„Wyspa nie jest na sprzedaż”. Mieszkańcy Ibizy protestują przeciw turystyce, która ją napędza

Ponad stu młodych ludzi zajęło jedną z najsłynniejszych plaż imprezowej wyspy, domagając się ograniczenia masowej turystyki.

Ibiza od dekad jest synonimem klubowego raju, ale dla części jej mieszkańców ten raj stał się nie do wytrzymania. Choć fani dobrej zabawy ściągają na Białą Wyspę z pełnymi portfelami, to ich obecność dominuje życie lokalsów. Nie podoba się to także młodym, których ponad setka na początku września zajęła plażę Cala Saladeta w rejonie San Antonio. Zamiast opalać się na jednym z najczęściej fotografowanych zakątków wyspy, rozłożyli tam transparenty. Ich przekaz był bezpośredni: „Wyspa nie jest na sprzedaż”, a na jednym z haseł widniało proste „gdziekolwiek spojrzysz – wszędzie turyści”.

„Żyjemy na wyspie, która nie jest dla nas”

Protest zorganizowało Stowarzyszenie Młodych Ibizy – oddolna inicjatywa, która chce „budować wspólnotę i chronić lokalne tradycje”. Jego manifest najlepiej oddaje frustrację całego pokolenia. – Jeśli chcesz pracować, będziesz pracować głównie w turystyce. A jeśli chcesz się bawić, będzie to prawdopodobnie muzyka elektroniczna. Młodzi ludzie żyją na wyspie, ale bez tego, by była ona dla nich – czytamy w oświadczeniu grupy.

To zdanie stawia niewygodne pytanie także przed klubową publicznością z całego świata. Protestujący wprost krytykują model turystyki nastawiony na „bogatych obcokrajowców i sławnych imprezowiczów”, podczas gdy koszty mieszkania, jedzenia i życia stały się dla samych mieszkańców nie do udźwignięcia. Innymi słowy – to właśnie ekskluzywna scena klubowa, która przyciąga na wyspę miliony, napędza ceny, które wypychają z niej miejscowych.

Kropla, która przelała czarę

Jak podaje balearski instytut statystyczny, w samym drugim kwartale 2025 roku Ibizę odwiedziło blisko 1,2 miliona turystów. Jest to wielokrotność liczby jej stałych mieszkańców. Protest wpisuje się przy tym w falę antyturystycznych demonstracji, które od 2024 roku przetaczają się przez całą Hiszpanię, od Barcelony po Baleary, i które doprowadziły już do serii ograniczeń wprowadzanych przez władze.

Sami rządzący odpierają jednak zarzut, że nic nie robią. Prezydent Consell d’Eivissa Vicent Marí przekonuje, że wyspa jest wręcz „pionierem w walce z nadmierną turystyką”. W wypowiedzi wskazuje na ograniczenia wjazdu samochodów, walkę z nielegalnym najmem i nacisk na „jakość zamiast ilości”. Warto tu przypomnieć, że władze rozważają także zamrożenie wydawania licencji nowym klubom. To pokazuje, że presja zaczyna realnie sięgać również branży rozrywkowej.

Na tym się jednak nie skończy. Młodzi aktywiści zapowiedzieli kolejne akcje – tym razem wymierzone w planowaną rozbudowę lotniska na wyspie. Dyskusja o granicach turystyki na Ibizie będzie więc wybrzmiewać długo po końcu sezonu. Wraz z nią, na odpowiedź będzie czekać pytanie – jak pogodzić wyspę-legendę światowej elektroniki z prawem jej mieszkańców do normalnego życia.

Total
0
Shares