Prowadzimy Shining Beats od 8 lat i przez ten czas wiele naczytaliśmy się w komentarzach o tym, jak to publika oczekuje nowości i nie chce „odgrzewanych kotletów”. Takie przekonanie panuje na scenie, choć coraz więcej wskazuje na to, że jest ono prawdziwe tylko częściowo. Wszak nadal aktualny jest cytat inżyniera Mamonia, który w filmie „Rejs” twierdził, że lubi te melodie, które już słyszał. Takich Mamoniów na festiwalach nie brak – i to może tłumaczyć między innymi popularność sceny The History na Sunrise Festival czy tego, że wielu DJów na festiwalach woli stawiać na znane od lat motywy. W skrócie – klasyki sprzed lat kilkunastu czy parodziesięciu wracają do setów nie z grzeczności wobec nostalgii, lecz dlatego, że po prostu działają.
Trance’owa ikona ogłasza „prawdziwą rewolucję”
Głos w tej sprawie zabrał ktoś, kto scenę zna od podszewki. Armin van Buuren ma za sobą trzy dekady za konsoletą, masę hitów i status postaci kultowej na naszej scenie. Gdy więc mówi o zmianie, którą właśnie dostrzega, warto się tym zainteresować. W rozmowie z DJ Mag podczas festiwalu Tomorrowland Holender przyznał, że pierwszy raz w karierze starsze produkcje sprawdzają mu się w setach lepiej niż nowe.
Pełną treść jego wypowiedzi znajdziecie poniżej.
Myślę, że w muzyce tanecznej dokonuje się obecnie spora rewolucja, o której się jeszcze nie mówi. Nie chodzi tylko o nową muzykę. Coraz częściej słychać nową miłość do wszystkich tych starszych utworów, które graliśmy w latach 90., na początku XXI wieku i później. Po raz pierwszy w mojej karierze, a jestem DJ-em od 30 lat, odkryłem, że starsze utwory faktycznie lepiej sprawdzają się w moich setach niż nowe. I myślę, że to prawdziwa rewolucja, że nie trzeba już produkować nowych utworów, żeby mieć wyróżniający się set. To tak, jakby nosić ten sam sweter wystarczająco długo, a prędzej czy później znowu stał się modny. Wiesz, to jest to uczucie.
Armin van Buuren
Metafora ze swetrem trafia w sedno. Trendy mają to do siebie, że po czasie powracają – i to tyczy się nie tylko mody, ale także muzyki. Tym samym to, co jeszcze niedawno wydawało się archiwalne, dziś potrafi zabrzmieć najświeżej z całego seta. Oczywiście, jeśli oczywiście zostanie odpowiednio podane. Pokolenie, które dorastało na tych brzmieniach, wraca na parkiety jako dorośli słuchacze, którzy odchowali dzieci i mają czas i jeszcze trochę sił na szaleństwa. Młodsi zaś odkrywają je zupełnie na nowo, wszak nie mieli okazji za dziecka słuchać tego świadomie.
Czy to znaczy, że premierowe produkcje przestają się liczyć? Niekoniecznie. To raczej sygnał, że wartość utworu coraz rzadziej mierzymy datą wydania, a coraz częściej tym, jaki efekt daje na parkiecie. A o tym, gdzie takich parkietów szukać, przekonacie się, zaglądając do Festie – naszego kalendarza imprez i festiwali.

