Na przełomie czerwca i lipca w wielkopolskiej Trzciance odbyła się kolejna już edycja imprezy Beach Party. Jest to event charytatywny i pieniądze ze sprzedaży biletów idą na pomoc chorym dzieciom z Trzcianki. W zeszłym roku impreza odbyła się na Nowej Plaży nad jeziorem Sarcz. W tym roku jednak organizatorzy postanowili przenieść imprezę na plażę nad jeziorem Logo. Według mnie był to doskonały ruch. Teren festiwalu został nieco powiększony, a bilety sprzedały się w większej ilości. W zeszłym roku poszło ich około 8000, a w tym około 10 000, pobijając tym samym dotychczasowy rekord. Największym jednak plusem dla mnie była dla mnie zmiana umiejscowienia pola namiotowego, noszącego nazwę Beach Party Camp. Teren pola był ogromny, w porównaniu z zeszłoroczną edycją. Pojawiły się także dodatkowe atrakcje, o których wspomnę później.

Ceny biletów

W mojej opinii bilety były bardzo tanie, jak na taki lineup. W pierwszej puli karnet razem z polem namiotowym kosztował 110 złotych. Osobiście zwlekałem dość długo z kupnem biletów – kiedy chciałem dokonać zakupu, w sprzedaży była już pula trzecia. Początkowo chciałem kupić bilet tylko na sobotę, ponieważ piątkowy line-up nie za bardzo był w moich klimatach. Dostałem jednak ciekawą propozycję od mojego znajomego, żebym odkupił od niego karnet z campem w cenie pierwszej puli. Postanowiłem więc taki bilet kupić, ponieważ dopłacając 10 złotych miałem dodatkowo piątek.

Pierwszy dzień

Do Trzcianki wyruszyłem o godzinie 10 samochodem z Bydgoszczy z dwoma znajomymi. Na miejscu byliśmy już o godzinie 12. Już wtedy pozytywnie byłem zaskoczony rozmiarami pola namiotowego. Nie zabrakło także miejsc parkingowych. Przy wejściu była recepcja, gdzie trzeba było odebrać opaski na rękę. Po odebraniu ich ruszyliśmy wybrać sobie miejsce na namiot, z czym nie było problemu – byliśmy bowiem jednymi z pierwszych osób, które dotarły na pole. Pomogłem znajomym rozbić namiot, a następnie przejść się po polu. Już od razu zauważyłem, że był tam mały parkiet do tańca, strefa chill, stoisko z piwami, strefa do wodnego skateboardingu, a nawet basen! Największą frajdę jednak sprawiła Eliminator Arena, która polegała na omijaniu przeszkód i wyeliminowaniu wszystkich graczy. Osoba, która została na samym końcu wygrywała. Na polu znajdowały się również prysznice, toalety, łazienki oraz stoisko z jedzeniem i napojami. Na parkiecie znajdowała się strefa ładowania i można było tam podładować sobie telefon. Jednak mimo to powerbank bardzo mi się tam przydał. O godzinie 16 przyjechał mój kumpel z dość dużą ekipą, którą poznał w pociągu. Miałem z nim nocować pod namiotem, więc dołączyłem do owej ekipy, która okazała się bardzo sympatyczna.

Po poznaniu całej ekipy wraz z moim kumplem postanowiliśmy poprzechadzać się jeszcze trochę po polu. Spotkaliśmy dwóch DJ-i, którzy mieli ze sobą dość sporo sprzętu, mianowicie kontroler DJ-ski, laptopa i dwie mocne kolumny, które nosiły muzykę po całym polu i rozkręcali atmosferę. Pozwolili nam nawet pograć i podgrzać parkiet.

Zabawa w DJ-a tak nam się spodobała, że na polu zostaliśmy do 22, spóźniając się tym samym na Bounce Inc., których chciałem akurat zobaczyć. Wchodząc na teren festiwalu od razu po lewej stronie widać było chill strefę, czyli leżaki na plaży i jezioro. Po prawej stronie było wejście na strefę imprezową, czyli pod scenę. Przy wejściu postanowiłem od razu kupić żetony, za które można było kupić jedzenie oraz napoje – także te procentowe. Do wyboru były pomarańczowe i fioletowe/niebieskie żetony. Te pomarańczowe były warte 8 zł, zaś niebieskie – 10 zł.

Przykładowe ceny:

  • Piwo – 1 pomarańczowy żeton
  • Kebab – 3 pomarańczowe
  • Drink z colą – 2 niebieskie
  • Frytki Belgijskie – 2 pomarańczowe
  • Zapiekanka – 1 niebieski

Po wejściu miło zaskoczył mnie wygląd sceny, która przypominała mi jedną z tych eventów z muzyką Hardstyle. Pierwszy set na jakim byłem i w sumie jaki najbardziej mi się spodobał, bo najbardziej podchodził pod EDM był set I.GOT.U. W swoim secie zamieścił mieszankę gatunków. Pojawił się Psytrance, Hardstyle, Bass House i Future House. Po I.GOT.U. pojawił się Matys. Kolejny set należał do Prisoners Show, gdzie nie za bardzo zagrali w moim guście, ale zrobili naprawdę fajne przedstawienie. Po dzieciakach był czas na sety z muzyką trance. Pojawił się Marc Van Linden, Johan Gielen oraz piątkowy headliner – 4 Strings. Ten ostatni według mnie zagrał najciekawiej. Później przyszedł czas na Hazela. Niestety już przy pierwszym utworze zdarzyło mu się kliknąć przycisk cue na złym decku, wyłączając tym samym swojego seta, więc zmęczeni po godzinie 4 postanowiliśmy pójść spać.

Drugi dzień

Drugi dzień rozpoczął się bardzo szybko dla mnie, bo już o godzinie 7 byłem na nogach, a to z powodu muzyki, która grała od samego rana z dużego, potężnego głośnika bezprzewodowego należącego do miłośników klubu Omen Płośnica. Wskoczyłem od razu pod prysznic, których było naprawdę wiele: kolejek zero, cieplutka, a nawet parząca woda pozytywnie mnie zaskoczyła. Po prysznicu postanowiliśmy sobie poszaleć na kempingu poznając nowe osoby, bawiąc się na parkiecie, biorąc udział w Eliminator Arena oraz kąpiąc się w basenie.

Już na drugi dzień na polu przyjechało jeszcze więcej osób, ale miejsca starczyło jeszcze spokojnie na conajmniej 100 namiotów. Po godzinie 16 dojechało do mnie jeszcze 5 starych znajomych i miałem już tam ekipę około 20 osób, więc było naprawdę sympatycznie. Na teren festiwalu weszliśmy jakoś na godzinę 21, akurat wtedy zaczął grać Dirty Fruit, który grał głównie Future House i przez to zachęcił mnie, abym szybciej wszedł pod scenę. Następnie pojawił się Zonderling, który zagrał w Hexagonowych klimatach – dla mnie strzał w dziesiątkę. Klimat zrobił naprawdę niesamowity. Po Zonderlingu był czas na Mike’a Williamsa, który według mnie najlepiej zagrał podczas całego Beach Party. Królowały u niego brzmienia Future House oraz Future Bounce. Na jego secie pojawiły się również efekty pirotechniczne.

O godzinie 24 został odpalony Megamix na którym pojawiło się wiele tancerek i tancerzy, którzy zabawiali publikę. W tym momencie właśnie udało mi się na tyłach poznać Damissa i Exationa, którzy byli zwycięzcami zeszłorocznej edycji festiwalu i grali również w piątek. Oboje okazali się bardzo sympatyczni i po kilkuminutowej pogawędce postanowiliśmy razem się udać na Tujamo, który swoim setem bardzo mnie pozytywnie zaskoczył, ponieważ zagrał inaczej niż do tej pory – mianowicie mieszał wiele gatunków, jego set był bardzo rozmaity. Po secie Niemca przyszedł czas na Dyro, który swoim setem dosłownie zmiażdżył publikę. Stałem akurat pod samymi barierkami i było dużo osób, które robiły headbangi w tym ja, a barierki dosłownie pękały pod naciskiem tak, że ochroniarze musieli interweniować i kazali się nam uspokoić. Pojawiło się u niego wiele mocnego Dubstepu, Trapu oraz Bass House’u. Pod koniec jego seta zobaczyliśmy w oddali za barierkami Dawida, znanego pod pseudonimem Sikdope. Machaliśmy do niego i darliśmy papę i o dziwo podbiegł do nas się przywitać. Zbiliśmy z nim “grabę”, zrobiliśmy kilka zdjęć i wróciliśmy do imprezowania. W przerwie między Dyro, a Sikdopem ujrzeliśmy jeszcze pod barierkami Zonderlinga, który stał sobie spokojnie i popijał piwo. Natychmiast go poprosiliśmy, aby podszedł, co zresztą uczynił. Przywitaliśmy się, porozmawialiśmy chwilę, porobiliśmy zdjęcia no i kolega wziął autograf od niego. Sikdope zagrał bardzo podobnie do Dyro, lecz nieco lżej. Gdy Dawid skończył występ, na scenie pojawił się duet DJ Kuba & Neitan. Ja jednak zmęczony po tych dwóch mocnych setach z bolącym karkiem poszedłem na tyły usiąść sobie i czegoś się napić. Z daleka słyszałem, że zagrali również rozmaicie co Tujamo. Gdy zostało 20 minut do końca ich seta, postanowiłem się dołączyć na przody i dalej skakać. Gdy już schodzili ze sceny krzyknąłem do Kuby i Neitana, żeby podeszli do nas i również to zrobili ucieszeni. Tradycyjnie się z nimi przywitaliśmy, pogawędziliśmy, zrobiliśmy zdjęcia oraz zostawili autografy.

Autograf DJ Kuba & Neitan, Mike Williamsa oraz Zonderlinga[ caption]” data-temp-aztec-id=”3bb71d91-bf19-4825-8df3-435b167784c2″>

Drugi dzień festiwalu, jak można było zauważyć od samego początku, był realizowany z większym rozmachem. Pojawiło się więcej efektów pirotechnicznych, konfetti, było więcej ludzi, aliasy były bardziej interesująca. Sobota mocno przebiła piątkową imprezę. Po ostatnim secie Kuby i Neitana wróciliśmy na pole położyć się spać.

After Party

Trzeciego dnia był czas na tradycyjne After Party na plaży. Dużo nie mam tu do opowiadania, ponieważ na tą jak się okazało skromną imprezkę przyszedłem na dosłownie 10 minut. Grany był tam głównie House. Udało mi się chwilę pobujać w takich rytmach po czym udałem się ze znajomymi do samochodu, aby wrócić już do Bydgoszczy. Tak właśnie zakończyło się moje Beach Party.

Podsumowanie

Dla mnie festiwal okazał się strzałem w dziesiątkę. Wybawiłem się niesamowicie, nie wydając przy tym kupy kasy. Należy też pamiętać, że impreza była charytatywna i pieniądze ze sprzedaży biletów szły na leczenie chorych dzieci. Porównując do zeszłej edycji, w tym roku moje wrażenia są dalece lepsze – chociażby ze względu na to, że było przede wszystkim mniej “patologii”, a jedzenie było znacznie smaczniejsze, dodatkowo płacić można było kartą. Jedynym minusem dla mnie była cena jedzenia. Uważam, że 24 złote za zwykłego kebaba jest lekką przesadą, ale to tylko moja prywatna opinia. Gdybym miał komukolwiek polecić ten festiwal, zrobiłbym to bez wahania i mam nadzieję, że pojawię się na nim za rok, albo na innej imprezie spod marki BP Festivals.

Zdjęcia: Kosiarka Works, Erzet Productions, Karol Woźniak