kontakt

Powrót po trzech latach do pełnowymiarowego Sunrise Festival będzie ciekawym doświadczeniem. Co prawda do tej pory zdążyłam już być na innych festiwalach, które odbywały się w normalnej formule, jednak EDMowe wydarzenia to inna bajka. Chętnie podzielę się z wami moimi festiwalowymi planami na ten weekend oraz setami, które pominę, ale tylko dlatego, że już na nich byłam. Nie zdziwię się, jeśli plany te ulegną nagłej zmianie. Cóż, festiwalowa klasyka.

Piątek

Imprezy początek

Już pierwszy dzień oficjalnej zabawy w Kołobrzegu będzie bardzo zabiegany. Moimi obiektami zainteresowań na piątek będą cztery sceny – Red, Silver, Carl Cox Invites i White Stage. Zacznijmy więc od początku. Po wejściu na teren czuję, że wskoczę na najwcześniej zaczynającą przestrzeń, sygnowaną aliasem DJa urodzonego na Barbadosie, a następnie odbiję na White bądź Red Stage. Pierwszym nazwiskiem, które szczególnie mnie interesuje tego dnia, jest Meszi. Co prawda nie miałam do tej pory okazji posłuchać rezydenta Holidays Orchowo w jego naturalnym środowisku. Jednak pamiętam popis, który zafundował w ramach jednej z edycji naszego wirtualnego Shining Beats Festival.

Po 22 powrócę do sześćdziesięciometrowego potwora posłuchać tego, co ma do zaoferowania Öwnboss. Jestem ciekawa, co do zaoferowania ma współtwórca jednego z największych EDMowych hitów ostatnich miesięcy. Czy zostanę do końca? Zobaczymy, czy aż tak selekcja reprezentanta Musical Freedom podbije moje serce.

Chwilę później na kolejnych scenach zaczynają działać Andrea Oliva i Regard, których też z miłą chęcią bym posłuchała. Ah, duże festiwale to dla mnie niemałe wyzwanie…

Tam mnie nie będzie, ale was zachęcam

Po 22 na Silverze również będą świecić gwiazdy – i to nie byle jakie. Duet Brohug na ostatnią chwilę wskoczył do lineupu Sunrise, a ich popis z 2019 roku bardzo dobrze wspominam. Ba, zostałam do końca występu, przy tym spóźniając się na The Chainsmokers oraz omijając ostrzejszy początek ich seta (tak, lubię headbangować). Wtedy byłam zafascynowana stylem Szwedów, jednak po latach jednostajność ich produkcji mnie znudziła. Wielbicielom bass house, którzy w 2019 nie zaznali ich działań, bardzo polecam wtedy skoczyć na Silvera.

Następnie na tej samej scenie będzie można posłuchać Tchamiego. EDMowy ksiądz na zeszłorocznym FEST Festival zaserwował najlepszy set imprezy. Wątpię, by po niecałym roku selekcja Martina diametralnie się zmieniła, dlatego wykorzystam ten czas na konsumpcję muzyki na innych scenach. Jednak gdyby nie moja obecność w Parku Śląskim, na ten slot bym biegła jak wściekła. Serdecznie polecam, jeśli nie mieliście jeszcze okazji usłyszeć reprezentanta Future House solo.

O północy również zabraknie mnie na La Fuente. Ten wariat – bo inaczej sposobu bycia oraz energicznej selekcji stałego bywalca Kołobrzegu nie potrafię nazwać – daje konkretne show. Mój mózg też mówi “ale to już było” – na The Other Side Of The Sun. Było miodnie, więc również rekomenduję.

Co bliżej północy?

Bliżej pierwszych minut sobotniego dnia powrócę do czerwieni. Faithless jako legenda sceny to slot, którego nie mogę odpuścić z czystej ciekawości. Sister Bliss może dać dobry popis, a na ocenienie tego będę miała ponad godzinę. Jeśli ten set podbije moje serce, to z miłą chęcią zaczekam aż do Marshmello.

Za stylem produkcji “pianki” – czy to tych komercyjnych utworów, czy mocniejszych brzmień – nie przepadam. Jak jego wizerunek sceniczny w postaci maski, tak jego styl produkcji również jest dla mnie przesłodzony. Jednak jako ta, co headbanguje, jestem ciekawa, czy będę mogła popsuć sobie kark albo czy publika nie załapie i powtórzy się to, co miało miejsce kilka lat temu na The Chainsmokers. Na pewno po jakimś czasie ucieknę na rzecz ominiętego w 2019 roku Mercera. Zostane też z dylematem “Co dalej?”. Na Heldensie już dwukrotnie byłam, jednak też mam słabość do występów Olivera. “Świątynia” Carla Coxa też bardzo kusi swoimi kąskami…

Po godzinie drugiej marzyłabym o sklonowaniu siebie. Najbliżej mojego serca jest usłyszenie selekcji Carla Coxa. Legenda, którą utożsamiam szczególnie ze wspomnieniami z livestreamów Resistance z Ultra to kąsek, który szybko nie trafi się ponownie w Polsce (obym się myliła!). Dodatkowy punkt ma on u mnie za eksperymentowanie z drum and bassem, ale tych brzmień nawet się nie spodziewam na Sunrise. To tu, w magicznym kręgu, postaram się zostać jak najdłużej. Jeśli będę chciała trochę zmienić klimat, to czekają na mnie Cat Dealers, bądź Malaa. Sikdope’a w tym roku sobie odpuszczam. Świetnie bawiłam się podczas jego występu na The Other Side of The Sun czy na Shining Beats Festival, ale mam też swoje priorytety. Jednak jeśli nie będzie was w niedzielę, a czujecie niedobór dubstepowych brzmień – Red po 2:30 to jest miejsce dla was.

Sobota

Poland stronk

To, że jest to jedyny dzień, który wyprzedał się do cna idealnie pokazuje, z jaką wagą lineupu musimy się zmierzyć. Impreza tego dnia zaczyna się o 19 i coś czuje, że podejdę na Red Stage. Bardzo miło mi było posłuchać i zobaczyć polskiego Hardwella już na TOSOTS. Na “mini Sunrise” zagrał bardzo ciekawie, więc z miłą chęcią to powtórzę. W tym samym czasie na Black działa też duet DUSS, który na pewno odwiedzę. O 21 dylemat numer jeden – Regain czy The 3.

Specjalista od wbijania gwoździ, towar eksportowy – co on robi tak wcześnie? Pan Paweł bez problemu może wtedy już wykonać najmocniejszy (brzmieniowo i może nie tylko) set, więc taki początek może szybko zmieść z planszy.

Na drugim biegunie The 3, do których streamów z pandemii uwielbiam powracać. Polskie trio miałam okazję zobaczyć w akcji w solowych działaniach, jednak ich połączenie to coś, co zawsze chciałam sprobować na żywo. Nie zdziwię się, jak trochę zaznam najtwardszych tematów (muzycznych oczywiście), by zboczyć na house’owy odpływ duszy. Albo odwrotnie.

Zagraniczne oblężenie

21:45 – o tej godzinie na największej scenie za stery wchodzą Lucas & Steve. Dawniej na moich playlistach przewijała się ich twórczość, obecnie zboczyłam od takich brzmień. Coś czuje, że jednak wpadnę nawet na chwilę, by powspominać młodość. Ok, boomer.

22:30 to czas, by skoczyć zobaczyć, co do zaoferowania ma Shane Codd. Jego slot na scenie sygnowanej nazwiskiem legendy francuskiego house raczej nie zapowiada “rskowych brzmień”. Na własnej skórze chcę się przekonać, czy “hejkerzy” mieli rację, czy może jednak moja intuicja muzyczna się nie myli. W tym samym czasie Hannes Bieger w formule live na czarnej przestrzeni. Z oddali chwilę słuchałam jego popisów na TOSOTS i jeśli nie wiecie, co robić w tym czasie – polecam zajrzeć!

Ze sceną Silver mam pewien problem. Hardy lubię, ale nie uwielbiam nad życie. Większość aliasów tam się prezentujących odwiedziła Polskę w ramach halowej edycji I AM HARDSTYLE. Duet D-Block & S-Te-Fan lubię, rekomenduję, jak i większość grających tam artystów (no, może prócz Brennana). Na ten moment, prócz seta Polaka Rodaka, będę chciała zobaczyć, co potrafi Phuture Noize – swoisty fenomen obecnej sceny twardszych dźwięków.

Gwiazdy wieczoru

Wracamy do okolic 23:00. Alesso. Najlepiej w całości. Godzina działań Szweda to coś, na co czekam od kiedy pamiętam. Aż mi się przypomniało, jak w 2018 piekła mnie pupa, że na Sunrise mnie nie było. Głównie z jego powodu. No cóż, taki los progresyfiary.

Północ. Bakermat to też alias, którego słucham i który szanuję. Na Feście pominęłam ze zmęczenia. Za to nabyłam bilet na jego mini trasę w Polsce, która miała odbyć się w lutym, a została przeniesiona na grudzień. Klimatyczne popisy Holendra będą drugoplanową alternatywą dla Davida Guetty, jeśli stwierdzę, że “to już było”.

Czemu tak miało bybyć? Odpowiedź prosta – MORTEN i streamy. Już podczas seta duńskiego producenta na Heartbeat Festival 2022 przejechałam się na tym, że nie miałam efektu wow, jaki towarzyszył mi pandemicznym transmisjom Davida. Ciekawa jestem który występ ojców Future Rave finalnie bardziej mi się spodoba i czy zostanę do końca. Bo nie ukrywam, że na popisie ikony francuskiej muzyki tanecznej chciałam znaleźć się już dawno temu. A marzenia są po to, by je spełniać.

Druga na zegarach

Co dalej? Kierunek Black bądź do szefa białej sceny (tego dnia). Dubfire byli obiektem moich tegorocznych zainteresowań już przy ich ogłoszeniu. Jednak konkurencja w postaci Martina Solveiga, którego w 2019 pominęłam, należy do dość ciężkich. Francuz to jeden z pierwszych twórców elektronicznych brzmień, których twórczość zaczęłam śledzić. Od słynnego “Hello” usłyszanego w radiu, aż po oczekiwanie na premierę “Intoxicated” czy “+1”. Czy sentyment wygra? Zobaczymy na miejscu.

Im bliżej końca, tym gorzej z wyborem. Reiner Zonneveld, jedna z moich największych obecnie fascynacji muzycznych jednak zejdzie na drugi plan. Każdemu wielbicielowi brzmień techno, jak i początkującym w tych klimatach rekomenduje ten występ. Jego popisy w Pradze Centrum to jeden z najlepszych muzycznie elektronicznych koncertów, na których byłam. W tym czasie też nakładają się Loopers, KREAM i Phuture Noize. W takiej kolejności możliwe, że popróbuję brzmień wszystkich trzech aliasów po kolei. Intryguje mnie styl reprezentanta STMPD RCRDS, a z fenomenem KREAM się utożsamiam i chętnie zaznam go na żywo. Phuture Noize – tak na dobicie.

I tak, pominęłam scenę z muzyką trance. Serio tego nie zauważyliście?

Ta (ostatnia) niedziela

Kark boli na samą myśl

Kończymy zabawę niedzielą. Im dalej w las, to powinno być spokojniej. Tym razem jednak jest odwrotnie. Jako fanka mocniejszych klimatów ucieszyłam się, jak ogłoszono skład Silver Stage na ostatni dzień. Pełna dubstepu przestrzeń to idealne miejsce dla mnie… ale nie dla moich pleców. Praktycznie każdy set na srebrnej scenie mnie interesuje, ale też chcę pokorzystać z innych atrakcji muzycznych. Tych ostatniego dnia na Sunrise nie brakuje.

Jak tylko przekroczę bramy słonecznego miasteczka, lecę na mrówki. Nieco inne priorytety muzyczne spowodowały, że na scenę ANTS nawet na chwilę nie trafiłam w 2019. Teraz nie mogę popełnić tego błędu. Po bujaniu się na czarnej lokalizacji skorzystam z tego, co dają na otwarciu niebieskiej. SI US PLAU, młoda polska krew z ambicjami, na którą warto zajrzeć – oni otworzą Blue Stage. Notabene – będzie to moja pierwsza wizyta tego weekendu na tej scenie. Przypadek? 😉

Tak samo dobrze posłuchać selekcji Weikuma i Milkwisha, których występy z “mini Sunrise” zapadły mi w pamięci i głęboko w serduszku. Melodyczne klimaty w najlepszym wydaniu. Jeśli nie mieliście okazji ich zobaczyć w akcji, musicie to koniecznie nadrobić. Ja postaram się to zrobić jeszcze tego lata, ale w Kołobrzegu chcę głównie popróbować czegoś dla mnie nowego.

Akcja czas start

21:00 to termin odbioru seta zaginionego na Feście. Jax Jones nie zjawił się w zeszłym roku w Chorzowie, ale nadrabia to w tym roku na drugim skraju Polski. Każdy trafił choć na jeden “przysmak” muzyczny Brytyjczyka, ale nie tylko solowymi radiowymi produkcjami ten pan żyje. Udowodnił to między innymi pracując z Martinem Solveigiem nad projektem Europa. Ciekawość mnie zżera na samą myśl. Na chwilę na pewno wymknę się do mrówek na Eliego Browna. 30 minut po 22 na zegarku i kolejny artysta, z którym mijam się od lat – Fatboy Slim. Tej legendy nie mogę przegapić, choć będę migrować między Silverem. Modestep miałam chrapkę skonsumować w Warszawie, jednak niestety set nie miał miejsca. Niedawno strata została odrobiona w Poznaniu, jednak z powodów pewnych okoliczności wolałam sobie odpuścić – przecież spokojnie nadrobię to na Sunrise. Tak, już to widzę przy takim lineupie.

Po północy na pół godziny zawitam też na Borgore, by później uciec na Paula Kalkbrenera. Na Feście w ubiegłym roku trafiłam na drugą połowę seta, słuchając go z oddali. Według mnie jest to set, którego nie możecie przegapić. Klimat towarzyszący dźwiękom płynącym od Niemca to wyższy poziom muzyki.

O 1:00 na Blue zawita alias, który w obecnych okolicznościach polecam, ale sama ominę. Na Feście ten pan mnie mocno zdziwił działaniami w stronę techno i inspiracjami takimi dźwiękami. Mowa tu o Ummecie Ozcanie, który w nowej, postpandemicznej odsłonie może was zdziwić. W tym czasie, o 1:30 pewnie odwiedzę Yellow Claw.

Nie wiem, co zrobić

Nie no serio, mam kryzys, kiedy docieram do godziny 2:20 na timetable. No bo popatrzcie – najpierw Eric Prydz, ikona szwedzkiej elektroniki, kolejny artysta na mojej długiej liście must see. 10 minut później Nicky Romero, którego nie miałam okazji do tej pory posłuchać na żywo. Holender ostatnio na Ultra Europe zaprezentował seta, który tym bardziej skłania mnie do pojawienia się na Blue Stage w tym czasie. Równocześnie za decki na Ants Stage wchodzi Kolsch, którego również ogromnie doceniam i mijam się już któryś raz. Na dokładkę za piętnaście trzecia NGHTMRE, którego aż głupio przegapić. Proszę, pomóżcie. Jakby coś – ja jestem z tych dziwaków, których The History of Sunrise nie interesuje. Sorka, nie to pokolenie.

Podsumowanie

Czy warto lubić wiele gatunków muzyki, czy samej elektroniki? Jak widzicie po ilości treści – no chyba nie. Na ten moment mam idealny plan, ale zobaczymy, czy będę mieć idealny stan. Liczę się z tym, że mogą wystąpić przesunięcia bądź zmiany. Ba, przy takiej ilości artystów jest to nieuniknione, zwłaszcza w czasie Tomorrowlandu i Parookaville czy utrudnień przy lotach. W niektórych momentach timetable nawet po cichu na to liczę.

Po rozeznaniu się w czasotabelce naprawdę trudno mi się jest przyczepić do składu, jaki w tym roku zapewnił Sunrise. Widać świadomość istnienia bassowej sceny, czyli też szersze zainteresowanie gatunkami, które do tej pory były traktowane na imprezie po macoszemu. Marzeniem by był jeszcze drum and bass, ale na razie spokojnie – zobaczmy, czy dubstep się opłaci. A to nie jest takie oczywiste.

Na ten moment też nie odczułam wpychania artystów, którzy przejedli się w tym kraju. Selekcja polskiej drużyny także jest bardzo solidna i przemyślana. Jedynie intryguje mnie umieszczenie tak wcześnie Regaina. Na ten moment jestem bardzo pozytywnie zaskoczona. Mam nadzieję, że dobre nastawienie utrzyma się nawet w Kołobrzegu oraz po imprezie.


foto: Gromysz

kontakt