Tomorrowland to od dawna coś więcej niż festiwal. Jgo twórcy konsekwentnie budują wokół marki cały świat – od festiwali przez muzeum czy własne buty. Teraz belgijski gigant zapowiedział kolejną odsłonę swojej dokumentalnej serii „We Are Tomorrow”, stworzonej ponownie we współpracy z Amazon Music. Tym razem w centrum opowieści znajdzie się Miss Monique. Zapowiedź pojawiła się w formie teasera w mediach społecznościowych. Konkretnej daty premiery jeszcze nie podano.
Seria, która pokazuje festiwal od kuchni
Warto wyjaśnić, czym „We Are Tomorrow” różni się od klasycznych aftermovies. O ile te drugie są dość szablonowe i przekazują przede wszystkim ładne ujęcia z muzyką, o tyle seria dokumentalna (realizowana co roku od 2022) idzie w zupełnie inną stronę. Serial śledzi losy kilku uczestników przez cały rok poprzedzający festiwal i zestawia ich osobiste historie z jednym, konkretnym występem na terenie w Boom.
To formuła, która zdążyła już zdobyć uznanie. Edycja z 2023 roku, z Alokiem w roli głównej, otrzymała nagrodę Webby. Rok później serię poprowadził Vintage Culture, a w 2025 – John Summit. W poprzednim roku mogliśmy poznać także historię poruszającego się na wózku uczestnika z Czech oraz mieszkanki szkockich Orkadów. Ostatnia odsłona dotknęła też, w sposób pełen szacunku, tematu pożaru głównej sceny, pokazując, jak społeczność festiwalu przetrwała ten trudny moment.
Zobaczymy także Miss Monique
Wybór DJskiej bohaterki tegorocznego filmu nie jest przypadkowy. Miss Monique, a właściwie Alesia Arkusha, to ukraińska didżejka i producentka spod znaku progressive house’u i melodic techno. To jedno z najszybciej rosnących nazwisk sceny – ma za sobą rezydenturę w Hï Ibiza, Essential Mix w BBC Radio 1, a w 2026 roku zadebiutowała z audiowizualnym show „Biorhythm” na Tomorrowland.
Poprzednie części serii trafiały na YouTube oraz do aplikacji Amazon Music – i tam też należy wypatrywać nowej odsłony. Choć daty premiery jeszcze nie znamy, jedno jest pewne – Tomorrowland po raz kolejny udowadnia, że najlepiej sprzedaje się nie przez muzykę samą w sobie, lecz przez historie ludzi, którzy co roku ściągają do Boom.