kontakt

Niejednokrotnie podejmowaliśmy na naszych łamach tematy związane z portalami streamingowymi. Nierzadko opowiadaliśmy chociażby o nowych funkcjonalnościach takich usług jak Spotify czy Apple Music, ale nie unikaliśmy także niewygodnych tematów. Jednym z nich był raport ONZ stawiający dość odważną tezę, że usługi rozpowszechniania muzyki są w swoim sposobie działania szkodliwe społecznie. W 2020 roku z kolei cytowaliśmy CEO Spotify’a, który powiedział wprost – ci, którzy mówią, że zarabiają za mało, są zbyt leniwi i powinni wydawać więcej muzyki. Taka to żelazna logika Daniela Eka.

Artyści zarabiają za mało

Właśnie na kwestiach finansowych skupimy się w tym tekście. Wszak problem zbyt małych zarobków jest podejmowany w branży muzycznej od lat. O ile najwięksi gracze potrafią zgarnąć konkretne sumy (o czym przeczytacie tutaj), o tyle ci mniejsi mają już kłopot. Dobrym przykładem niech będą chociażby badania z ubiegłego roku – wynikło z nich, że 4 na 5 artystów na streamingu muzyki zarabia mniej niż 100 złotych… w skali roku. Nie dziwi więc fakt, iż często podnoszony jest argument o śmiesznie niskich stawkach za 1 stream, które to oferowane są przez największe serwisy z legalną muzyką. I właśnie tym aspektem postanowił zająć się… brytyjski rząd.

Aktywność londyńskich władz została sprowokowana przez akcję #BrokenRecord. W jej ramach tamtejsza scena muzyczna postanowiła rozpocząć walkę o bardziej sprawiedliwe dzielenie się przychodami z mniejszymi labelami i artystami niezależnymi przez streamingowych gigantów. Przez ostatnie miesiące założona w ubiegłym roku Komisja Specjalna Departamentu ds. cyfrowych, kultury, mediów i sportu zapoznała się z opiniami wielu artystów, na czele z zespołem Radiohead. Wyniki badań przyniosły dość prostą konkluzję – system wymaga całkowitego resetu, a zyski dla artystów są, tu cytat, “żałosne”.

W kwietniu ponad 150 muzyków – a wśród nich takie ikony jak Kate Bush czy Paul McCartney – podpisało się pod listem otwartym do premiera Borisa Johnsona z prośbą o pomoc w zreformowaniu tego aspektu gospodarki.

Do gry wchodzi brytyjski rząd

Jak się okazuje, działania te przynoszą skutek. Brytyjski rząd zlecił bowiem tamtejszemu Urzędowi ds. Konkurencji i Rynków rozważenie wszczęcia dochodzenia w sprawie głównych wytwórni muzycznych, tzw. majorsów. Chodzi tu o takie podmioty, jak Warner Music, Sony Music oraz Universal Music. Pod lupę ma zostać wzięty także portal YouTube – tutaj badania mają dotyczyć dominacji na rynku streamingu video.

Oprócz tego w dalszym ciągu trwać ma zgłębianie tematu zarobków twórców w erze cyfrowej. Cel jest prosty – rozwiązanie problemu niesprawiedliwych zarobków artystów, wokalistów, muzyków i tekściarzy.

Działania brytyjskiego rządu – mimo, iż konkretnych legislacyjnych rozwiązań wciąż nie wdrożono – spotkały się z entuzjazmem w środowiskach muzyków.

Rząd zauważył, że nasza krytyka i nierówności, z jakimi borykają się twórcy muzyki, są aż nazbyt realne. Ale dziesiątki tysięcy brytyjskich muzyków, autorów piosenek, producentów i artystów to nie tylko „interesariusze”. W przeciwieństwie do międzynarodowych korporacji jesteśmy obywatelami, wyborcami i podatnikami. Teraz nadszedł czas, aby podwoić nasze wysiłki i rzucić wyzwanie naszym przywódcom politycznym, aby naprawdę nas reprezentowali. Zmiana jest możliwa i należy ją urzeczywistnić.

Tom Gray, pomysłodawca kampanii #BrokenRecord

Zaangażowanie rządowych instytucji w ten temat – i to na tak dużym rynku, jak brytyjski – może zwiastować początek zmian na całym świecie.


foto: Stas Knop / Pexels

kontakt