Ibiza od dekad jest synonimem klubowej stolicy świata, ale jej relacja z własnym nocnym życiem staje się coraz bardziej napięta. Rada wyspy, Consell d’Eivissa, zaproponowała zamrożenie wydawania nowych licencji na kluby i lokale rozrywkowe. Rozwiązanie to miałoby objąć całą Ibizę w ramach nowego Planu Interwencji w Obszarach Turystycznych (PIAT). Propozycję przedstawiono podczas sesji plenarnej pod koniec lipca. Jeśli plan zostanie przyjęty, wejdzie w życie w 2027 roku, gdy z końcem 2026 wygaśnie obecny system regulacji.
„Jest już wystarczająco dużo”
Sedno propozycji najlepiej oddają słowa jej autora. – Propozycja ma na celu powstrzymanie dalszego rozrostu istniejącego życia nocnego. Uważamy, że w niektórych rejonach jest już go wystarczająco dużo i nie należy przyznawać kolejnych licencji – stwierdził Mariano Juan, wiceprezydent Consell d’Eivissa. Podkreślił przy tym, że władzom nie chodzi o likwidację legalnej rozrywki. Nocne życie to filar wyspiarskiej gospodarki, dający „tysiące” miejsc pracy. – Nie ma w tym nic wstydliwego, to nie problem. To część Ibizy i powinniśmy być z tego dumni – dodał.
Dla wielu części wyspy nowe przepisy byłyby zresztą jedynie sformalizowaniem stanu faktycznego. Jak zauważają lokalne media, niemal wszystkie gminy Ibizy – poza Sant Josep – od około 15 lat i tak ograniczają otwieranie nowych klubów własnymi regulacjami. PIAT rozszerzyłby tę zasadę na całą wyspę. Co istotne, żaden z działających gigantów, takich jak Pacha, Amnesia, Hï Ibiza, UNVRS, Ushuaïa czy DC-10, nie jest zagrożony. Wszystkie mają działać dokładnie tak jak dziś.
Wyspa pod presją
Plan pojawia się w momencie, gdy Ibiza staje się zbyt mała. Propozycja padła zresztą podczas debaty poświęconej nielegalnym imprezom, a rzeczniczka partii PSOE Elena López domagała się sankcji wobec organizatorów niezalegalizowanych wydarzeń. W tle narastają protesty mieszkańców przeciwko nadmiernej turystyce, niedoborom wody i przeciążonej infrastrukturze. Baleary od kilku sezonów są jednym z europejskich ognisk sprzeciwu wobec masowej turystyki.
Jeśli zakaz wejdzie w życie, każdy nowy pomysł na klub czy scenę na Ibizie stanie się praktycznie niewykonalny. Paradoksalnie najbardziej skorzystają na tym obecni promotorzy Dla nich brak nowych miejsc oznacza mniejszą konkurencję i rosnącą wartość posiadanych licencji. Część komentatorów zwraca jednak uwagę na drugą stronę medalu. Zamrożenie może przyspieszyć konsolidację rynku w rękach największych graczy. To miałoby utrudnić życie mniejszym, niezależnym miejscom, które przez lata współtworzyły charakter wyspy.