Zniknął, zanim tak naprawdę zaistniał. Historia upadku Tropical Vibe Festival

Duży elektroniczny festiwal miał zadziać się na Podkarpaciu, ale sprawa się rypła. Przypominamy, jak upadł Tropical Vibe Festival.

Zanim polska scena festiwalowa usłyszała o FEST Festival (zarówno o jego rozwoju, jak i spektakularnym upadku), przez rynek przetoczyła się inna, mniej dziś pamiętana i znacznie krótsza, ale również ciekawa historia. Wydarzenie, o którym mowa, było reklamowane w 2018 roku jako jedno z najważniejszych wydarzeń końcówki lata. Rozsypało się ono jednak na kilkanaście dni przed startem. Jej organizator zaś zostawił po sobie rzeszę rozgoryczonych fanów i sprawę, która ciągnęła się przez sądy jeszcze długo później. Czas przypomnieć Tropical Vibe Festival.

Impreza marzeń, której nikt nie zobaczył

Na papierze wyglądało to znakomicie. Tropical Vibe Festival, zaplanowany na 31 sierpnia i 1 września 2018 roku w Straszęcinie pod Dębicą, kusił rozmachem godnym największych europejskich imprez. Cztery sceny, 24 godziny nieprzerwanej zabawy i efektowna, tropikalna scenografia. Do tego dochodził lineup, który robił wrażenie. Zapowiadano między innymi Dimitri Vegas & Like Mike, jeden z najpopularniejszych DJskich projektów świata, a także Lost Frequencies i Sama Feldta. Dla fanów elektroniki brzmiało to jak mocne pożegnanie wakacji. A warto przypomnieć, że wówczas nie mieliśmy tak szerokiego wyboru na scenie festiwalowej, jak obecnie.

Rzeczywistość okazała się jednak brutalna. 20 sierpnia, na kilkanaście dni przed otwarciem bram, organizator – Agencja Artystyczna Arena – ogłosił, że festiwal nie odbędzie się w planowanej lokalizacji. Samą imprezę zapowiedziano „w nowej, lepszej lokalizacji” dopiero na 2019 rok.

Nie tylko Tropical Vibe. Podwójny cios w tę samą agencję

Najbardziej niepokojące było to, że Tropical Vibe nie upadł w pojedynkę. Zaledwie kilka dni wcześniej ta sama agencja odwołała drugą swoją imprezę – Czad Festiwal, który miał wystartować 15 sierpnia. Jako przyczynę podano małe zainteresowanie oraz „niechęć i utrudnienia ze strony niektórych lokalnych środowisk”. Jak się później okazało, chodziło o lokalnych duchownych.

Czad nie był przy tym imprezą przypadkową ani nową. Festiwal odbywał się w Straszęcinie od 2013 roku i przez lata urósł do sporej rangi. Stawiał głównie na rock, ale gościł też reggae, blues czy pop, a jego sceny odwiedzały światowe nazwiska pokroju The Offspring, Nightwish, Within Temptation, Sabaton czy Hollywood Undead. W szczytowym momencie impreza rozciągała się nawet na cztery dni. Tym większym zaskoczeniem dla fanów było jej nagłe odwołanie – i to w parze z Tropical Vibe.

Dwa odwołane festiwale jednego organizatora w ciągu kilku dni? To wyglądało naprawdę źle. Skala tej porażki liczona jest różnie w zależności od źródła: grupy zrzeszające poszkodowanych mówiły łącznie o ponad 1500 osobach i kwocie idącej w ponad milion złotych. Tymczasem samym postępowaniu karnym figurowała mniejsza, rosnąca w czasie liczba oficjalnie zgłoszonych pokrzywdzonych. Niezależnie od tego, którą miarę przyjąć, jedno było wspólne – bardzo wielu ludzi zostało z niczym.

Zwrotom jakoś nie było po drodze do adresatów

Organizator początkowo zobowiązał się zwrócić pieniądze w ciągu 30 dni, po czym termin ten wydłużył o kolejne 90 dni roboczych. Już samo to było red flagiem. Rozgoryczeni fani zaczęli organizować się w internetowe grupy, wymieniać doświadczeniami i szukać drogi prawnej. Zaczęły powstawać pozwy – zarówno indywidualne, jak i zbiorowe – a sprawą zainteresowały się media, w tym ogólnopolska „Interwencja”. Pierwsze przelewy zwrotne rzeczywiście zaczęły docierać w 2019 roku, o czym pisaliśmy na naszych łamach. Problem w tym, że były to pojedyncze przypadki, dotyczące głównie osób z pojedynczymi biletami. Ci, którzy kupili ich więcej, wciąż czekali. Jak pokazał czas, prędzej doczekaliby się Like Mike’a w Polsce.

Najciekawszy – i najmniej znany – rozdział tej historii rozegrał się jednak w sądzie. Sprawą zajęła się Prokuratura Rejonowa w Dębicy, badając, czy przy sprzedaży biletów nie doszło do doprowadzenia wielu osób do niekorzystnego rozporządzenia mieniem. 24 czerwca 2019 roku prokuratura umorzyła jednak dochodzenie.

Na tym się nie skończyło. Pełnomocnik pokrzywdzonych oraz sami poszkodowani złożyli bowiem zażalenia. 30 grudnia 2019 roku Sąd Rejonowy w Dębicy uchylił umorzenie, przekazując sprawę prokuraturze do dalszego prowadzenia. W uzasadnieniu sąd nie zostawił na pierwotnym śledztwie suchej nitki. Wytknął, że nie zabezpieczono dokumentacji sprzedaży biletów. Nie ustalono też, ile pieniędzy faktycznie wpłynęło ani jak zostały rozdysponowane, a wersji organizatora – tłumaczącego odwołanie imprez między innymi utratą sponsora – w ogóle nie zweryfikowano dowodowo. Sąd wskazał też, że sprawę należy zbadać nie tylko pod kątem oszustwa, ale i tego, czy część wierzycieli nie została zaspokojona kosztem zwykłych kupujących.

W dokumencie padło przy tym zdanie, które najlepiej oddaje położenie poszkodowanych. Część z nich nie tylko nie odzyskała pieniędzy, ale w ogóle nie miała kontaktu z organizatorem. Prowadzone postępowania egzekucyjne bywały zaś umarzane z powodu bezskuteczności.

Co działo się ze sprawą dalej? Tego publicznie nie wiadomo. Ostatnim powszechnie znanym etapem pozostaje właśnie grudniowe postanowienie z 2019 roku, nakazujące prokuraturze ponowne zajęcie się sprawą. Informacji o jej późniejszym finale – ewentualnym akcie oskarżenia, kolejnym umorzeniu czy wyroku – nie udało nam się na tę chwilę ustalić. Sama Agencja Artystyczna Arena przez lata wciąż figurowała w rejestrze przedsiębiorców. Mało tego – strona internetowa festiwalu nadal jest aktywna, a ostatnia jej aktualizacja (nie wiadomo, jakiej treści) miała miejsce we wrześniu 2025 roku.

Total
0
Shares