Kulisy Technobusa na Sunrise Festival 2022. „Wszyscy nie dowierzali, że się udało”

Podczas tegorocznej edycji Sunrise Festival w miasteczku SunCity pojawił się Technobus. Jego twórca opowiedział o kulisach podróży z Orchowa.

pdc

Od tegorocznej edycji Sunrise Festival zdążyło minąć już trochę czasu. Jednakże wciąż nie brakuje okazji ku wspomnieniom i opowieściom związanym z tym, co działo się w Podczelu. A działo się nie tylko na pięciu scenach – organizatorzy zapewnili atrakcje także w miasteczku festiwalowym SunCity. Jedną z nich był Technobus – najświeższy pomysł klubu Holidays z Orchowa. Przez wszystkie dni wydarzenia była to arena – jeśli wierzyć komentarzom w sieci – bardzo udanych before i after parties. A jak wyglądało to zza kulis? Łukasz Głowacki – manager klubu Holidays – postanowił uchylić rąbka tajemnicy. Na jego profilu facebook’owym pojawił się obszerny post opisujący to, z jakimi problemami wiązała się realizacja tego projektu.

Powstał drugi bus

Zacznijmy od samego busa – ten stojący pod klubem nie był aktywny, więc już samo przygotowanie nowego było swego rodzaju wyzwaniem.

Historia ta zaczęła się 17 czerwca, kiedy to zadzwonił do mnie Dj Kris i zapytał czy jesteśmy w stanie spakować naszego Technobusa i przyjechać nim na Sunrise (pomyślcie sami co wtedy poczułem). Pech chciał, że nasze pierwsze cacko nie jest jezdne i po prostu jest stałym punktem na naszym ogródku w Club Holidays Orchowo. Wtedy powstał plan zrobienia drugiego – przegubowego Technobusa. Ponad tydzień szukania bazy, telefony do niemieckich handlarzy, przeryte ogłoszenia z całej europy i nagle, jak z nieba spadł nam rarytas pod Warszawą. Ostatni jeżdżący Mercedes O 405 GN w Polsce. Taki sam jak nasz pierwszy, tylko 6 metrów dłuższy – 18 metrowy bydlak, po którego pojechaliśmy w kolejny dzień z samego rana. Z małymi przebojami na trasie ściągnęliśmy go w końcu do Orchowa, no i się zaczęło…  3 tygodnie ostrej walki, po 18h dziennie i finalnie – udało się. Zdążyliśmy. Jedziemy na Sunrise!!!

Podróż pełna przygód

Jeśli myślicie, ze na etapie przygotowań przygody się kończą, to jesteście w błędzie. Transport do Podczela także nie należał do najłatwiejszych – wszak pokonanie około trzystukilometrowej trasy zajęło… dwie doby.

Zostało nam jeszcze kilka detali, ale stwierdziliśmy, że ogarniemy to na miejscu, na spokojnie. Jest poniedziałek 23:30 – wyjeżdżamy z Orchowa. Odpalamy, ruszyliśmy, no i co? Coś jest nie tak. Coś się odjebało i to konkretnie. Jedziemy w trybie awaryjnym, nie więcej jak 25 km/h. Pierwsze 20 km przejechaliśmy w ponad 2 godziny. Stanęliśmy w Trzemesznie na stacji. Chwila zastanowienia, podjęliśmy decyzję, że zostajemy, kimniemy się kilka godzin, rano poszukamy serwisu mobilnego, który przyjedzie i nam pomoże. Tak też zrobiliśmy.

Ranem, po 4 godzinach szukania pomocy w końcu znalazł się magik z Poznania, który podjął rękawice i stwierdził, że przyjedzie nam chociażby spróbować pomóc. Po ok. 5 godzinach walki okazało się, że gość nie jest w stanie nic więcej zdziałać, problem jest duży i żeby to ogarnąć trzeba autobus wstawić na grubszy serwis. Jest wtorek 18:00 – jesteśmy 20 km od klubu, a do Kołobrzegu, w którym powinniśmy być nad ranem mamy jeszcze ok. 300 km. Szybka męska wspólna decyzja – tankujemy, wsiadamy i jedziemy ile się da, byle do przodu. Byle w stronę Kołobrzegu. Przejechaliśmy jakieś 11 km i nagle silnik zgasł. Zgasł i nie chce zapalić. NO KURWA MAĆ! Co jeszcze?!

Stanęliśmy w centrum jakiejś małej wioski. Początkowo mieszkańcy przyglądali się nam z daleka z lekkim niedowierzaniem (co by nie było – czarny, 18 metrowy, okratowany autobus wzbudza niemałe zaciekawienie). Po chwili zeszło się kilku miejscowych chłopów z krwi i kości, którzy bez zbędnego gadania po prostu wzięli sprawy w swoje ręce i po ponad 2 godzinach kombinacji przy silniku – postawili go na nogi. Odpalił!! Możemy jechać dalej! Było około godziny 22:00, do Kołobrzegu nadal kawał drogi, stwierdziliśmy wspólnie z chłopakami, że jedziemy jak najdalej przez całą noc, staniemy gdzieś nad ranem, prześpimy się i pomyślimy co dalej. Tak też zawrotną prędkością nie przekraczającą 25 km/h przejechaliśmy w nocy ok. 150 km.

Godzina 6:30 stanęliśmy w miejscowości Barkowo. Połowa drogi za nami – na to co nas wcześniej spotkało – umówmy się – nie było źle. Do 11:00 spaliśmy i wierzcie mi na słowo, pobudka w czarnym autobusie, w pełnym słońcu i temperaturze bliskiej 30 stopni była bardzo ciekawa. Wyszliśmy z środka jak z basenu. Ogarnęliśmy się tyle ile się dało i jaki plan? Dalej obieramy trasę drogami bocznymi, byle nie krajówkami i jedziemy – nie ma już czasu. Jest środa, południe, a my jutro gramy before na Sunrise… No i poszli!

Bez większych już przeszkód, powoli, baaaardzoooo pooowooooliiii koniec końców ok. godz. 22:00 zameldowaliśmy się w Podczelu na terenie Sunrise Festival!!!! Tego uczucia nie zapomnę nigdy. Po prawie 48 godzinach w podróży, w końcu dotarliśmy do celu. W bramie przywitała nas kolumna ludzi tworzących ten festival. Wszyscy nie dowierzali, że się udało.

Warto było

Jak się okazało już podczas samego festiwalu, pozytywne przyjęcie Technobusa przez uczestników było warte tak dużej pracy.

W czwartek od południa dopieściliśmy nasze dziecko i o 20:00 odpaliliśmy BEFORE. Tego co działo się podczas tego beforu nie przebił żaden kolejny dzień. Nie ma co tutaj pisać, wystarczą dwa słowa. ROZPIERDOL TOTALNY! Z resztą kto był, ten wie. Kolejne dni były równie zachwycające. Widok ciągle pełnego TECHNOBUSA i ludzi wychodzących z niego, którzy rzucali to coraz ciekawszymi stwierdzeniami „jakie to jest zajebiste i wgl” przyprawiał mi czasami aż o wzruszenie i łzy w oczach. Reakcje tych ludzi na żywo, jak i feedback po wszystkim w sieci ciągle napawa mnie wielką satysfakcją i czuję, że zrobiliśmy coś wielkiego!!! Tego uczucia, tej satysfakcji nikt nigdy mi nie zabierze. UDAŁO SIĘ. PO PROSTU SIĘ UDAŁO!!! 

Pełny post Łukasza znajdziecie poniżej – podobnie jak jedno z licznych nagrań z Technobusa, które uskutecznił jeden z uczestników Sunrise Festival.

pdc

Total
13
Shares
☕ Postawisz nam kawusię?