy znów chce trzymać muzykę w dłoni. Bo choć streaming daje wygodę, to właśnie fizyczny nośnik wciąż daje jedno – poczucie, że płyta naprawdę należy do nas.