kontakt

Tegoroczny karnawał miał być inny niż wszystkie – i istotnie taki będzie, jednakże z przyczyn innych niż te, o których myśleliśmy jeszcze w okolicacy Sylwestra. Coraz większa liczba przedsiębiorców postanawia bowiem otworzyć swoje działalności, nie bacząc już na rządowe rozporządzenia związane z trwającą wciąż epidemią koronawirusa. Pierwsze szlaki zostały przetarte w ubiegły weekend. Wtedy to swoje podwoje otworzyły dwa wrocławskie kluby, a także między innymi jedna z cieszyńskich restauracji. Obydwa przypadki zostały zapewne motywowane bezprecedensowym wyrokiem opolskiego sądu, który uchylił karę nałożoną jednemu z zakładów fryzjerskich za działanie wbrew covidowym obostrzeniom.

Impreza w klubach Boogie i Wall Street okazała się sukcesem. Frekwencja dopisała, a policja nie mogła za wiele zrobić. Sytuacja ta zaczyna ośmielać kolejnych właścicieli klubów, którzy od miesięcy nie mogą realizować imprez.

Nitro zapowiada comeback

Już wczoraj swój powrót ogłosił nyski klub Nitro. Na razie nie wiadomo zbyt wiele – oprócz tego, że ponowne otwarcie jest planowane i że zapewne będzie się ono odbywać na podobnych zasadach, co we Wrocławiu. Przypomnijmy – sobotnia impreza w Boogie i Wall Street była anonsowana jako spotkanie osób chcących tworzyć struktury partii Strajk Przedsiębiorców.

W Rybniku też chcą wracać

Zdecydowanie więcej możemy z kolei przeczytać w statemencie klubu Face To Face. Rybnicka miejscówka również ogłosiła, że wkrótce planuje znów organizować imprezy. W oświadczeniu nie brakowało słów rozgoryczenia tym, jak branża rozrywkowa jest traktowana przez rząd.

A ta dumnie wychwalana przez rząd tarcza Morawieckiego? Na wielkich obietnicach ponownie się skończyło… Wielkie słowa w mediach nie mają nic wspólnego z rzeczywistością.

Górale stawiają weto

W innych branżach również robi się ciekawie. Przykładowo podhalańscy przedsiębiorcy planują po 17 stycznia powrócić do pracy, i to niezależnie od tego, czy restrykcje zostaną przedłużone. Sebastian Pitoń, inicjator akcji “Góralskie Veto“, opowiedział nieco więcej na ten temat na łamach portalu Polsat News.

Jest to ostatni moment, żebyśmy mogli tej polityce rządu, która nas po prostu wykończy, powiedzieć veto. To nieprzypadkowa analogia do liberum veto. W Rzeczpospolitej Szlacheckiej chodziło o powstrzymanie tworzenia złego prawa, a my teraz też znaleźliśmy się w analogicznej sytuacji. Powołujemy się tu na dziedzictwo liberum veto, ponieważ jeden wolny człowiek także może być strażnikiem porządku prawnego.
(…)
Mamy przygotowaną ochronę prawną, konsultujemy się z kilkoma kancelariami adwokackimi, ponieważ chcemy zapewnić bezpieczeństwo przedsiębiorcom, którzy wchodzą w naszą akcję zataczającą coraz szersze kręgi. Przedsiębiorcy są tak zdeterminowani, bo zdaję sobie sprawę, że nie przeżyją kolejnego miesiąca, w związku z tym nie mają wyjścia.
(…)
Efektem synergii uda się uruchomić lawinę nie do zatrzymania, ponieważ rząd nie ma narzędzi terroru. Urzędnicy, policjanci jadą na tym samym wózku co my i zdają sobie sprawę, że podcinają gałąź, na której wszyscy siedzimy. Politycy też nie są po to, aby niszczyć Polskę i polskość. Chciałbym, aby Polska była jednym z tych państw, tych narodów, które się przeciwstawią destrukcji spowodowanej pandemią. Przedsiębiorcy boją się nie wirusa, lecz zniszczenia podstaw swojej materialnej egzystencji.

Kolejne dni pokażą, jak dużo odwagi mają przedsiębiorcy, a także – co równie ważne – czy ci “odważni” będą zachowywać w swoich lokalach reżim sanitarny.


foto: Wall Street Club Wrocław

kontakt