Zaczęło się od darmowego rave’u urodzinowego w wrocławskim bunkrze dla 250 osób. Kilka lat później – duża impreza w warszawskiej Progresji z zagranicznymi gwiazdami muzyki hard. Wrocławski kolektyw Odwi33rt jest młody, ma niewyparzony język (co można zobaczyć chociażby na ich social mediach) i zdobywa coraz większe uznanie wśród polskiego hardowego community. Tuż przed nadchodzącym wydarzeniem Odwi33rt Fest Patryk Wojtanowicz rozmawia z organizatorami o tym, skąd wyszli, dokąd zmierzają i czego można się spodziewać 3 czerwca w stolicy.

Patryk Wojtanowicz (Shining Beats): Panowie, o co chodzi z tym Odwi33rtem? Bo najpierw skupialiście się na małych miejscówkach i małych imprezach, a teraz, trochę z nagła, wchodzicie do Progresji i bookujecie duże gwiazdy hardowej muzyki.
Odwi33rt: Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Jak robisz rzeczy, to robisz potem coraz większe – pod warunkiem, że te mniejsze się udają. Trzeba po prostu stawiać sobie cele. Mieliśmy je i sukcesywnie je realizujemy. Zebraliśmy społeczność, która – wydaje nam się – jest już na tyle duża, żeby robić imprezy w Progresji.
Warto też wspomnieć o tym, że w zeszłym roku zrobiliśmy trzy eventy, a w tym roku, zamiast tych trzech, robimy jeden duży. Z myślą o ludziach – mogą zapłacić raz za bilet i dostać to, co w zeszłym roku mieliby na trzech naszych imprezach. I nawet więcej. Szkoda przegapić.
Skąd w ogóle wyszedł Odwi33rt?
Wyszliśmy z Wrocławia, z bunkra – dosłownie. Zaczęło się od tego, że poszliśmy na rave, który nam się spodobał, i stwierdziliśmy: zrobimy imprezę w bunkrze. Wtedy nie istniała jeszcze nawet nazwa „Odwi33rt” – robiliśmy darmowy rave urodzinowy dla trzech kolegów. Zrobiliśmy publiczne wydarzenie i wyszło ono poza grono znajomych. Na evencie było około 250 ludzi, na wrocławskiej Wyspie Opatowickiej.
Wtedy stwierdziliśmy, że założymy organizację i będziemy organizować takie imprezy cyklicznie. Pierwsza impreza pod szyldem Odwi33rt to był rave charytatywny – zbieraliśmy na wrocławskie schronisko. Kolejne były już w bunkrach, ale nie charytatywne, choć co jakiś czas nadal udzielamy się charytatywnie.
To była czysta zajawa. W tamtym momencie nikt nie myślał, że to urośnie do takiej skali. Zaczęło się bez większych planów – zabawa, fun. Aktualnie jest to dalej zabawa i fun, tylko w innej, większej skali.
Wasze wydarzenia na przestrzeni lat faktycznie rosły. Ostatnie imprezy we Wrocławiu – głównie w Transformatorze – to już duże postaci sceny hardowej i polska czołówka. Kiedy pojawił się pomysł, żeby zrealizować tak duże wydarzenie jak to w Progresji?
To była naturalna kolej rzeczy. Trzy duże bookingi na jednej imprezie to u nas, w Polsce, raczej rzadkość. Uważam, że mocno przyczyniliśmy się do rozwinięcia tej sceny i że inne organizacje zaczęły bookować dużych artystów między innymi ze względu na to, że my zaczęliśmy. Przez chwilę była duża posucha na rynku. Było Black Sugar, które się sparzyło trzy lata temu, zrobiło sobie przerwę i teraz powróciło. W międzyczasie pojawiliśmy się my, zapełniliśmy tę lukę, tyle że w inny sposób: robiąc trzy imprezy po trzy bookingi. Naturalną koleją rzeczy było w końcu zrobienie większej imprezy z większą liczbą bookingów.
Zorganizowanie festiwalu – bo myślę, że możemy tę imprezę tak nazwać – było naszym marzeniem od bardzo dawna. Pierwsze rozmowy o festiwalu mieliśmy jakieś trzy lata temu, kiedy nie było jeszcze na to możliwości. Teraz ten cel udało się po prostu zrealizować. Zamiast trzech imprez po trzy bookingi jedna impreza z dziesięcioma.
Skoro mówimy o lineup’ie – dla mnie największym zaskoczeniem jest Mr. Polska. Owszem, poszedł teraz w klimaty hardowo-gabberowe, ale to nadal dość nieoczywisty booking.
Kompletnie nieoczywisty dla naszej społeczności, i było to widać w odbiorze ogłoszenia na social mediach. Ale kto jest zajawiony tymi klimatami, wie, że Mr. Polska ma swoje korzenie w hardach. Mało osób pamięta, że wystąpił na głównej scenie Defqon.1 podczas Power Hour w 2015 roku. Z artystów typowo hardowych mało który osiągnął taki pułap. Chcieliśmy booking bardziej „techniarski”, nowoczesny, młodzieżowy – taki, który przyciągnie osoby spoza naszej bańki. Mr. Polska był właśnie takim wyborem.
Na który booking lub występ uczestnicy 3 czerwca powinni zwrócić szczególną uwagę – poza Lil Texasem czy D-Sturb’em?
Przede wszystkim Anthem Show. Może nie jest to booking sensu stricto, ale warto zwrócić na to uwagę. Zrobiliśmy po raz drugi wspólnie z Michuwą anthem, który ma być takim momentem otwarcia – takie „wejście smoka”. Przygotowaliśmy oprawę i postawiliśmy na utwór bardziej do słuchania niż typowy anthem budowany przez 10 minut. Chcemy, żeby to był track, który trafi do playlist ludzi – i jak im się włączy za miesiąc, żeby przypomnieli sobie ten jeden konkretny moment z imprezy.
Dodatkowo MC Villain – nie tylko gra seta, ale jest MC i hostuje całą scenę. Takie rzeczy dzieją się na największych festiwalach jak Defqon.1. Do tego aspirujemy, więc nie możemy być gorsi.
I po trzecie Tatanka – chyba najbardziej nieoczywisty booking na tej imprezie. Włoski, mocno oldschoolowy, real hardstyle. Zamysł był taki, żeby zwrócić uwagę starszych słuchaczy: hej, nie robimy tylko rzeczy młodzieżowych. Ludzie kojarzą nas głównie z uptempo, co nie jest prawdą – zapraszamy też DJ Isaac’a, D-Sturb’a, Villain’a, właśnie Tatankę. Nie jesteśmy organizacją stricte uptempo. U nas każdy ma się po prostu dobrze bawić.
Czy to nie jest też tak, że fanbase hardowy zlewa się teraz z tym nowym, napływowym – tym, który chodzi na hard techno rave’y?
Na pewno – i chcemy z tego skorzystać. Nie walczymy z tym. Chcemy się z tymi ludźmi przytulić. Chcemy, żeby poznali nasze imprezy – żeby odkryli, że my też gramy ich muzykę. Granice między gatunkami zacierają się coraz bardziej i odbiorcy bardzo często tego nie zauważają. Dla nich uptempo to po prostu mocna elektronika. Zresztą najpopularniejszy obecnie DJ hard techno, Holy Priest, bardzo dobrze tymi gatunkami manipuluje – gra wszystko w swoich setach.
To dla ludzi dobra opcja, żeby poznali coś poza typowym hard techno. I jeśli dla nich uptempo to też hard techno – nie ma problemu. Przez to są w stanie odkryć muzykę, którą my promujemy i z którą chcemy budować scenę w Polsce.
W skrócie – was nie interesuje nazewnictwo, interesuje was, żeby ludzie przyszli i dobrze się bawili do mocnej elektroniki.
Przede wszystkim, żeby się dobrze bawili – tak jest.
Ostatnio graliśmy na Juwenaliach we Wrocławiu, drugi rok z rzędu. Okazuje się, że ludzie lubią mocną elektronikę, tylko nikt im wcześniej jej nie zagrał i sami nie wiedzieli, że ją lubią. Pod sceną było jakieś 6–7 tysięcy ludzi – największa publika, dla jakiej do tej pory graliśmy. Każdy skakał, każdy się świetnie bawił, a kiedy organizatorzy kazali nam kończyć, publika krzyczała, że chce więcej.
Chcieli więcej, to będą mieli. 3 czerwca, w Progresji.
Przypomnijmy – Odwi33rt Fest odbędzie się 3 czerwca w warszawskiej Progresji. Wystąpią tam między innymi Lil Texas, D-Sturb, Mr. Polska, Villain, Regain, AniMe, Tatanka i wielu innych. Bilety znajdziecie pod tym linkiem. Portal Shining Beats z dumą obejmuje wydarzenie patronatem medialnym.
foto: Twisted Dimension
