Brytyjskiego producenta znanego szerzej jako Joyryde, znacie już z pewnością. Jego energetyczne i pokręcone tracki znalazły swoje miejsce w tracklistach wielu czołowych DJów i producentów. Mało osób jednak wie, że John Ford zaczynał od Psy Trance’u. Wszystko za sprawą jego ojca (także mającego na imię John), który w 1993 roku założył wytwórnię Phantasm Records i jednocześnie sam był producentem szeroko pojętego trance’u odnosząc duże sukcesy. Trzydziestoczterolatek we wspomnianym wyżej gatunku wydał aż 5 albumów studyjnych pod aliasem Eskimo.

Od 2015 roku występuje pod ksywką Joyryde, diametralnie zmieniając swój styl muzyczny. Świetnie odnalazł się w mocniejszych brzmieniach, co pokazują wyprzedane bilety na jego występy oraz coraz większa rozpoznawalność w branży EDM.

Jednak w międzyczasie wydarzyła się przykra historia związana ze współpracownikiem Johna, który odpowiadał za klipy video Anglika. Jak dowiedzieliśmy się z social mediów artysty, Rob zmarł z powodu przedawkowania heroiny.

To jedna z najsmutniejszych rzeczy, jaką kiedykolwiek miałem do powiedzenia. RIP dla tej pięknej osoby i duszy. ROB ❤️.

Byłem jednym ze szczęściarzy, którego zatrudniłem do produkcji klipu do jednego a utworów z moich albumów. Już po 5 minutach spotkania z nim już kombinowaliśmy, żeby sobie zajarać i ukryć się przed resztą.

Przez następne 4 dni pracowaliśmy ramię w ramię. Podróżowaliśmy z ekipą i pogłębiał nasze relacje. Nie sądzę, żebym kiedykolwiek wcześniej poczuł więź taką, jaką poczułem podczas tych nagrań. KAŻDA SCENA BYŁA ŚWIETNA – tak samo jak sam Rob w życiu i przed kamerą, ale niestety zmarł wczoraj.

Wszyscy kiedyś zobaczycie jego wideo i zakochacie się w tym człowieku, tej postaci i tym darze, ale on już nas opuścił. Będę za tobą tęsknić. Byłeś tam dla mnie, przepraszam że nie byłem tam dla ciebie, kiedy najbardziej mnie potrzebowałeś.

– JOYRYDE

Jak pewnie zauważyliście, w tekście nie ma nic o powodzie śmierci współpracownika Johna. Anglik edytował treść i wymazał ten mały fragment – jednak w internecie nic nie ginie.

Wielka szkoda, że utalentowani ludzie – szczególnie związani z muzyką elektroniczną – odchodzą w ten sposób. Niestety uzależnienia, w tym od narkotyków, zawsze były problemem w środowisku muzycznym. Mamy nadzieję, że z takimi przykrymi sytuacjami będziemy spotykać się jak najrzadziej.