Końcówka roku to czas, który skłania do refleksji na temat wydarzeń, jakie miały miejsce przez ostatnie dwanaście miesięcy. W polskim EDMie działo się naprawdę bardzo dużo – 2019 rok był obfity w festiwale, zagraniczne bookingi (również te w klubach) a także sukcesy polskich DJów i producentów. Postanowiliśmy jednak popatrzeć na rodzimą branżę… od wy już dobrze wiecie jakiej strony.

Kiedyś w telewizji, po północy w Nowy Rok, leciała (a w zasadzie leci nadal) Szopka noworoczna. W niej w krzywym zwierciadle ukazywane są wydarzenia ze sceny politycznej z ubiegłego roku. We współpracy z zapewne dobrze Wam znanym satyrycznym portalem Essential Dupa postanowiliśmy zrobić coś podobnego. Tegoroczne (choć w sumie już ubiegłoroczne) Dupodsumowanie to 11 najbardziej specyficznych, dziwnych i zabawnych momentów w polskim EDM w 2019 roku (w kolejności – a jakże – totalnie z dupy). Tym samym chcielibyśmy stworzyć nową, świecką tradycję rozpoczynania roku od spojrzenia z mocnym przymrużeniem oka na rodzimą branżę. Bez zbędnego przedłużania – jedziemy!


Jak spalić swoją karierę?

Podsumowanie zaczynamy od słynnej, zwłaszcza na trance’owym podwórku, inwokacji do jednego z producentów, która szerokim echem odbiła się w kręgu osób interesujących się choć odrobinę EDMem. Choć oryginalny post został usunięty, udało nam się odtworzyć fragment słynnego posta.

Słuchaj pi***olona pało (…) która nie potrafi zrobić dobrej melodii i jedzie tylko na jednym szablonie od Frainbreeze. Ukradłeś c**ju mój pomysł nie pytając się czy możesz go wykorzystać. Dla mnie jesteś skończonym śmieciem !

Z tego co udało nam się ustalić, sprawa zakończyła się masowym usuwaniem osób z listy znajomych przez oskarżonego “producenta”, cofnięciem release’u w Armadzie i zniszczeniem kariery owego jegomościa, któremu na pocieszenie pozostało miejsce w setce rankingu Polish DJ’s Chart.


Ranking niezgody

Skoro już o rankingu mowa, trudno o nim nie wspomnieć wskutek szamba jakie wybiło w komentarzach pod postami zarówno tworzonymi przez oficjalny profil tejże inicjatywy, jak i przez organizatorów tego plebiscytu. Szczególnie przy ogłaszaniu wyników głosowania, w mrowisko polskiego EDMu został włożony kij powodując wyjątkowo hejterski odzew osób, które w większości:

  • albo nie zagłosowały w ogóle i miały pretensje o to, że dany artysta za nisko, a drugi to pewnie w łape dał i jest wysoko
  • protestowały przeciwko zakazowi vixy (warto odnotować, że czołowi polscy vixiarze jakoś wyjątkowo publicznie nie opiniowali o tym punkciku w regulaminie, w końcu to tylko ranking)

Co wyjątkowo polskie, pojawiły się hejty ze strony innych portali, których właściciele miały spieczone cztery litery z racji faktu, iż nie organizowały rankingu.


Warszawska agencja bookingowa uczy, jak robić PR

Docenić szczególnie należy również troskę organizatorów eventów o klubowiczów. W mijającym roku szczególnie w pamięci zapadł komentarz pochodzący z oficjalnego profilu organizatora imprezy, na której głównym headlinerem był Jego Magnificencja Ekscelencja Wszechmocny Wszechwielki Przepotężny Bóg Boris Brejcha.
Po tym, jak zredukowano ilość scen z dwóch do jednej, co przy niezmiennej cenie za bilet wywołało konsternację wśród osób deklarujących wzięcie udziału w imprezie, wskutek szczególnej troski o klubowiczów, organizator wziął i odpisał:

“tak, dostajecie cebulę, do odbioru na bramce przy wejściu”


Rudy się dostał

Parafrazując słowa kultowej piosenki zaśpiewanej przez Jerzego Stuhra w 1977 roku w Opolu, “zagrać każdy może, trochę lepiej lub trochę gorzej”. Takim najbardziej zapadającym w pamięć potwierdzeniem tej tezy (szczególnie jej pierwszej części) był RUDY, od ponad 10 lat związany z portalem muzycznym 4Clubbers.pl, a od jakiegoś czasu kojarzony również z agencją eventową TME. Ta agencja zorganizowała pierwszą nad Wisłą edycję Don’t Let Daddy Know, a RUDY dość niespodziewanie miał okazję swym występem ten event otworzyć. Smaczku dodaje fakt, iż był to pierwszy jego oficjalnie ogłoszony występ gdziekolwiek, a bodajże drugi publicznie zagrany set w życiu.

To wydarzenie znalazło się w naszym Dupodsumowaniu nie tyle przez sam fakt zagrania na tak dużej halowej imprezie, co przez wysyp(kę) cebulackich komentarzy osób, które w dużej mierze nie mogły przeżyć tego, że – no właśnie – Rudy się dostał. A bo pewnie pod stołem załatwił booking (może jeszcze na kolanach), jest tyle lepszych didżejów i oni nie zagrali oraz nasze ulubione: skandal, chłop prowadzący forum gdzie muzykę kradną zagra z Tiesto. Cóż, zagrał a tyłki się zagoiły bez specjalnej maści 🙂


J**ać vixę, ale w sumie to nie

Skoro wspomnieliśmy trochę o zakazie vixy w rankingu Polish DJ’s Chart, zajrzyjmy na chwilę do vixowego podwórka na którym… nie zabrakło prób zakazywania! Kilka klubów oraz DJów protestowało przeciw okrzykom wydawanym przez “klubowiczów”. Nie trudno się temu dziwić, nie dość że parę haseł wykrzykiwanych naprzemiennie ma prawo po jakimś czasie się znudzić (o ile nie irytuje od samego początku), to jeszcze dość skutecznie odbiera sens nagrywaniu live setów z imprez.

Jednak największy hit wykonał naszym zdaniem pewien klub w Sępólnie Krajewskim (w miejscu dawnego Terminala), który kategorycznie zakazał vixy (i spotkał się z masowym hejtem w społeczności rodzimych vixiarzy), a po kilku miesiącach… zabookował na czwarte urodziny duet Prisoners Show, utożsamiany z zakazaną w tym klubie subkulturą. I choć vixiarzom można wiele zarzucić (najczęściej antyvixiarze zarzucają brak słuchu), o tyle nie można powiedzieć, że mają krótką pamięć.


Panie Bożu, daj mi zagrać o 1 a nie o 7

Jeszcze jeden (i obiecujemy, ostatni wątek) związany z vixą. Jakimś dziwnym i niewytłumaczalnym trafem zapadła moda na bookowanie jak największej ilości DJów na imprezę klubową. O ile możemy zrozumieć plakaty bogate w dużą ilość nazwisk na festiwalach, które trwają po 2-3 dni i zawierają po kilka scen, o tyle dość ciekawym zjawiskiem jest próba umieszczenia powyżej 10 grajków na jednej scenie w trakcie jednej nocy. Prym w tym trendzie wiedzie klub Ibiza Gwiździny (koło miejscowości Nowe Miasto Lubawskie w województwie warmińsko-mazurskim). Po krótkim researchu znaleźliśmy wydarzenie z okazji halloween gdzie grało ich aż 20-tu (a było też kilka wydarzeń gdzie grało 14tu czy 16tu). Wprawdzie Księga Rekordów Guinessa nie zawiera wpisu dotyczącego największej ilości DJów na jednej imprezie, ale chyba powinna się tym zainteresować. Swoją drogą, oni grali po 20 minut, czy b2b?


Dlaczego label Tiesto to ch*j?

Na portalu Shining Beats teksty o sukcesach polskich artystów mają swój hasztag – #POLANDSTRONK. Swego czasu tę maksymę mocno do siebie wziął Majlos, który podczas gościnnego występu w audycji DJa Inoxa pochwalił się, że jego numer chciało wydać samo Musical Freedom. Majlos jednak, wypełniony miłością do rodzimej sceny i chcący ją rozwijać, postanowił odrzucić tę ofertę na rzecz… XONI Records. Ponoć polska wytwórnia ma lepsze zasięgi i liczby pod swoimi wydaniami.

Pan producent wyszedł bowiem z założenia, które zostało wysnute już jakiś czas temu przez pewnego wieszcza, tu cytat:

“A NIECHAJ NARODY WŻDY POSTRONNI ZNAJĄ IŻ POLACY NIE DUPA I SWOJE LABELE MAJĄ”

Punkt za patriotyzm, z lekkim minusem za dość prawdopodobną mitomanię. Ale z drugiej strony – kto go tam wie…


Polak potrafi, czyli kradziejstwo wchodzi na nowy poziom

Zaczęliśmy od kradzieży, to do kradzieży wróćmy – a jest do czego, choć tym razem złodziejowi gratulujemy kreatywności. No bo czymże jest zawinięcie komuś melodii czy przedpremiery przy… kradzieży miłosnego posta na Facebook’u?

Tak – takie rzeczy dzieją się w polskiej branży. W sierpniu DJ Wajs z okazji piątej rocznicy ślubu (gratulujemy i szanujemy za wierność) postanowił podziękować swej lubej za wspólnie spędzony czas. Było tam mniej więcej o wyjeździe do Mielna, nagrywaniu filmów na Instagram, piciu coli zero i kierowaniu na zmianę. Nie byłoby w tym nic wartego naszej uwagi, gdyby nie to, że niedaleko po emisji posta pewien inny DJ (z grzeczności personaliów nie podamy) postanowił praktycznie taki sam tekst poświęcić swojej kobiecie.

Nie wiemy, jak dalej sprawa się potoczyła – może panowie postanowili wyjaśnić sprawę po męsku (czyli za garażami, na gołe klaty i nie w szczepionkę), kto wie… W każdym razie przy ustalaniu tematów na tegoroczne Dupodsumowanie uznaliśmy, że – tu cytat – to jest tak ku**a wielkim hitem że się w dupie nie mieści XDDDDDDDD


Z kim nie robić sobie zdjęć?

Temat Wajsa jeszcze raz – czyli dowód na to, że z traktowaniem polskiej sceny klubowej poważnie to trzeba ostrożnym być. Parę miesięcy temu w sieci pojawiło się wspólne zdjęcie wyżej wymienionego rezydenta lesznieńskiego klubu Heaven z Roobs’em – ówczesnym rezydentem wrocławskiego X-Demona. Nie bez powodu użyliśmy określenia “ówczesny” – no bo przecież nie obecny. Pan Robert za to zdjęcie poleciał bowiem z posady rezydenta. Niech za nasz komentarz służy fragment logo jednego z zamieszanych klubów.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Palący problem

Tyle tych dram, że pomyśleliśmy – i mamy nadzieję na realizację za który dostaniemy gruby pieniądz na alkohol, dziwki i prostytutki – o zorganizowaniu gali MMA. Modny temat – nawet TikTokerzy się naparzają – więc czymu by nie zrobić tego u nas? Na dobry początek mamy nazwę – Fame EDMA. Teraz jednak zaczynają się schody – otóż kto mógłby zawalczyć w hexagonie? Myśleliśmy o DJu Matysie i tym na czarno…

źródło: Insta Story DJa Matysa, 20 grudnia 2019

…z kolei grafik miał już przygotowaną taką grafikę…

…ale na prowadzenie wysunęła się inna para – managerowie X-Demona w Poznaniu i klubu Pacha. Panowie będą zapewne często się spotykać na tak zwanym fajku – wszak jeden i drugi klub dzieli dosłownie parę kroków. Skoro jesteśmy przy paleniu – jakiś gałgan pomyślał, że skoro w tej stolicy palą kluby aż miło, to Pyrlandia gorsza nie będzie, tej, i postanowił spróbować zjarać jeszcze nieotwartą imprezownię. Jednak, żeby spowodować kilkumilionowe straty i przełożenie otwarcia o kilka miesięcy to trzeba jednak umieć, dlatego otwarcie nowego X-Demona odbędzie się planowo. Będziemy obserwować poznańską scenę, bo może być ciekawie.


Kto pod kim dołki kopie…

Na koniec… serio myśleliście, że jesteśmy na pasku MDT i nie powiemy o Sunrise Festival? Chcielibyście – dlatego teraz wracamy do Podczela, gdzie pewnego słonecznego czwartkowego popołudnia pracował sobie, dajmy na to, taki pan Saszka. I ten właśnie pan Saszka coś tam kopał jeszcze w ziemi, bo była obsuwa i trzeba było kopać, ale tak się chłop zamyślił o tych pięknych scenach, o prysznicach w których pary wcale się nie zabawiały i o toaletach, które wcale nie padały ofiarami dziczy, z grzeczności tylko utożsamianej z resztą festiwalowiczów, że jak się dokopał, to urwał. Światłowód. Miała być płatność opaskami, a wyszła – nomen omen – dupa. W 2020 roku ma już ponoć wszystko działać. Trzymamy za słowo.


Żeby nie było – dziwnych sytuacji na polskiej scenie nie brakowało i gdybyśmy mieli opisać je wszystkie, to zeszłoby nam przynajmniej do marca. Czekamy na więcej i życzymy wszystkim Szczęśliwego Nowego Roku!

Tekst ten skończymy maksymą, która powinna przyświecać każdemu:

Dystans, ku**a, dystans albo wszyscy umrzemy