kontakt

Na to wydawnictwo czekaliśmy długie miesiące, od kiedy tylko Indecent Noise poinformował o pracach nad “Everything Is Connected”. Pierwotnie miał ukazać się w czerwcu, ostatecznie mamy go teraz – w październiku. Jak wypada pierwszy album “Łysego”? Sprawdźmy to!


Kilkanaście lat na scenie, setki utworów i remiksów, własna wytwórnia… A jednak, na album Aleksandra Stawiereja, znanego z aliasu Indecent Noise, przyszło nam czekać aż do teraz, jesieni 2020 roku. I broń Boże, to żaden zarzut, wielu artystów, również ze sceny trance długo przygotowuje się do wydania pierwszego studyjnego wydawnictwa (znacznie dłużej czekaliśmy choćby na debiutancki krążek Marka Sherry’ego). Alex zakończył jednak swoją misję sukcesem i “Everything Is Connected” pojawiło się w sprzedaży 9 października br.

Polski producent oraz DJ, właściciel Mental Asylum Records, swój album wydał w legendarnym Black Hole Recordings, założonym 23 lata temu przez Tiësto oraz Arne’go Binka (ten drugi włada labelem do dziś). Dystrybucja i promocja “Everything Is Connected” jest bardzo szeroka, gdyż wydawnictwo można nabyć nie tylko w formie cyfrowej (sklepy mp3 i platformy streamingowe), ale również fizycznej: na płytach CD oraz winylowych. To ogromna gratka dla fanów “placków”, tym bardziej, że na winylu pojawi się aż 5 dodatkowych produkcji, których nie uświadczycie na innych edycjach albumu.

Poprzeczka postawiona wysoko

Do “Everything Is Connected” byłem nastawiony pozytywnie. Indecent Noise dał się poznać światu jako solidny rzemieślnik, zwłaszcza w mocniejszych trance’owych klimatach: tech oraz hard trance. Sam tytuł dawał do zrozumienia, że na tym wydawnictwie usłyszymy mnóstwo różnorodnych wcieleń Polaka, stąd byłem ogromnie ciekawy, co zaoferuje nam ów krążek.

Intro “Brightest Day” to ładne, dwuminutowe wprowadzenie w album: interesująca melodia na synthach, piano… Jestem ciekawy, jak Alex rozwinąłby motyw tej kompozycji w pełnoprawny utwór. No ale… Cieszmy się z tego, co jest. Następnie wchodzi “White Lotus”, witając nas słowami “Welcome” (które przewijają się przez całość numeru). To jeszcze jedna produkcja, w której na próżno szukać mocnych trance’owych bitów, lecz wylewa się z niej spora miłość do dźwięków lat 80-tych i energia ówczesnych rytmów. Dobry, dynamiczny kawałek, choć można było go rozwinąć jeszcze ciekawiej.

Przechodzimy do “Sunglasses At Night”, coveru hitu Coreya Harta, który niemal 20 lat temu przypomnieli światu Tiga i Zyntherius. W wersji albumowej słyszymy oryginalną (istnieje też spokojniejsza Deep Vision), upliftingową interpretację, z wokalnym udziałem Noire Lee. To bardzo udany numer, nie tylko ze względu na reminescencję (wiecie, “mnie się podobają melodie, które już raz słyszałem”) – to znakomita przeróbka, a głos kanadyjskiej wokalistki (po świetnym “Creatures Of The Night” z Menno de Jongiem czy choćby “Glitches” z Alexem) po raz kolejny zdał egzamin – nomen omen – śpiewająco!

Kapitalne przejście (w zmiksowanej edycji) prowadzi nas do “Visions Of The Dreamer”, czyli współpracy z OnTune’m, Ojcem Dyrektorem imprez marki Euforia Festivals. Tu, zaskakująco mamy do czynienia z progliftingową produkcją. W breakdownie prowadzi nas przyjemny kobiecy wokal, a w mainie otrzymujemy kapitalny, chwytliwy motyw. Myślę, że nawet Anjunabeats nie powstydziłaby się takiego numeru w swoich szeregach. Jednak czuję, że – przynajmniej dla Alexa – to nie jest ścieżka, którą chciałby podążać.

Podróż po mocniejszym graniu, ale nie tylko

Następnie otrzymujemy kolejną gratkę dla fanów mocniejszych brzmień, czyli collab z Lostly’m – “Worlds Collide”. Panowie znają się jak łyse (hehe) konie, tworząc wspólnie projekt Lost In Noise. Tutaj prezentują to, co najlepsze: pokręcone techowo-psychedeliczno-acidowe dźwięki z wciągającym motywem w breakdownach i znakomitą mocą w dropach (szczególnie podoba mi się drugi). Uwielbiam perkusje od Andre, które również tutaj nadają produkcji właściwe flow. Jestem kupiony tym utworem. I… zaskoczenie – przechodzimy w krótką kompozycję na piano, pt. “Lekko“. Dobry, wyciszający przerywnik.

Stagnacja nie trwa długo, gdyż kolejne “Doorway To Nowhere” znów porywa nas w upliftingowe rytmy. Przecudowny motyw na gitarze w breakdownie i interesujące rozwinięcie w kulminacji. To kawałek, który na pewno spodoba się miłośnikom bardziej emocjonalnego trance, przykładowo tego, który często serwuje Future Sound Of Egypt. Nie spodziewałem się takiej odsłony Indecenta i to naprawdę miła niespodzianka. W podobnym klimacie wypada oficjalny remiks “Be Angeled” duetu Jam & Spoon. Atmosferę świetnie buduje akustyczna gitara oraz wokal Rea. Tutaj Alex postawił na mocniejszy kick i wstawki acidowe w tle. Piękna interpretacja numeru z około 20-letnią historią.

Następnym przystankiem na albumie jest “Kernel Panic”, stworzone z brytyjskim producentem, EverLightem. Ta techowo-hardowa kompozycja ma perfekcyjnie wyważoną moc. EverLight nie jest świeżakiem na scenie – działa na niej od podobnego okresu, co Aleksander. Jeśli jednak nie znacie jeszcze jego osoby, to obserwujcie, bo może nas on w przyszłości zaskoczyć jeszcze nieraz. Interesująco wypada też solowe “Scarlet“, które jednak – mimo solidnej upliftingowo-acidowej otoczki i linii melodycznej – nie porwało mnie tak, jak poprzednicy.

Klimat lat 90-tych (zwłaszcza motyw na piano) w nowych szatach zgrabnie przyciąga “Pictures Of A Gallery”, współtworzony z duetem Diver & Ace (którego bardziej znaną połową jest Torsten Stenzel, czyli York). Bardzo szybko i przyjemnie wpada to w ucho. Kolejne świetne przejście kieruje nas do “Nightmare Fuel”, w którego mrocznym świecie rządzą brzmienia acid techno, choć wciąż z trance’ową duszą. Godny i mroczny numer, choć nie wiem, czy zostanie on w mojej pamięci na dłużej. Nieco dynamiczniej oraz bardziej trance’owo wypada “R.A.V.E.”, które potrafi zahipnotyzować słuchacza swoim rytmem. Dobry, choć na pewno nie najlepszy numer na wydawnictwie.

Zwłaszcza, gdy zaraz po nim pojawia się collab z Renegade System’em – “Extractor”. Thomasa obserwuję od kilku lat (i to dzięki Aleksandrowi, który wydał remiks północno -irlandzkiego artysty do swojej “Hydry”). Obaj panowie pokazali klasę we wspólnym numerze, potwierdzając, że w świecie tech-hard trance trudno znaleźć im równych, zwłaszcza z ich pokolenia. W roli outro nieźle sprawdza się drum & bass’owe “Show Me Where To Go”. Zaskakujące zamknięcie, dobrze dopełniające ten bogaty album.

Osoby decydujące się na zakup winyla (gorąco polecam!) będą miały szansę na wysłuchanie aż pięciu dodatkowych produkcji: “Doctor Will See You Know”, “Mindflyer”, “Shimmer” z Matthew Pear’em, nową wersję “Sunglasses At Night” pod aliasem Raw Tech Audio oraz “Blackest Night”. Klimaty od ambientu, po melodic techno, uplifting i tech trance, aż po przyjemną elektronikę. Naprawdę warto odkryć te ukryte perełki.

Dowiózł skubany

Koniec końców: Alex nie zawiódł. Zaprezentował spory wachlarz brzmień i dźwięków na swoim debiutanckim krążku. Edycja zmiksowana (którą złapiecie na streamingach, płycie CD oraz na winylu) została zrealizowana świetnie; przejścia są znakomite, nierzadko wybitne i nieoczywiste. Żonglerka stylami nie kończy się upadkiem i rozrzuceniem wszystkiego w nieładzie. Czasami czuć, że Polak próbuje swoich sił w danym gatunku po raz pierwszy, jednak całość broni się jakościowo naprawdę godnie.

Jeżeli poszukujecie ciekawego albumu na jesienne i zimowe dni oraz wieczory, “Everything Is Connected” jest dla Was – do tańca, do szaleńczego tańca, ale też i do… być może nie różańca, ale na pewno chwil refleksji. Warto wysłuchać!

kontakt