Indecent Noise gorzko o muzyce trance. “Zabrnęła w ślepy zaułek” (WYWIAD, CZĘŚĆ 1)

W wywiadzie dla Piotra Dobrowolskiego Indecent Noise opowiedział o swoim nowym projekcie ALUTO oraz o tym, co jest nie tak z muzyką trance.

pdc

Po jednym z ostatnich newsów na temat Aleksandra Stawiereja, wielu z Was prosiło, aby pojawiało się znacznie więcej informacji o nim na naszych łamach. Ba, znalazła się nawet garstka, która usilnie błagała, by w żadnym wypadku tego nie robić. Aby ucieszyć jednych i drugich, mamy dla Was nasz wywiad z twórcą aliasów ALUTO i Indecent Noise – Aleksandrem Stawierejem!

foto: Hiczek

Indecent Noise w nowym projekcie

1. Cześć! Czy pamiętasz moment, w którym poczułeś, że Twoja kariera muzyczna potrzebuje odmiany? Ten, w którym zdecydowałeś, że czas ruszyć z ALUTO?

Hej, wpierw chciałbym podziękować za chęć przeprowadzenia wywiadu! Bardzo mi miło.

W 2020 roku, jak wiemy, świat się zatrzymał i mimo, że dla wielu osób związanych z przemysłem muzycznym był to bardzo ciężki okres, dla mnie było to swego rodzaju zbawienie. W takim sensie, że mogłem na dłuższą chwilę powiedzieć “stop” ciągłej gonitwie od imprezy do imprezy. Mogłem trzeźwym okiem spojrzeć na to, czego chcę od siebie i od mojej muzyki. Ostatecznie, zdecydowałem o pierwszych ruchach z nowym aliasem pod koniec drugiego kwartału 2021 roku.


2. Czym właściwie różni się ALUTO od Indecent Noise? Twoim ostatnim wydaniom w Mental Asylum, jak i Twoim setom jako Indecent Noise, zdecydowanie nie brakowało mocnych brzmień, również takich, które można byłoby określić jako hard techno.

To jest doskonałe pytanie, a odpowiedź jest bardzo prosta i wynika z faktu trance’owej stygmy, która ciągnie się za moim oryginalnym projektem i która uniemożliwiłaby mi jakikolwiek świeży start na nowej scenie.

A ALUTO to nie tylko hard techno, to całe spektrum technicznych brzmień i zapewniam, że niektóre przyszłe EP-ki z pewnością zaskoczą niejednego odbiorcę.

Indecent Noise – skąd nazwa ALUTO?

3. Twój inny poboczny projekt, DISCO19 (słownie: Disco Nineteen) jest anagramem Indecent Noise. Znając Twoją kreatywność, jestem ciekaw, jak wpadłeś na nazwę ALUTO?

Akurat na nazwę DISCO19, po szybkiej burzy mózgów, wpadł Rich (Solarstone), więc laurka w tym wypadku należy się jemu. Natomiast historia z ALUTO jest dosyć prosta. Tak nazywała mnie przez całe życie moja babcia, która jednocześnie była moim największym wsparciem i motorem napędowym w poszukiwaniu celu życia.

Była fantastyczną osobą, kobietą-instytucją, o której z powodzeniem można by było napisać książkę. Bardzo dużo jej zawdzięczam i bardzo mi jej w życiu brakuje.


4. Wspomniałeś mi w poprzednim wywiadzie, że bliżej Ci do osoby introwertycznej z epizodami ekstrawertycznymi. Czy po tylu latach masz jeszcze tremę związaną z pokazywaniem ludziom swoich nowych utworów/projektów? Jakich reakcji spodziewałeś się na materiał ALUTO i jakie – koniec końców – otrzymałeś od swoich odbiorców?

Zawsze, mimo że osiągnąłem praktycznie wszystko, co mogłem na scenie trance, nadal odczuwam dużą dawkę niepewności związaną z graniem w nowych miejscach jak i prezentacją nowego materiału. ALUTO spotyka się z bardzo pozytywnym przyjęciem. Nie ukrywam, bardzo ciężko odejść od pewnych przyzwyczajeń nabytych przez ponad 15 lat w produkcji innego gatunku, ale przekuwam to w moją mocną stronę.

Pierwszy występ jako ALUTO mam zaplanowany w czerwcu (Movement Festival w Lesznie – przyp.red.) i wprawdzie czuję potężne podekscytowanie, lecz jednocześnie też ogromną niepewność.


Co jest nie tak z obecną muzyką trance?

5. Trance czy techno – który gatunek stracił najwięcej od lat 90-tych do czasów nam współczesnych?

Oba gatunki przeszły swoją wyboistą drogę, techno ostatnio zatoczyło swoiste koło i wróciło brzmieniowo do swoich korzeni, obecnie ilość 303 wybija poza skalę, a samo techno znów stało się prostsze i bardziej czytelne, co mnie, nie ukrywam, bardzo cieszy, gdyż na podobnych brzmieniach się wychowałem.

Jeśli chodzi o trance, mam niestety bardzo gorzkie podejście do finalnej formy tego gatunku. “Czemu finalnej?” – możecie zapytać. Sądzę, że trance zabrnął w ślepy zaułek. Wszystko praktycznie jest robione na jeden schemat, który wpisać ma się w daną audycje radiową. Brak w nim odkrywczości i po prostu jakiegokolwiek innego spojrzenia. Ale tak to jest, jeśli cała scena jest zmonopolizowana przez jedną osobę i jej wizję gatunku jako całości.

Bardzo szkoda, bo stary trance to najlepsza muzyka na świecie.


6. W jednym z niedawnych tweetów wspomniałeś, że – z perspektywy czasu – najbardziej interesującymi latami w gatunku trance były: 1992-1995 oraz 1999-2001. Dlaczego i czy potrafiłbyś wskazać Twoje ulubione (na ten moment) produkcje z tamtych okresów?

Lata 92-95 słyną z niesamowitej świeżości i minimalizmu, który był po prostu wymuszony ograniczeniami sprzętowymi, ponieważ swoje ręce na kultowym JP8000 producenci z powodzeniem położyli dopiero w okolicach roku 1998. Ze wczesnych lat pochodzą najbardziej znane motywy: “Cafe Del Mar”, “Insomnia”, “Children”, “The First Rebirth”, “Love Stimulation”, “Dreams” czy “The House Of House”, które do chwili obecnej przewijają się w różnych formach w setach trance’owych jak i techno.

Natomiast bez wątpienia złote lata przypadają na okres 1999-2001, kiedy to nastąpiła istna erupcja legendarnego materiału z całej Europy. W Niemczech rządził Paul van Dyk z albumem “Out There & Back”, duety Blank & Jones (z genialnymi: “Cream”, “Nightfly” czy “Beyond Time”), Cosmic Gate (z “Fire Wire” i “Exploration Of Space”) i Dumonde z “Never Look Back”. We Włoszech dominował Mauro Picotto na czele z “Iguaną” czy “Komodo”.

Na Wyspach swoje pierwsze kroki do sukcesu stawiali Above & Beyond z remiksami dla Madonny i Ayumi Hamasaki, a także projektem Dirt Devils; Matt Darey (Lost Tribe) z “Gamemaster”, Chicane z “Saltwater”, Lange z serią niesamowitych remiksów; w Belgii Push z ultra-klasykami “Strange World” i “The Legacy”.

Natomiast w Holandii: Tiësto z “Suburban Train”, “Lethal Industry” i gigantycznym remiksem do “Silence”, Ferry Corsten, który rządził solo (“Out Of The Blue”) jak i w collabach z Tiësto (Gouryella) oraz z Vincentem de Moorem (Veracocha), Rank 1 z “Airwave”, “Such Is Life” i remiksem “Superstring” oraz Armin van Buuren z “Communication”, “The Sound Of Goodbye” czy remiksem do “Viola”. A w mroźnej Finlandii z “Sandstorm” nagle wyskoczył Darude.

W historii gatunku nie było nigdy przedtem ani później tak niesamowicie płodnego okresu.


7. Czy mimo wszystko zauważasz i doceniasz obecny rozwój tech-hard trance, dzięki takim osobom jak choćby EverLight (z którym wydałeś collab i w którego labelu wydałeś singiel “R.A.V.E.”), Renegade System czy Tasso?

Lubię wszystkich, którzy bez ustatku poszukują czegoś nowego, nie osiadają na laurach. Z drugiej strony, winszuję wszystkim, którzy jadą na tym samym schemacie i samplach od 10 lat, ja bym postradał zmysły.


Już niebawem na Shining Beats opublikujemy drugą, równie interesującą część naszego wywiadu z Alexem. Bądźcie czujni!

pdc

Total
1
Shares
☕ Postawisz nam kawusię?