Jest znacznie lepiej, niż było w piątek. Relacja z drugiego dnia Sunrise Festival 2022

Piątkowe sytuacje powodowały, że wielu na teren Sunrise Festival 2022 w sobotę przychodziło ze sceptycyzmem. Jak było faktycznie? Zobaczmy!

pdc

Po pierwszym dniu pełnim negatywnych niespodzianek, na teren Sunrise Festival w sobotę można było udać się ze sceptycznym nastawieniem. Jednak to drugi dzień wydarzenia był jedynym, który w pełni się wyprzedał. Wszystko dzięki lineupowi, który swoją różnorodnością oraz ilością ikonicznych aliasów przyciągnął tłumy. Nic dziwnego – głównym kąskiem dla wielu był David Guetta, a inne sceny sygnowane rozpoznawalnymi nazwiskami i markami miały również swoich entuzjastów. Jednak czy muzyka przyćmiła sprawy organizacyjne? Czy było lepiej niż w piątek? Mamy na ten temat wiele do powiedzenia.

Sceny

Stoją dalej.

Nie no, bądźmy poważni. Zacznijmy od White Stage, gdzie organizatorzy zauważyli pewien błąd, mogący być kluczowy trzeciego dnia festiwalowego. Graniczące z nią miasteczko namiotowe, a właściwie jego gastronomiczna część stała się dodatkowym elementem festiwalu, dostępnym dla każdego uczestnika. Zyskany teren nie dość, że pozwolił house’owej przestrzeni na zgromadzenie większej ilości uczestników, to dał nowe miejsce do odpoczynku. Można było usiąść w jednym z budynków, coś zjeść z oferty danego miejsca lub sąsiadujących foodtracków. Wszystko to w towarzystwie selekcji Martina Solveiga i jego muzycznych przyjaciół.

Teraz Red Stage, która zaprezentowała się z o wiele lepszej strony niż w piątek. Teamy zagranicznych gwiazd pokazały, jak sobie radzić z potencjałem głównej sceny. Pomimo tego, że animacje przygotowane dla Sunrise Festival robiły wrażenie, to ich powtarzalność (pomimo różnorodności i dużej ilości projektów) już drugiego dnia weteranom Reda mogła kłuć w oczy. Niektórzy muzycy w tle seta mieli dość proste wizualizacje, przez co były jedynie niewadzącym dodatkiem do serwowanej selekcji, wpisujący się w ich branding. Jednak wizualne show przygotowane przez Alesso czy Davida Guettę pokazały pod tym względem światową klasę.

Szwedowi towarzyszyły wyświetlane na całej przestrzeni projekty, które idealnie wpisywały się w prezentowany materiał. Wiadomo, wymaga to wcześniejszego wyreżyserowania koncertu, przez co wytrwali fani śledzący każdy ruch Alessandro mogą powiedzieć “ale to już było”. Jednak pełnowymiarowe tło pod między innymi współpracę z Katy Perry, animowane wersje grafik stworzonych na potrzeby ostatnich wydań, czy gwiazdy na czarnym tle przy “Under Control”. Zupełnie inny poziom. Za to zespół wizualny ikony francuskiej sceny postawił na grę świateł. Dynamicznie przechodzące błyski na całej szerokości sceny, przy tym z subtelnie ustawionymi animacjami w tle. Robiło to robotę!

Na pozostałych scenach zmian nie było zbyt wiele, odsyłamy więc do naszej relacji z piątku. W skrócie – było naprawdę godnie.

Publiczność

W poprzedniej relacji niezbyt wspominaliśmy o samej publice podczas występów. Sobota była jednak w całości wyprzedana, stąd można było się spodziewać zupełnie innego poziomu i wyższej frekwencji. Pierwsze wrażenie po przekroczeniu barierek było zgoła odmienne od tego, co można było zobaczyć w poprzednim dniu. Przechadzając się w okolicach sceny Red, w okolicach godziny 20:00 można było odnieść wrażenie, że ilość bawiących się osób była porównywalnie duża do piątkowych występów Ownbossa czy Sikdope’a. Był to dobry wstęp i zapowiedź tego, co będzie się działo w ciągu nadchodzących paru godzin.

Abstrahując od głównej sceny – skupiska ludzi można było zauważyć dosłownie na każdym kroku. Na szczęście nie miało to przełożenia na ogromne kolejki przy strefach gastronomicznych, co miało miejsce poprzedniego dnia. Zdecydowanie poprawiono logistykę oraz zarządzanie zamówieniami, przez co z odpowiednim wyczuciem czasu, duża część osób nie czekało na napoje więcej niż 10 minut. Przykładowo – niedługo po secie Davida Guetty, gdzie główną scenę opuściła duża fala tłumu, po 15 minutach oczekiwania można było dostać piwo.

Kolejna poprawiona rzecz czekała na nas na wyjściu z imprezy. W piątek brama była otwarta tylko częściowo, co mogło powodować zatory. Na szczęście drugiego dnia imprezy wyjście było zdecydowanie szerzej otwarte.

Niestety, toalety nadal wyglądały tak, jakby przeszło przez nie potężne tornado. Jednak jest to głównie wina niekulturalnych uczestników, którzy nie zważali na to, aby zachować czystość po załatwieniu swoich potrzeb. Na plus z pewnością fakt, że była większa ilość papieru toaletowego. Niemniej przydałoby się, aby ktoś raz na czas robił “rundkę ze ścierą”.

Potężny ścisk

Mając na myśli potężny ścisk, porównujemy drugi dzień z pierwszym. Nie jest zaskoczeniem ogromny tłum, który zaczął się formować przy końcówce seta Lucas’a & Steve’a. Jeśli ktoś liczył na dobre miejsce przy setach Alesso i Davida Guetty, to najlepszym wyjściem było zaklepanie sobie miejsca w okolicach połowy seta wcześniej wspomnianego duetu. Gdy za decki zasiąść miał Alesso, tłum jeszcze bardziej się powiększał, przez co łatwe zdobycie dobrego miejsca było stanowczo utrudnione. Nie było to jednak tak problematyczne, jak przy krótkiej przerwie pomiędzy setami Szweda oraz Francuza. Z każdą minutą coraz więcej osób próbowało się przeciskać, aby być jak najbliżej barierek. Gdy set Davida rozpoczął się na dobre, ścisk w środku tłumu był tak duży, że momentami ledwo można było unieść ręce. Jednak – na całe szczęście – nie było tak przez całą długość występu Francuza. Wiele osób skupiało się na dobrej zabawie przy selekcji twórcy “Titanium”, którego remix wywołał ogromną dawkę energii już na samym starcie show.

Niszczyciele dobrej zabawy

Z dziwną jak na festiwalową publikę spotkaliśmy się podczas setów Alesso oraz Lucas & Steve. Kilka osób stojących mniej więcej w środku tłumu, zdecydowała się świecić latarkami w telefonie w odwrotną stronę niż do sceny. Domyślamy się, że mogli oni szukać swoich pozostałych znajomych w tłumie, jednak takie działanie trwające dłużej niż minuta czy kilka może irytować. Co za tym idzie, niektóre osoby, które chciały patrzeć w stronę sceny, bądź po prostu mieć jakąś pamiątkę z występu, mogły zadowolić się jedynie ogromnym blaskiem flasha. Odbiegając od robienia zdjęć czy nagrywania filmików – w dużym natłoku publiczności ciężko było zmienić swoje miejsce, a całkowite wyjście z tłumu zajmuje dobre kilka minut. Sprawia to, że takie zachowania tylko mogą denerwować i nieświadomie skupiać naszą uwagę.

Bawmy się, jednoczmy się, po to jest muzyka. Jednak podczas dużych skupisk ludzi trzeba też szanować innych. Każdy inaczej przeżywa występy. Jedni przychodzą na set aby wyszaleć się, ciągle skacząc czy tańcząc ze znajomymi, inni dają ponieść się wyobraźni i odpływają w inny świat w jednym miejscu, a co po niektórzy chce mieć co wspominać oglądając nagrany materiał. Jest to kolejny moment potwierdzający to, że polska publika musi dużo się nauczyć pod względem kultury.

Rozgrzewka

Nie bez przyczyny sobota była jedynym wyprzedanym dniem Sunrise. To 23 lipca na głównej scenie zaprezentowały się jedne z największych nazwisk EDMu na świecie. Nie zabrakło też polskich artystów, którzy otrzymali duże wsparcie od publiki. Potwierdziła to ilość osób od pierwszych chwil działania Red Stage. Przed największymi kąskami tej edycji, dobrą rozgrzewkę zaserwował nam Mave. Polak grał przede wszystkim rozpoznawalne przez festiwalową publikę utwory czy mashupy, które rozpalały serca uczestników. EMDI podtrzymał dobrą passę młodszego kolegi, dając popis w postaci solidnego seta z dużą dawką energii i ciekawych brzmień.

Przyszedł jednak czas na czołowych postaci future house’u w postaci duetu Lucas & Steve. Panowie pokazali, czym jest dobra zabawa przy pozytywnie natchnionych utworach. Nie zabrakło tam największych hitów jak “Alien” czy “Perfect”, które grane było zarówno w oryginale, jak i klubowych wersjach. Bardzo ciekawym momentem było zagranie utworu “Source”. Głównie z tego powodu, iż Holendrzy za każdym razem gdy serwują ten kawałek na różnych festiwalach, mają podczas niego pewną tradycję. Jest nią włączenie latarek w telefonach i wspólna zabawa światłem. Jednak nie tylko typowo elektroniczną muzyką człowiek żyje.

Holendrzy powtórzyli ikoniczny moment, który miał miejsce kilka lat temu w Trzciance. Z głośników wybrzmiał klasyk gatunku disco polo – “Przez Twe Oczy Zielone” Akcentu. Uważamy jednak, że na 18 urodziny Sunrise bardziej odpowiednim utworem tego nurtu byłyby “Cztery Osiemnastki” Niecika. Jednak jak to ma zwykle miejsce podczas setów, kulminacyjnym momentem była końcówka, przy której panowie dali niezły popis. “Anywhere With You” było świetnym wyborem na finał występu. Panowie autentycznie cieszyli się z trwającej chwili i zabawy w Kołobrzegu.

Może być zdjęciem przedstawiającym co najmniej jedna osoba, ogień, na świeżym powietrzu i tekst „ANYWHERL WITH OU GROMYSZ Group A SUNRISE STIVAL”

Potężny skład

Alesso, David Guetta i Alok jeden po drugim? Tak, mamy to w Polsce. Zaczynając od Szweda. Bliski kolega SHMu, który miał duży wkład w dawne brzmienia progressive house, po kilku latach wrócił do Kołobrzegu. Tym razem w trochę odmienionej wersji. Pandemiczny czas pozwolił artyście na odpoczynek i rozwój swoich brzmień. W ciągu nieco ponad godziny Alessandro dał powód do zadowolenia starym fanom, jak i wielbicielom jego najnowszych produkcji. Nie brakowało też bardziej komercyjnych propozycji, jednak cała selekcja głównie opierała się na autorskich brzmieniach. Warto bardzo docenić zespół artysty odpowiedzialny za wizualną część wydarzenia. Był to pierwszy set, który w pełni wykorzystał potencjał sceny. Autorskie, świetnie wykonane animacje, ich dynamiczne wykorzystanie i odpowiednio opracowane światła. Całość przypomniała mi występ Swedish House Mafii na Open’erze, który pod tym względem był majstersztykiem. Pomimo jedynie godzinnego slotu, układ występu spowodował, że nie czuło się niedoboru bądź przesytu po troszkę ponad minutach zabawy. Klasa.

Kwadrans przerwy i wchodzi on. Oczekiwany od lat, zwłaszcza po rozpowszechnieniu się stylu Future Rave. David Guetta był tym, dla którego przyjechała większość publiki. Legenda tanecznej muzyki serwowała nie tylko produkcje stworzone wraz z MORTENem, choć to właśnie przeważały w pierwszej połowie seta. Im dalej w las, tym dalej wracaliśmy w liście hitów. Francuz bawił publikę mashupami zawierającymi utwory, które królowały ponad 10 lat temu, jak i ich nowymi wersjami. Jednak warstwa muzyczna to nie wszystko. Jego zespół wizualny postawił na zabawę światłem. Dynamicznie przechodzące, pod brzmienia aktualnie prezentowane. Do tego subtelne animacje i – oczywiście – dużo pirotechniki.

Jednak myślami Guetta był daleko od naszych ziem. Producent kilkukrotnie zwracał się do publiki w Kołobrzegu, jakoby byli na Untoldzie. Rumunia, Kołobrzeg, kto by to odróżniał…

Odmiennego zdania był Alok. Z oddali jego selekcja brzmiała podobnie jak na Tomorrowlandzie, jednak wykazał się on znajomością polskiej sceny. Zagrał on bowiem przedpremierowo remiks Skytecha do “Zatańczysz ze mną” Tribbsa i Kubańczyka. Tego nikt nie mógł przewidzieć.

Nie tylko główna

Black Stage po raz kolejny pokazał klasę. Początek imprezy w kręgu zapewniło działanie duetu DUSS, który wcześnie rozkręcił publikę w Podczelu. Hannes Bieger ponownie pokazał klasę, której nie brakowało rok temu, podczas The Other Side of The Sun. Dubfire lubił szybko, a passę tą podtrzymał Reiner Zonneveld. Holender zaprezentował się – przynajmniej na początku – w zupełnie inny sposób, niż na Tomorrowlandzie, co na wielki plus. Jego live act był wyraźnie słyszalny nawet za bramami imprezy, przez co umilał nasz powrót do redakcyjnego auta.

White Stage już kolejny raz zagrał pod patronatem Martina Solveiga. Francuz po raz 6. odwiedza Kołobrzeg, przy tym zabierając swój skład. Zabawę zaczął Loui PL, zaś drugim setem w białej scenerii było The 3 – projekt, na który składają się takie aliasy jak Bartes, Neevald i będący świeżo po debiucie na Tomorrowland Matthew Clarck. Trio pokazało klasę znaną z setów transmitowanych podczas pandemii. Jednak nie był to zwykły występ – nie dość, że potrwał on pół godziny dłużej w stosunku do pierwotnej czasotabelki, to na koniec panowie zaprezentowali pierwszy singiel, który zostanie wydany pod ich wspólnym aliasem. Brzmiało to naprawdę godnie!

Boomerskie klimaty (przynajmniej przez chwilę) prezentował Shane Codd. Artysta, który znany jest głównie z radia pokazał swoje ciekawe oblicze, prezentując produkcje między innymi Swedish House Mafii czy Avicii’ego. Martin Solveig bazował na dobrze znanych mu klimatach house, wpasowując w to elementy techno. Nie zabrakło wielkich hitów, w tym “Intoxicated” czy “Never Going Home” Kungsa, w którym słychać głos grającego wtedy Francuza. White Stage zamykali KREAM, czyli swoisty fenomen wśród fanów klimatów deep house. Norweski duet pokazał godną selekcję, gdzie wplatali swoje najnowsze produkcje. Już czekamy na ich kolejny występ!

Kłopoty, kłopoty w timetable

W tym roku do składu Martin Solveig Presents miał dołączyć Bakermat, jednak z powodu choroby odpadł na ostatnią chwilę. Pamiętając fragmenty z ubiegłorocznego występu na FEST Festival, ta sytuacja mogła zasmucić fanów house. Jednak za niego udało się znaleźć zastępstwoweszli Hi Motive. Australijczycy, którzy mieli okazję stworzyć dwie produkcje z DJem Krisem, uratowali kryzysową sytuacje, o czym – co należy podkreślić – powiadomiła nas aplikacja mobilna. Inaczej było w przypadku hardowych reprezentantów w postaci duetu Audiotricz. Panowie zasiadali do końca w timetable dostępnym w aplikacji Sunrise. Jednak na insta stories Brennana Hearta dowiedzieliśmy się, że formacja nie wystąpi na Silver Stage. W zamian Toneshifterz i Code Black – pierwotnie mający zagrać godzinny set b2b – zagrali oddzielne, godzinne występy. O tym, niestety, nie dowiedzieliśmy się z komunikatów organizatora.

Absurdem było otwarcie imprezy najmocniej grającym zawodnikiem. Regain swój slot otrzymał o 21:00. Naszym, nieodosobnionym zdaniem Pan Paweł powinien zamykać tę scenę. Wiemy, że w naszym kraju zwykło się traktować rodaków po macoszemu – ale skoro Sikdope’a dało się ustawić na closing act, to swobodnie da się tak zrobić i w wypadku innych rozpoznawalnych w głównej mierze za granicą polskich postaci.

Podsumowanie

Organizatorzy pokazali, że widzą swoje błędy i poczynili kilka usprawnień. Powiększenie danceflooru na White Stage czy naprawienie problemów z płatnościami, co pomogło w zmniejszeniu kolejek w strefie gastronomicznej – to na pewno zasługuje na pochwałę. Tak samo jak działania wizualne zespołów największych artystów na scenie Red. Dzięki temu gigantyczny ekran został wykorzystany w prawidłowy sposób. Nadal trzeba jednak popracować nad toaletami, a także nad komunikacją z uczestnikami. `Zabrakło tego głównie na Silver Stage. Nie była to drobna obsuwa (jak w piątek), a istotna zmiana na dla uczestników, którzy głównie przyszli z myślą o dobrej zabawie przy ulubionych artystów.

Czy niedziela nas czymś zaskoczy? Jeśli tak – to pozytywnie czy negatywnie? O tym damy wam znać w ostatniej części relacji z tegorocznej edycji Sunrise Festival.


Z Podczela relacjonowali Julia Oziemczuk i Seweryn Zaremba

foto: własne / Gromysz

pdc

Total
8
Shares
☕ Postawisz nam kawusię?