Po śmierci Ericka Morillo świat muzyki elektronicznej podzielił się na dwa fronty. Podczas gdy część artystów postanowiło uczcić pamięć zmarłego, inni “brudy” związane z Kolumbijczykiem. Swoimi niemiłymi wspomnieniami z królem muzyki house podzieliły się Ida Engberg oraz DJ Empress.

Ponownie oskarżony

Erick Morillo jeszcze przed śmiercią został oskarżony o gwałt. Artysta nie doczekał jednak pierwszej rozprawy, która notabene miała się odbyć na kilka dni przed znalezieniem zwłok producenta. Po wieści o śmierci artysty, w mediach społecznościowych zaroiło się od wspaniałych wspomnień – ale nie tylko. O swojej, przykrej historii związanej z Erickiem w mediach społecznościowych opowiedziała drum’n’bassowa artystka – DJ Empress. Artystka opowiada o sytuacji z 1998 roku, kiedy to – jako siedemnastolatka – miała być molestowana przez Kolumbijczyka.

Trzymam to w sobie od 1998 roku, więc mogę równie dobrze powiedzieć o tym teraz, ponieważ może to pomóc niektórym ludziom. Erick Morillo zwykł molestować mnie seksualnie, podczas gdy pracowałam w sklepie z płytami w Nowym Jorku o nazwie “Satellite”, kiedy miałam 17 lat. (…)

Kiedy stałam twarzą do ściany, odkładając płyty, zachodził mnie od tyłu i ocierał się swoim penisem po moich nogach i tyłku, jednocześnie szeptając mi do uszu różne zboczone rzeczy, które chciał mi zrobić. Pamiętam, że pierwsze kilka razy, kiedy mi to robił, dosłownie mnie paraliżowało. Nie wiedziałam, co robić, byłam młoda.

(…)

Wszyscy wiedzieli, co mi robił. Jeden z pracowników wmawiał mi nawet, że “to mi się podobało”. Właściciel mówił mi, że takie sytuacje są normalne, jeśli chodzi o odnoszących sukcesy DJów. Erick był zdecydowanie najgorszym z większych DJów, który przychodził do sklepu.

Najgorsze było to, że miałam zaledwie 17 lat i byłam nieco nieśmiałą dziewczyną, która miała obsesję na punkcie DJingu, muzyki jungle i drum n bass i niesamowicie chciałam w tym uczestniczyć. Szczerze mówiąc, nie wiedziałam, jak sobie poradzić z tym, że on molestował mnie na środku sklepu. Ze stresu bolał mnie brzuch, a moje serce biło jak szalone, kiedy przychodził do sklepu. Moja psychika nie wytrzymywała i nie wiedziałam, jak sobie z tym radzić lub jak mu powiedzieć, żeby spierdalał.

Nie miałam też opcji, żeby zrezygnować (z pracy – przyp.red.), ponieważ mój ojciec wyrzucił mnie ze swojego mieszkania i przestał łożyć na mnie pieniądze za podjęcie decyzji o zostaniu DJem. Potrzebowałam tej pracy i tak bardzo chciałam być w tym sklepie, ponieważ wtedy jeszcze nie wiedziałam, co będę robić w życiu.

Sklepy z płytami były wtedy mekką dla DJa. Były to bardzo ważne miejsca pracy, jeśli budowało się swoją karierę jako DJ, ponieważ to tam kupowałeś muzykę i wszyscy działający na scenie przychodzili tam. Wtedy nie było możliwości kupowania muzyki cyfrowo, musiałeś to robić w sklepie z płytami.

To było naprawdę ciężkie i jest takie do dziś, właśnie z powodu tego wstydu. Zwłaszcza, że jeśli podniosłeś ten temat, ryzykowałeś infamię ze strony zdominowanej przez mężczyzn branży. Było nas tam, jako kobiety, niewiele.

(…)

To było tak złe, co przeszłam (szczególnie mając 17 lat, na litość Boską) i jestem wdzięczna, że w końcu mogę być szczera o moich doświadczeniach z nim podczas mojej pracy w sklepie z płytami.

Kiedy po raz pierwszy usłyszałam o aresztowaniu Ericka, nie zdziwiłam się ani trochę. Zastanawiałam się wtedy, czy opublikować coś o moich doświadczeniach, ale przy całej tej negatywnej energii, która miałą miejsce, nie chciałam w swoim życiu więcej stresu.

Po zastanowieniu się nad tym wszystkim zdałam sobie sprawę z tego, że jeśli nie zabiorę głosu, mogę dać innym szansę na robienie tego dalej bez ponoszenia odpowiedzialności. Chcę być częścią zmiany, która potrzebna jest nie tylko na scenie muzycznej, ale także na całym świecie.

DJ Empress

Żona Adama Beyera dodała swoje trzy grosze

Swoje zdanie wyraziła również szwedzka DJka, Ida Engberg. W usuniętym już komentarzu pod postem Jamiego Jones’a podzieliła się swoją historią z 2016 roku, która miała miejsce na Ibizie.

Pewnego razu na afterparty w jego domu siedziałam na zewnątrz na leżaku rozmawiając z moim przyjacielem, podszedł on do mnie od tyłu, odchylił mi głowę do tyłu, oparł czoło o leżak i nalał mi napój w usta wbrew mojej woli. Zdenerwowałem się i zapytałem, co wyprawia. Zaśmiał się i powiedział „to MDMA”. Powiedziałam, że chce sama zdecydować czy chcę brać narkotyki, czy nie.

Wstałam i wyszłam z imprezy. Później usłyszałam od znajomego, że poprosił wszystkie dziewczyny, które nie rozebrały się do naga, aby opuściły imprezę. Spotkałam go później, a on tylko się roześmiał i powiedział „no cóż, i tak nie zamierzałem Cię pieprzyć, gdybyś tam była”. Powiedział też, że nie jestem mile widziana w jego domu.

(…)

Społeczność muzyki tanecznej nie może zamiatać pod dywan zachowań Ericka Morillo. Jesteśmy to winni wszystkim kobietom naszego i przyszłych pokoleń. Nie możemy gloryfikować gwałcicieli.

Ida Engberg

Brudy wychodzą – ale czy nie za późno?

Niewiele osób spoza branży wiedziało o ciemnej stronie życia Ericka Morillo. Teraz – po jego śmierci – coraz więcej brudów zaczyna wychodzić na jaw. I tu rodzi się jedno, bardzo ważne pytanie – dlaczego akurat teraz? Dlaczego nikt nie zdecydował się powiedzieć prawdy o Kolumbijczyku wcześniej?

W obecnej sytuacji bardzo łatwo jest upubliczniać takie informacje – wszak artysta ze względów oczywistych nie ma możliwości obrony. Nie oznacza to, rzecz jasna, że te oskarżenia są bezpodstawne i wyssane z palca – szczególnie, że Kolumbijczyk swoje za uszami już miał. Zastanawia nas jedynie to, dlaczego mroczne kulisy wychodzą na jaw dopiero po jego śmierci. Czy artystki bały się Ericka i jego wpływu na branżę i dopiero teraz znalazły odwagę, by powiedzieć o nim prawdę?