W piątek miała miejsce premiera debiutanckiego albumu holenderskiego duetu Lucas & Steve. Krążek Letters To Remember zawiera 16 utworów, z czego 11 słyszymy po raz pierwszy. Postanowiłem więc poświęcić niecałą godzinkę swojego życia i przesłuchać cały album, by podzielić się z Wami swoimi spostrzeżeniami.

Jak Holendrzy cosplay’ują Szweda?

Pierwsze pytanie, jakie przychodzi do głowy już po odsłuchaniu pierwszych numerów brzmi “Czy to aby na pewno album Lucas & Steve – czy może kolejny pośmiertny krążek z twórczością Avicii‘ego?” W utworach “Letters”, “I Want It All” czy “Wait For Life” słychać wyraźnie styl znany z twórczości tragicznie zmarłego Szweda i stąd ten dysonans.

Osobiście mi te podobieństwa jakoś specjalnie nie przeszkadzają. Powiem więcej – dzięki tym utworom krążek może odnieść komercyjny sukces, ze względu na to, że styl Tima jest przez wielu ludzi lubiany – vide numery Kygo. Oczywiście nie brakuje krytycznych głosów odnośnie takiego podejścia do tematu – niemniej mnie w gronie maruderów z pewnością nie ma.

W albumie nie zabrakło też miejsca dla radiowego hitu “Perfect” czy hymnu Ultra Music Festival 2019, do którego został dodany wokal. Mowa tu oczywiście o “Comes Your Way (Inception)”, gdzie możemy usłyszeć charakterystyczne dla Holendrów future house’owe dźwięki.

Jednym z wyróżniających się na tle całości utworów jest bez wątpienia “When You’re Alone”, przy którym wokalnie udzieliła się kanadyjska wokalistka Kiesza. Już przy opublikowaniu tracklisty albumu byłem ciekaw tego utworu i ostatecznie nie zawiodłem się. Jeśli miałbym zwrócić szczególną uwagę na wyróżniające się produkcje z całego krążka, to dodałbym tu jeszcze “Help Me Remember” i “When I’m Down”.

Rewolucji nie ma, ale czy to źle?

Podsumowując, album ten nie jest czymś przełomowym w świecie muzyki elektronicznej. Nie wnosi nic odkrywczego i nowego. Nie oznacza to jednak, że jest słaby – o nie! “Letters To Remember” jest idealną propozycją dla osób, które dopiero co zagłębiają się w muzykę elektroniczną lub nie mają z nią na co dzień styczności. Spokojny i wyważony album, przy którym można się zrelaksować z pewnością znajdzie swoich odbiorców również i wśród fanów bardziej zaawansowanych brzmień. Niemniej zdaję sobie sprawę z tego, że głównym celem duetu było trafić do jak najszerszego audytorium – i stąd te lajtowe, czasem wręcz popowe produkcje. Ale jeśli pop ma w taki sposób brzmieć, to ja jestem za!

Ocena: 7/10