ghostproductions.pl

Pomysł na ten tekst przyszedł bardzo spontanicznie – kiedy zdałem sobie sprawę z tego, że David Guetta skończył 52 lata. Zorientowałem się, jak ogromny wpływ miał na moje postrzeganie i wiedzę na temat muzyki elektronicznej ogólnie. Doszła do tego rozmowa w ramach naszej redakcji, gdzie wspominaliśmy stare utwory Francuza. Dosłownie każdy wypowiadał się pozytywnie o jego działalności.

Tak naprawdę mogę powiedzieć, że to dzięki niemu zacząłem słuchać muzyki elektronicznej. Pamiętam to do dzisiaj – były to lata 2006-2007, jako bardzo młody chłopak chodzący do podstawówki, skakałem po kanałach i w końcu zatrzymałem się na wszystkim dobrze znanej VIVA Polska. Wówczas puszczane tam kawałki trzymały naprawdę wysoki poziom, ale w końcu natrafiłem na “Love Don’t Let Me Go”. Nie wyobrażacie sobie nawet jaką euforię i radość poczułem podczas słuchania, do tego ten nietuzinkowy teledysk. Oryginalny singiel został wydany kilka lat wcześniej, bo w 2002 roku.

Było to dla mnie całkowicie nowe i ciekawe brzmienie. Nawet nie wiedziałem jak to się nazywa, ale niesamowicie mi się spodobało. Od tamtego czasu starałem się śledzić Guettę regularnie, oczywiście w miarę możliwości, o co w tamtych czasach było ciężko. W 2007 roku Francuz wydał jeden ze swoich najlepszych albumów “Pop Life”. Krążek okazał się hitem, a poszczególne utwory takie jak “Baby When The Light”, “Love Is Gone”, czy “Delirious” stały się klasykami muzyki elektronicznej.

Dwa lata później w roku 2009 David Guetta moim skromnym zdaniem wprowadził popularny dzisiaj EDM na salony. Jego kawałki grano wszędzie – w radiach, w telewizji, innymi słowy – Pierre stał się bardzo rozpoznawalny. Wszystko to za sprawą kolejnego świetnego albumu “One Love”. W zasadzie nie ma co wymieniać tracklisty, bo praktycznie wszystkie utwory okazały się hitami; “Sexy Bitch”, “Memories”, czy “When Love Takes Over” – to tylko kilka pierwszych przykładów. W pewnym momencie sympatyczny Francuz stał się maszynką do wydawania przebojów, większość gwiazd chciała z nim współpracować, podobnie jak stało się kilka lat później z Calvinem Harrisem.

Nothing but the Beat” to następna płyta wydana w 2011 roku. Słychać było trochę zmianę stylu, ale jednak takich perełek jak “Titanium” raczej nikt szybko nie zapomni.

W następnych latach zarzucano Davidowi pójście w brzmienia typowo komercyjne. Spadło na niego masę krytyki, że odcina tylko kupony i nie produkuje już takich ambitnych utworów jak kiedyś. Jego sety również przestały porywać publiczność, sam również taką odsłoną artysty mocno się rozczarowałem i moja sympatia do niego spadła, tak jak jeszcze nigdy wcześniej. Do tego doszły pamiętne incydenty z Tomorrowland, gdzie grał prawdopodobnie pod wpływem jakiś substancji. Kłóciło mi się to z wizerunkiem wspaniałego artysty, jakim dla mnie był na początku.

Na szczęście w porę wrócił na właściwą drogę i obecnie przeżywa drugą młodość, grając świetne i zróżnicowane sety. Nie mogę także pominąć jego drugiego aliasu – jako Jack Back robi świetną robotę, produkując mroczne brzmienia z pod znaku techno, czy dark house.

Podsumowując ten tekst – David Guetta jest niewątpliwie legendą muzyki elektronicznej. To między innymi dzięki niemu ten gatunek wszedł do rozgłośni radiowych i po prostu stał się tak popularny na całym świecie. Nigdy nie zapomnę co jego twórczość zrobiła dla mnie, zapewne gdyby nie ten pan, nie czytalibyście teraz tego felietonu.

Wszystkiego Najlepszego David!

ghostproductions.pl