Historia tego utworu jest naprawdę niesamowita. Francuz wyprodukował go już w 2013 roku. Tak, dobrze czytacie – 7 lat temu. Jak się okazuje, po zmianie stylu na bardziej house’owy i wydaniu kilku utworów w tych klimatach, Michael… po prostu zapomniał o istnieniu “Last Call”.

Jest to tym bardziej dziwne, że kawałek został owiany swoistą legendą. Fani od lat domagali się jego wypuszczenia, a didżeje po dziś dzień grają go w swoich setach.

Całą, naprawdę ciekawą historię, Calfan opisał na swoim Instagramie.

Pierwotnie stworzyłem ten klubowy track w 2013 roku i miał być on follow-up’em do „Resurrection”, mojego pierwszego hitu na scenie didżejskiej. Potem przeniosłem się z wytwórni, w której byłem i nieco zaktualizowałem swój styl do czegoś w stylu soul / house, z którym czułem się bardziej komfortowo jako DJ i producent.

Potem zacząłem wydawać utwory takie jak „Treasured Soul”, „Prelude”, „Nobody Does it Better” i tym podobne w Spinnin i zupełnie zapomniałem o „Last Call”. W końcu, 7 lat później, podczas kwarantanny odsłuchałem go ponownie i stworzyłem jego nieco podnoszącą na duchu wersję. Myślę, że ta melodia ma w sobie coś wyjątkowego! Jestem bardzo wdzięczny za całą miłość i wsparcie dla tego utworu od tylu lat. Oglądanie tak wielu didżejów, od EDM po scenę house’u grających to jest naprawdę szalone!

Michael Calfan

Utwór w nowej wersji po raz pierwszy mogliśmy usłyszeć podczas występu Francuza na livestreamie United Through Music. Wielu fanów starej, progresywnej wersji, mogło się mocno zdziwić czysto house’owym dropem. Pojawiły się więc obawy, że ta pierwsza wersja nigdy nie ujrzy światła dziennego. Na szczęście Calfan zapewnił, że i ona ukaże się na rynku w ciągu najbliższych tygodni.

Póki co musimy zadowolić się numerem w klimatach, które spodobają się fanom obecnego stylu Francuza. W każdym razie, nie pozostaje tu nic innego, jak rzec – NARESZCIE! 😉