Rozmawiamy z organizatorem Euforia Festival o nowym miejscu, zmianach w lineup’ie i upałach

Adrian Ratajczak, znany także jako onTune organizator Euforia Festival na chwilę przed startem tegorocznej edycji opowiada o kulisach.

kalendarz

Euforia Festival wkracza w trzecią dekadę działalności, i robi to w zupełnie nowym miejscu. W dniach 26–28 czerwca impreza po raz pierwszy zagości na plaży Sadyba w Boszkowie, a teren, który organizatorzy znali od lat, ustępuje przestrzeni, której logistyki – od ustawienia scen po trasy kablowe – muszą uczyć się od nowa. To nie jest jedyna zmiana. Z house’owo-trance’owej imprezy Euforia przekształciła się przez dwie dekady w festiwal wielogatunkowy, a tegoroczny lineup rozpisano na kilka scen: od uplifting trance’u, przez house i big room, po bounce i hard techno. Do tego dochodzi zapowiadany upał, który organizatorzy traktują jako osobne wyzwanie logistyczne.

O kulisach przeprowadzki, ewolucji brzmienia, przygotowaniach na rekordowe temperatury i zbliżającym się 10-leciu Tranceformations rozmawiamy z Adrianem Ratajczakiem (onTune), współtworzącym Euforia Festivals.

kalendarz

onTune o Euforia Festival – wywiad

Patryk Wojtanowicz (Shining Beats): 20 lat minęło jak jeden dzień. W sumie teraz to już ponad 20… Jak wspominasz ten czas w kontekście Euforii?

Adrian Ratajczak (onTune, Euforia Festivals): To prawda, z perspektywy czasu te dwie dekady minęły w mgnieniu oka, choć każda edycja to były miesiące ciężkiej pracy. Kiedy zaczynaliśmy, nikt z nas nie myślał, że stworzymy festiwal o takiej skali. Euforia to nie jest dla nas tylko projekt biznesowy czy praca – to nasze życie, pasja i społeczność, którą zbudowaliśmy wspólnie z naszymi festiwalowiczami. Przez te lata zmienialiśmy się my, zmieniali się ludzie, którzy z nami jeżdżą, ale ta niesamowita energia i miłość do muzyki pozostały dokładnie takie same. Pamiętam początki i pierwsze mniejsze imprezy. Patrząc na to, jak to wszystko ewoluowało, czujemy ogromną wdzięczność. Stworzyliśmy miejsce, w którym spotykają się pokolenia – niektórzy z naszych pierwszych bywalców przyjeżdżają dziś do nas ze swoimi dziećmi. To najpiękniejsza nagroda, jaką mogliśmy sobie wymarzyć.

Ten rok jest dla festiwalu istotny, bo pełen zmian. Co sprawiło, że zmieniliście lokalizację i jakimi różnicami z perspektywy uczestnika względem starego miejsca charakteryzuje się to nowe?

Przede wszystkim nowa lokalizacja pozwoliła nam rozwinąć skrzydła – tam nie moglibyśmy zrealizować tego wszystkiego, co robimy tutaj. Nowa przestrzeń jest zwarta i bardzo wygodna, co ułatwia przemieszczanie się między scenami. Ich zróżnicowanie to zupełnie coś nowego. 

Sama liczba pakietów, 3 sceny w piątek i 4 w sobotę, to zupełnie coś nowego w naszej historii. Uczestnicy mogą korzystać z dedykowanych stref, co stanowi zupełnie inną odsłonę tego, co działo się wcześniej. Dysponujemy również znacznie większą liczbą miejsc, w których można spokojnie usiąść, złapać oddech i odpocząć między tańczeniem. Otaczający teren daje nam świetne możliwości tworzenia urokliwych stref chilloutu. Klimat jest bardzo wakacyjny, więc mamy nadzieję, że uczestnicy poczują się u nas jak na prawdziwych, muzycznych wakacjach życia. Wiemy doskonale, że zmiany wywołują różne emocje, ale są one absolutnie niezbędne do tego, by festiwal mógł się dalej rozwijać.

„Dziś Euforia to platforma, która łączy różne światy”

Zmiany na tym się nie kończą, bo na przestrzeni lat mocno przebudowaliście lineup. Z imprezy house’owo-trance’owej dostaliśmy wielogatunkowy festiwal…

kalendarz

Muzyka elektroniczna bardzo mocno się zmieniła i my jako organizatorzy musimy za tymi zmianami podążać, a nawet wyprzedzać pewne trendy. Kiedyś trzymaliśmy się sztywno jednego czy dwóch podgatunków, ale dziś Euforia to platforma, która łączy różne światy. Od uplifting trance’u, przez lżejsze odmiany house i big room, po powszechny obecnie bounce i hard techno.. Otwieramy się na nowe brzmienia, bo słuchają nas zarówno wierni fani pamiętający początki, jak i młoda publiczność, która szuka nieco innej energii. Dzięki temu festiwal żyje, jest różnorodny i każdy znajdzie tu coś dla siebie. 

Dosłownie dni dzielą nas od startu imprezy. Wy działacie już na nowym terenie i budujecie infrastrukturę. Poprzednią miejscówkę, można tak to ująć, znaliście jak własną kieszeń, a jak jest z nową? Zaskoczyła was czymś już na miejscu?

Zaskakuje nas codziennie, ale na szczęście pozytywnie… Stary teren znaliśmy na pamięć, więc tam działaliśmy z automatu. Tutaj musimy uczyć się logistyki od nowa. Od ustawienia poszczególnych scen, przez poprowadzenie tras kablowych, po kwestie bezpieczeństwa i zaplecza technicznego. Największym pozytywnym zaskoczeniem jest to, jak naturalnie ten teren przyjmuje naszą festiwalową architekturę. Czasu na sen mamy teraz absolutne minimum, ale adrenalina i widok rosnącego terenu dają nam niesamowitego kopa. 

Wiem, że impreza będzie mocno angażować od strony organizacyjnej, ale jest któryś artysta z lineup’u, którego występ sprawi, że zrobisz sobie wolne?

Wolne to chyba za duże słowo, bo na festiwalu  dyżuruję praktycznie przez 24 godziny na dobę przez cały weekend. Jeśli jednak miałbym znaleźć dłuższą chwilę na oddech pod sceną, to na pewno chcę pojawić się na secie Hannah Laing oraz The Rocketman. Jeśli tylko pozwoli mi na to czas, będę też chciał usłyszeć Bassjackers, bo są to DJe grający muzykę najbliższą moim obecnym preferencjom oraz brzmieniom moich własnych utworów. 

„Nasz festiwal to nie tylko muzyka, to całe doświadczenie”

Chyba wszyscy promotorzy mierzą się teraz z wyzwaniem zachęcenia do elektronicznych festiwali nowego, młodego pokolenia, które teraz w dużej mierze słucha innej muzyki. Jak ciężki ten aspekt jest w kontekście waszego wydarzenia?

kalendarz

To bez wątpienia wyzwanie dla całej branży, ale my akurat nie musimy zaczynać od zera. Euforia ma wyrobioną markę i bardzo silną, lokalną społeczność, która przekazuje tę pasję dalej. Oczywiście, młodzi ludzie mają dziś inne nawyki, szybciej konsumują treści i szukają natychmiastowych bodźców, dlatego m.in. wprowadzamy interaktywne rozwiązania.

Poza tym nasz festiwal to nie tylko muzyka, to całe doświadczenie – wakacje, plaża, niesamowita oprawa wizualna i wspólnotowy klimat. 

Zbaczając na chwilę z tematu Euforii – wkrótce będziecie obchodzić kolejny jubileusz, bo 10-lecia Tranceformations. Wiem, że jeszcze sporo czasu i sporo do załatwienia, ale co możesz na temat tego wydarzenia powiedzieć już teraz? Czego możemy się spodziewać?

Tranceformations to projekt o statusie wręcz kultowym i z racji okrągłej, dziesiątej rocznicy szykujemy coś absolutnie wyjątkowego. Nie chcemy jeszcze odsłaniać wszystkich kart, ale możecie być pewni, że będzie to powrót do korzeni, do wspomnień, które będzie można odtworzyć na nowo… i z taką przesłanką was zostawię. Przygotowujemy niespodzianki, które na długo zapadną w pamięć polskim fanom muzyki trance. Dla wielu TF wychodzi na jednego z liderów w kontekście oprawy wizualnej  a zbliżający się jubileusz będzie idealną okazją do tego żeby tą pozycję umocnić. 

Więcej szczegółów ujawnimy niedługo po zakończeniu Euforii, więc bądźcie czujni.

To jeszcze na chwilę w temacie Euforii, bo chyba możemy pokusić się o stwierdzenie, że to będzie najgorętsza edycja w historii, i tu mam na myśli niekoniecznie lineup, a temperaturę powietrza. Czy tego typu warunki pogodowe wymagają trochę innego typu przygotowania pod kątem organizacyjnym?

Szykuje się piękna, upalna pogoda i prawdziwy żar. Przede wszystkim mocno dbamy o to, aby każdy mógł usiąść w zacienionych miejscach i odpocząć. Przygotowaliśmy znacznie więcej miejsc, w których można złapać oddech. W środę montowaliśmy i testowaliśmy zraszacze, a ponadto wzmacniamy współpracę ze służbami medycznymi. Jesteśmy w pełni przygotowani, żeby ten upał był dla Was jedynie przyjemnym elementem letnich wakacji, a nie zagrożeniem.


z Adrianem Ratajczakiem z Euforia Festival rozmawiał Patryk Wojtanowicz

kalendarz

Total
0
Shares