Holandia w Polsce? Nasze wrażenia po pierwszej edycji Black Sugar

Jakość rodem z holenderskich hardowych imprez w Polsce? Jesteśmy tego coraz bliżej! Julia Oziemczuk relacjonuje pierwszą edycję Black Sugar.

reklamuj_sie

Hardowa społeczność w Polsce to jeden z bardziej zaangażowanych odłamów fanów elektroniki w naszym kraju. W ostatnich latach cięższe brzmienia spopularyzowały takie brandy, jak Hardwagon czy Wixapol. Najwięksi fani od lat w wesołych autokarach jeżdżą po Europie zwiedzać zagraniczne wydarzenia. Dzięki uprzejmości organizatorów tych wyjazdów – Hardtripy – nieraz mieliśmy przyjemność brać udział między innymi w festiwalach od Q-Dance. I po tych podróżach jesteśmy przekonani, że holenderskie święta “twardej” muzyki to jakość, której trudno dorównać.

Przyzwyczajeni do wysokiego poziomu imprez uczestnicy mają prawo wymagać więcej. Black Sugar to nowa na naszym rynku marka, jednak którą mogliśmy poznać podczas okresu pandemicznego. Transmitowane sety odbiegały od typowych setów nagrywanych na tle domowego zacisza. Scenografia wykorzystująca ekrany gościła reprezentantów różnych gatunków, by finalnie skręcić w stronę brzmień Hardstyle.

Nowa inicjatywa ze swoim pierwszym wydarzeniem z udziałem publiki pokazała duży potencjał. W minioną sobotę (8 października) EQ Music sprowadziło godnych zawodników z polskiej, jak i zagranicznej sceny. Ci dali popis swoich umiejętności w murach łódzkiego klubu Wytwórnia. Warto przypomnieć, że właśnie w Łodzi w 2019 roku miało miejsce I AM HARDSTYLE, czyli ostatni tego typu festiwal przed pandemią. Brennan Heart obiecywał powrót do Atlas Areny, jednak zamiast tego w tym roku otrzymaliśmy takeover tej marki na jednej ze scen Sunrise Festivalu.

Jednak czy potrzebujemy zagranicznej krwi po tym, jak wystartowało Black Sugar? Na to pytanie postaramy się wam odpowiedzieć w naszej relacji z imprezy.

Rozgrzewka przed Qlimaxem

Niecałe dwa miesiące przed powrotem sztandarowej imprezy Q-Dance po pandemii, polscy fani gatunku otrzymali lokalny odpowiednik. Inspiracje Qlimaxem można było już wyczuć przy publikacji pierwszych materiałów promocyjnych. Jednak odpowiednio zaczerpnięte patenty mogą pomóc, co sprawdziło się jeszcze przed startem łódzkiej imprezy. Zapowiedź Black Sugar miała pozytywny odbiór wśród fanów twardych brzmień.

Również kolejne działania marketingowe EQ Music zachęcały do uczestnictwa w nowym wydarzeniu. Dobrym ruchem było wspólne działanie z Hardtripami, widoczne również w dniu samego Black Sugar. Prócz publikacji koniecznych informacji związanych z imprezą nie brakowało materiałów wideo ukazujących lokalizację klubu, jego wnętrze oraz planowaną scenografię. To dopiero początek naszych pozytywnych wrażeń, których na Black Sugar było dużo więcej.

Pierwszy rzut oka

Już przed samym klubem można było się odnaleźć. W okolicy Wytwórni były kartki wskazujące główne wejście na imprezę, choć mogło być ich trochę więcej. Osoby z biletami VIP dostawały się na Black Sugar przez sąsiadujący Hotel DoubleTree by Hilton. My wchodziliśmy po godzinie 21 i problemów ze sprawnym zalogowaniem się na miejscu imprezy nie zanotowaliśmy.

Scena

Wzorem wcześniej wspomnianego I AM HARDSTYLE, scenografia zyskiwała z czasem. Głównym elementem wystroju był duży okrąg, który na swoich bokach miał umieszczone duże światła oraz ledowe paski. Jego dolna część zasłaniała DJkę, a za artystą znajdowało się kolejne koło – tym razem w postaci ekranu wyświetlającego wizualizacje, otoczonym kolejnymi światłami. Jednak to nie wszystko – prawa i lewa strona również została wzbogacona lampami i pionowymi paskami LED. Nad naszymi głowami kolejne światła i ekrany. Te drugie według mnie były zbędnym dodatkiem. Patrząc z parkietu łatwo było je pomylić z większymi światłami, a wyświetlane loga artystów do wychwycenia były, siedząc na górnej loży.

Lasery oraz efekty w postaci CO2 też tej nocy zagościły w klubie Wytwórnia. Zanim zostały włączone w pełni, wraz z górną częścią dekoracji, miało się wrażenie, że brakuje dynamiki w oprawie, porównując do tego, co wybrzmiewało z głośników. Jednak już przy trzecim secie, gdy za decki wszedł Regain, wszystko zaczęło wyglądać co najmniej prawidłowo.

Nie tylko gra światłem

Wizualizacje na okrągłym ekranie zawierały materiały od artystów, jak i ujęcia przygotowane specjalnie na Time of Darkness. Animacje nie miały prawa być źle zmapowane – ekran w rzeczywistości nie był okrągły, a jednie dopasowywany do tego kształtu. Doceniamy to, gdyż na o wiele większych imprezach często są z tym problemy. Nie zapomniano też o ciekawych zapowiedziach artystów w formie dźwiękowej, ale też wizualnej. Oprócz animacji, sekwencji wideo wejściom towarzyszyła występująca na żywo tancerka. Na pewno nie można było się nudzić.

Wydaje nam się, że wykonanie dobrej scenografii na mniejszej przestrzeni jest większym wyzwaniem, niż, gdy mówimy o arenach czy otwartych przestrzeniach. W murach Wytwórni byliśmy podczas afteru Parady Wolności i łatwo nam porównać obie propozycje. Wtedy w tej sali gościły brzmienia drum and bass, z o wiele mniejszym rozmachem dekoracji. Koncepcja przedstawiona przez EQ Music szczególnie podczas występów headlinerów robiła robotę. Jedynie stojąc ze skrajnych boków sali trudno było zobaczyć ekran, jednak nie było to znaczącym problemem. Z niecierpliwością czekamy na rozwinięcie tego pomysłu podczas kolejnych edycji.

Muzyczne doświadczenia

Bramki otwarte były już o 20:00, jednak dopiero godzinę później event swoim setem rozpoczął Rawness. Po 45 minutach decki przejął Driver, by dalej rozgrzewać publikę przed gwiazdami wieczoru. Już wtedy zabawa trwała w najlepsze. Pomimo już mającego miejsce dobrego poziomu muzycznego, dopiero przed nami byli główni goście.

Od 22:30 prezentował się Regain. Pan Paweł nie zawiódł, ale też pozytywnie zaskoczył. Nie brakowało dobrze znanej twórczości lokalnej gwiazdy, w tym właśnie “Pana Pawła”. Utwór pierwotnie zrobiony na potrzeby naszej serii Drop Challenge podbił parkiet. Sam artysta spytał się uczestników, czy czekali na tę propozycję – wszyscy zgodnie potwierdzili. To nie był jedyny moment pokazu dobrego kontaktu z publiką. Poza tym łódzki tłum miał okazję posłuchać premierowo kilku nadchodzących produkcji czy nawet współprac. Ba, wybrzmiewały nawet drum and bassowe klimaty. W skrócie – jest na co czekać! Oczywiście set został zakończony największym rozpier… poziomem BPMów.

Zagraniczna krew

Bliżej północy przyszedł czas na występy zagranicznych gości. Pierwszy zaprezentował się Warface. Holender pierwszą połowę swojego seta głównie poświęcił prezentacji hardowych interpretacji aktualnych hitów muzyki popularnej i nie tylko. Tutaj także Youri popisał się dobrym kontaktem z publiką, a stać podczas jego setu bez ruchu było wielkim wyzwaniem. Była to solidna rozgrzewka przed Radicalem. Joey wraz ze swoim MC zdecydowanie zrobili robotę, świetnie współpracując z publiką oraz dając jej solidny wycisk. Cała sala zgodnie dawała z siebie co tylko mogła, wspólnie bawiąc się do selekcji Radical Redemption.

Nie ukrywamy, że po takiej dawce musieliśmy chwilę odpocząć przez dalszą zabawą na parkiecie. Przypadło to na set Tha Playah, którego popisy towarzyszyły nam w tle. Na dół zeszliśmy na xAnime. Artystka wycisnęła z nas ostatki sił wysoką ilością BPMów. Klimat ten podtrzymała ekipa EQ, która wystąpiła pod koniec imprezy. Dobre rzeczy szybko mijają. Zwłaszcza przy szybkiej muzyce.

Napoje, gastronomia, VIP

Każda większa impreza nie obędzie się bez trunków wszelkiej maści. Tym razem jednak nie było idealnie. Ilość otwartych barów zlokalizowanych przy głównej sali czasem nie dawała rady z zapotrzebowaniem publiki. Przez to tworzyły się kolejki. Co ważne, napojów nie można było wynosić poza wyznaczoną strefę. Nawet butelki z wodą trzeba było ukrywać przed ochroną, by je przemycić pod scenę. Płatność możliwa była gotówką i kartą. Brakowało też jedzenia w strefie gastro, które nie zostało zapewnione z winy klubu/hotelu.

Zupełnie inaczej sytuacja prezentowała się na strefie VIP. W cenie biletu wydawane były trzy dania, w tym dwa ciepłe. Właściwie bardziej były to przystawki w postaci małej pizzy, quesadilii, frytek z serem oraz miski owoców. Prócz tego mogliśmy się napić za darmo jednego z dwóch dostępnych drinków. Bez limitu obowiązywały przekąski, kawa czy herbata. Jednak to nie koniec atrakcji, które czekały nabywców takiej wejściówki.

Do dyspozycji VIPów było osobne wejście oraz dostęp do dwóch pięter “atrakcji”. Na najwyższym dostępna była strefa gastronomiczna oraz przejście na loże. Na środku tej strefy mieliśmy do dyspozycji kilka rzędów siedzeń rodem z kina, które były idealne na regenerację między występami. Po bokach mogliśmy na stojąco, z widokiem z góry oglądać scenę i parkiet. Pierwsze piętro było miejscem na wykonanie zdjęć z artystami na tle ścianki. Bardzo miłym gestem było informowanie przebywających wyżej gości o możliwości spotkania się z pewnym DJem w danym momencie.

Na imprezie nie zabrakło punktu z możliwością zakupu hardowych gadżetów. Można było nabyć między innymi akcesoria związane z marką Black Sugar czy Hardtripowe ubrania i nie tylko. Problematyczną kwestią była możliwość płatności jedynie gotówką. Jednak to nie przeszkodziło w zakupie koszulek, których można było wiele zobaczyć już na parkiecie klubu Wytwórnia.

EQ Music podejmując się współpracy z Hardtripami wiedziało, co robi. Wesołe autokary dostarczały uczestników do Łodzi z Warszawy, Poznania, Wrocławia, Katowic i Krakowa. Za przejazd w obie strony trzeba było zapłacić około 100 zł, co było uczciwą konkurencją dla kolei. Nie musimy też dodawać, że klimat panujący podczas takich podróży jest bezcenny.

Podsumowanie

Po pierwszej edycji Black Sugar mamy wrażenie, że na polskiej scenie brakowało tego typu imprezy. Duża społeczność hardów zazwyczaj, by usłyszeć zagraniczną reprezentacje, musi jeździć poza granicę naszego kraju. Dzięki EQ Music może to się szybko zmienić. Time of Darkness to impreza na wysokim poziomie, jednak z problemami wieku dziecięcego.

Na każdym kroku było widać starania organizatorów, jednak niektóre rzeczy warto, a nawet trzeba poprawić. Kwestia problemów w strefie gastronomicznej można wybaczyć nowej imprezie, gdyż nawet lokalni giganci nie mogą sobie z tym poradzić. W komentarzach osoby związane z organizacją wydarzenia deklarowały, że będą bardziej zwracać uwagę na te kwestię przy wyborze kolejnej lokalizacji.

Możemy być dumni, że mamy nową, lokalną markę, która ma spory potencjał. Scenografia oraz cała otoczka Black Sugar nadawała klimatu, który kojarzymy z największych imprez reprezentujących ten gatunek. Pozytywny odbiór wydarzenia możemy zobaczyć również w komentarzach pod postami związanymi z wydarzeniem. Jednak nic nie było takie same bez publiki, która dopełniała całość wyjątkowym klimatem. Z niecierpliwością czekamy na kolejne edycje.


foto: Eleven Studio

reklamuj_sie

Total
49
Shares
☕ Postawisz nam kawusię?