Dave Winnel jest wschodzącą gwiazdą australijskiej sceny muzyki elektronicznej. Na swoim koncie ma szereg singli w największych labelach pokroju AXTONE, Size, Ministry Of Sound, czy Armada. W 2016 roku Dave’owi udało się osiągnąć rzecz, o której marzy wielu artystów pokroju Australijczyka – mianowicie udało mu się nawiązać współpracę z Arminem Van Buurenem. Owocem tej kooperacji był wspólny utwór – “The Race”.

O tym, jak się poznali i jak przebiegał proces tworzenia singla sam zainteresowany opowiedział portalowi T.H.E. Music Essentials. Oprócz tego sympatyczny Australijczyk powiedział co nieco o tym, jak ciężko o rozwój przemysłu EDM w jego kraju, a także o najnowszym singlu.

Jak rozpoczął się dla Ciebie 2019 rok?

Dave Winnel: Rok 2019 na razie jest świetny. Byłem w Australii, cieszyłem się latem, grałem wiele wspaniałych koncertów, w tym w ramach rezydentury w Ministry Of Sound Aus, i oczywiście pracowałem nad mnóstwem nowej muzyki.

Twój nowy utwór, “Lily Of The Valley“, brzmi niezwykle świeżo i jest nieco inny w porównaniu do tego, co zwykle produkujesz. Czy to oznacza dla Ciebie nowy kierunek w produkcji muzyki?

Ukończyłem już trochę podobnych numerów, więc to na pewno coś nowego dla mnie, ale… nie jest to zupełnie nowy kierunek, ponieważ wciąż tworzę klubowe bangery. Kocham tak wiele różnych gatunków, że muszę to wszystko uzewnętrznić!

Jak długo trwały prace i jak zainspirował Cię ten kierunek muzyczny?

Lily Of The Valley jest następcą jednego z moich utworów, który wydałem w 2014 roku, zwanego “The Great Valley”. Coś jak część druga. Zaczynałem produkcję Lily również w 2014 i trochę pracowałem nad tym, aż w końcu w zeszłym roku prace dobiegły końca. Trochę bałem się wydać ten numer, ponieważ różni się tak bardzo od innych moich wydawnictw, tym bardziej więc się cieszę, że nareszcie mi się to udało. Kierunek tworzenia muzyki bierze się z myślenia, co by się stało jeśli po prostu uwolnię się od wszelkich oczekiwań, od wytwórni i fanów, a nawet od siebie i po prostu stworzę coś, bez zasad i dopasowań do żadnego gatunku.

Ten numer został wydany w Armind. Twoim ostatnim wydawnictwem w tym sublabelu był singiel z Arminem van Buurenem, zwany “The Race“. Jakie to było uczucie z nim pracować?

Współpraca z Arminem była dla mnie szalona. Nadal nie mogę uwierzyć, że to zrobiliśmy. Po raz pierwszy spotkaliśmy się właściwie wtedy, kiedy był w Sydney. Miał dosłownie godzinę wolnego czasu, zanim musiał udać się na lotnisko i powiedział, że spotkamy się na szybko. Byłem zdenerwowany jak diabli, ale postawił mi piwo (Heineken, jak na Holendra pezystało) i od razu było tak, jakby dwóch kolegów zaczęło gadać o muzyce!
Pokazałem mu jeden ze swoich pomysłów. Spodobał mu się, więc wysłałem mu plik projektu, dodał klasyczny “Arminowy bit”, w tym niezapomnianą melodię w breaku, a potem utwór był już prawie skończony.

Słyszeliśmy, że szykujesz coś dużego! Czy możesz nam coś powiedzieć o swoich planach na 2019 rok?

Wydaję czteroutworową EPkę, z czego jestem bardzo dumny. Zostanie ona wydana także na winylu. Już wkrótce trafi do sprzedaży – jestem super podekscytowany!

Na koniec, jakie są twoje przemyślenia na temat australijskiej sceny muzyki elektronicznej. W jaki sposób ewoluowała?

Australia ma obecnie poważne problemy. Po pierwsze, scena klubowa została osłabiona przez absurdalnie surowe zasady licencyjne. O trzeciej w nocy clubbing właściwie już nie istnieje, natomiast niektóre obszary zostały całkowicie zamknięte z powodu tych regulacji.
Ostatnio organizatorzy festiwali zostali obarczeni jeszcze bardziej absurdalnymi regułami. Doprowadziło to do tego, że dwa główne festiwale zostały odwołane na tydzień przed ich planowanym odbyciem się. To naprawdę przykre i niszczące, ale społeczność EDM jest odporna i ciężko walczy, aby ta muzyka w Australii nie umarła.

Wywiad w wersji oryginalnej możecie przeczytać tutaj.