Z serii “kiedyś to było” dzisiaj cofamy się w czasy telefonów Nokia, Ronaldinho, czy serii Harrego Pottera, czyli do lat 2000. Z muzycznej strony był to między innymi okres rozwoju Electro House, który okazał się jednym z najistotniejszych, kluczowych gatunków dla kształtu współczesnego EDM. Przedstawiamy 10 z klasyków, które powienieneś znać.
Benny Benassi – Satisfaction
Trudno zestawienie zacząć inaczej niż od kultowego numeru Bennego Benassiego. Nie trzeba go przedstawiać nawet najmłodszym, gdyż utwór jest chętnie grany w różnych okolicznościach do dnia dzisiejszego. Niewątpliwie jeden z najbardziej wpływowych kawałków tej części przemysłu muzycznego. Z całą odpowiedzialnością można rzec, że EDM nie wyglądałby dziś tak samo, gdyby nie “Satisfaction”.
Global Deejays – The Sound of San Francisco
Inspirację brzmieniem “Satisfaction” można było słyszeć wszędzie przez kolejne lata. Jednymi z głównych wykonawców tego stylu był wówczas duet Global Deejays. Austriacy przebojem wdarli się na listy przebojów w całej Europie swoim debiutanckim singlem “The Sound of San Francisco”. Ktoś może spytać – czy oni nadal żyją? Owszem, panowie wciąż działają pod tym szyldem, ale daleko im obecnie do dawnego sukcesu.
Mylo – Drop The Pressure
Numer “Drop The Pressure” odświeżył ostatnio Claptone. Oryginał pochodzi natomiast z 2004 roku i był czołowym numerem na uznanej, dobitnie zatytułowanej płycie “Destroy Rock & Roll”.
David Guetta – Love Is Gone
Pomimo dużej konkurencji, trudno komukolwiek równać się wkładem w scenę klubową z Davidem Guettą. Francuz w latach zerowych XXI wieku był kluczową postacią popularyzującą electro house i, w związku z tym, cały EDM. Miał w tym okresie na swoim koncie niejeden kultowy hit, ale jednym z tych najważniejszych było niewątpliwie “Love Is Gone”. Gwoli ciekawostki, najpopularniejsza (i uznawana przez wielu za oryginał) wersja kawałka to w rzeczywistości remix jego ówczesnych bliskich współpracowników – Freda Riester i Joachima Garraud.
Fedde Le Grand – Put Your Hands Up For Detroit
Kolejną gwiazdą, która narodziła się w tamtym okresie, był Fedde Le Grand. Ogromna była w tym zasługa numeru “Put Your Hands Up For Detroit”, po którym Holender stał się czołową postacią EDMu. Zarówno wtedy jak i dziś, mało jest osób niekojarzących tego chwytliwego motywu.
Mason vs Princess Superstar – Perfect (Exceeder)
Ten motyw raz na czas lubi wracać na taneczne salony. Miło wspominamy chociażby wersję z 2014 roku, którą wylansował UMEK. My skupmy się jednak na wersji oryginalnej z 2006 roku, która swego czasu była niemałym klubowym wymiataczem. Coś czujemy, że jeszcze nieraz usłyszymy o “Exceeder”…
Laurent Wolf – No Stress
Innym francuzem stanowiącym wtedy o sile gatunku był Laurent Wolf. Zarówno bit jak i wokal stanowiły doskonały przepis na imprezowy hit.
The Ian Carey Project – Get Shaky
Niestety czas mija tak szybko.. Ian Carey zmarł w 2021 roku mając zaledwie 46 lat. Z pewnością zostawił po sobie wystarczająco dużo materiału, dzięki któremu fani tanecznego bitu o nim nie zapomną. Taki hit jak “Get Shaky” z pewnością zasługuje na jescze długą pamięć.
Remady – No Superstar
Pod koniec dekady polską scenę podbił szwajcarski projekt Remady. Wszystko zaczęło się od numeru o nazwie “No Superstar”, który – paradoksalnie – wypromował artystę na gwiazdę. Później – już jako Remady & Manu-L – przyszły kolejne przeboje, które niestety jakościowo nie dorastały do tego kawałka.
deadmau5 – Ghosts N Stuff
Pod koniec dekady czołowymi graczami stawali się artyści zza oceanu. Doskonałym tego przykładem był deadmau5, który stawał się jedną z głównych twarzy tanecznej elektroniki. “Ghost N Stuff”, do którego zaprosił wokalistę Pendulum Roba Swire‘a, było jego komercyjnym szczytem.
Klasycznych brzmień z tamtych lat nie brakuje – dlatego do tego tematu jeszcze nieraz wrócimy!