kontakt

Jest wielu artystów, którzy pomimo posiadania polskich korzeni, bardziej rozpoznawalni są za granicą składu węgla i papy naszego kraju. Bardzo często wielu z nas nie jest nawet świadoma, że producent, którego słuchamy na co dzień, jest w części Polakiem. Dzisiaj przychodzimy do Was właśnie z takim talentem, który stacjonuje w Holandii – jednak jego korzenie są polskie.

Mick Mazoo to nazwisko, które w ciągu ostatnich dwóch lat dość mocno namieszało na scenie EDM. Michel wyrobił sobie dość charakterystyczny, nieco mroczny styl, który doceniły największe nazwiska muzyki elektronicznej. Polsko-holenderski producent wydawał swoje kawałki w niezwykle pożądanych wytwórniach takich jak chociażby Monstercat, Spinnin’ czy STMPD.

Przy okazji niedawnej wizyty młodego talentu nad Wisłą, mieliśmy okazję z nim porozmawiać między innymi o jego przygodach z muzyką oraz polskich artystach.

Zapraszamy do lektury!


Shining Beats: Jak to jest z twoimi polskimi korzeniami? Kto z Twojej rodziny pochodzi z Polski?

Mick Mazoo: Moja matka jest Polką, mój tata jest Holendrem, całe życie mieszkałem w Holandii, ale 4 miesiące w roku – zawsze kiedy miałem wakacje – wtedy byłem w Polsce, miałem trochę kolegów, często tutaj byłem.

Shining Beats: Jakie były twoje początki z produkcją muzyki? Co cię do tego zachęciło?

Mick Mazoo: Dla mnie był to bardzo naturalny proces, gdy miałem bardzo mało lat moi rodzice trochę rozpoznali że słuchałem dużo muzyki. Jak byłem małym dzieckiem, dużo też śpiewałem. Kiedy miałem 4 lata chodziłem wtedy do chóru i tam śpiewałem od 4 do 14 roku życia i w tym czasie zaczynałem też grać na keyboardzie, ale tak naprawdę granie na keyboardzie bardzo mi się nudziło jednak cały czas szukałem nowych rytmów, nowych dźwięków. Używałem tego jako mały syntezator. Zobaczyłem jak mój kolega z klasy grał na DJ-ce i od razu pomyślałem że też bym chciał, wtedy zaczynałem grać muzykę na bardzo tanim kontrolerze.

Potem gdy miałem 15 lat to inny kolega w mojej klasie też był DJem więc razem graliśmy, on też produkował trochę w FL Studio i nauczył mnie jak go obsługiwać i wtedy robiliśmy razem muzykę. To trwało około 1-2 lata, potem kontynuowałem to samodzielnie. Następnie poszedłem do szkoły z produkcją muzyki, w której jestem nadal – Rockacademie Tilburg i jestem na ostatnim roku.

Shining Beats: Do tej pory wydawałeś w takich labelach jak Monstercat, STMPD albo Spinnin’ – więc poprzeczka zawieszona całkiem wysoko. Czy są jakieś wytwórnie, w których chciałbyś jeszcze zagościć, czy jesteś już spełniony pod tym względem?

Mick Mazoo: Tak naprawdę jestem już trochę spełniony, teraz mam już kontakty z wieloma różnymi labelami, jest to jednak mój problem bo wydawałem te release’y wszędzie i nigdzie. Problem jest z tym że trudno zostać przy jednej wytwórni, teraz szukam czegoś co może mi dać długoterminową perspektywę.

Na ten moment myślę o robieniu większej ilości release’ów z jedną wytwórnią i robieniu więcej self-realese’ów, żeby spróbować robić to bez labeli, bo wtedy mogę w pełni zaadaptować swoją wizję, nie muszę czekać na zatwierdzenie. Mogę w pełni oddawać swoją wizję dla ludzi, więc myślę o własnych wydaniach w połączeniu z 1-2 wytwórniami, ale ponownie chciałbym aby były to współprace długoterminowe. Obecnie wydawałem jeden utwór w Hexagonie, drugi tam, trzeci tam a chciałbym stworzyć pełną historię.

Shining Beats: Twoje produkcje mają dosyć mroczny, deep-house’owy klimat. Skąd czerpiesz inspiracje do tworzenia tego typu dźwięków?

Mick Mazoo: Słucham wiele różnych utworów, wiele różnych gatunków, obecnie słucham wielu deepowych rzeczy oraz trochę Indie, Hip-Hopu, tak wiele wpływów i próbuję to połączyć w trochę garrixowe dźwięki. To co jednak inspiruje mnie najbardziej to emocje, moje motto brzmi “Tworzę muzykę klubową, do której można płakać”, co właściwie oznacza że moje utwory są głęboko związane z moimi emocjami.

Mam uczucia jak każda normalna osoba, borykałem się z wieloma rzeczami które mnie dotknęły więc potrzebowałem terapii aby radzić sobie z tymi emocjami, tym czymś zawsze była dla mnie muzyka. To właśnie dlatego większość z moich piosenek jest dosyć głęboka, nostalgiczna, czasem trochę smutna, czasem trochę narastająca, czasem trochę wesoła, czasem trochę zwięzła, trochę mroczna. To właśnie lubię, że te utwory to uchwycają to jak się czułem w momencie w którym tworzyłem dany numer. Dla mnie muzyka jest terapią w której mogę zatracić swoje emocje i dzielić się nimi ze światem.

Shining Beats: Jedno z twoich ostatnich wydań to oficjalny remix “Hero” dla Afrojacka i Davida Guetty; jak doszło do tego że stworzyłeś własną wersję tego utworu i czym jest dla ciebie taki release?

Mick Mazoo: Obudziłem się rano i Afrojack zafollołował mnie na Instagramie, wtedy odezwał się do mnie, popisaliśmy trochę i napisał “Chcesz zrobić remix do Hero?” na co ja odparłem “Pewnie“, i tak to się zaczęło. Dla mnie to nieco szalone, gdyż pierwsza płyta CD którą kupiłem to był właśnie album Davida Guetty, a teraz – 10 lat później – robię dla niego oficjalny remix. Ciężko to sobie uświadomić, jednak jestem z tego bardzo szczęśliwy i bardzo dumny z tego, że mogłem zrobić remix dla tak wspaniałych artystów.

Shining Beats: W trakcie pandemii robiłeś wiele specjalnych setów nagrywanych w niecodziennych miejscach takich jak dach czy muzeum. Co było najlepsze w realizacji takich setów?

Mick Mazoo: Najbardziej podobało mi się w tym to, że miałem na to własną wizję i mogłem grać tak jak chciałem. Pierwszy set na dachu to była w pełni moja własna produkcja wspólnie z moim teamem. Muzeum natomiast samo odezwało się do mnie z pytaniem, czy nie chciałbym tam zagrać. Dla mnie to było również bardzo duże osiągnięcie, ponieważ – gdy miałem 8-9 lat dosłownie – odwiedzałem to muzeum ze swoimi rodzicami a 20 lat później tam grasz, co jest szalone i jestem z tego też niezwykle dumny, gdyż jest to wspaniałe miejsce w samym środku starej, rzymskiej łaźni które istnieje około 2 tysiące lat. To niesamowite mieć możliwość zagrania w takim charakterystycznym obiekcie. Reprezentuje to też miasto z którego jestem – regionu południowej Holandii. A propos setów – w przeciągu kilku miesięcy pojawi się coś naprawdę fajnego, gdzie zaprezentuje dużo nowej muzyki, będzie to też na żywo więc naprawdę nie mogę się doczekać.

Shining Beats: Jako iż jesteś w połowie Polakiem powiedz nam – czy obserwujesz jakichś polskich artystów?

Mick Mazoo: Bacznie obserwuje Rysy, KAMP!, bardzo lubię też Michała Anioła – jest to piosenkarz, który również sam produkuje wspaniałe rzeczy. Z EDMu śledzę też mojego dobrego kolegę, Clarxa. To są dla mnie na ten moment najciekawsi artyści.

Shining Beats: Który z wydanych przez ciebie do tej pory utworów uważasz za najważniejszy?

Mick Mazoo: Dla mnie jest to chyba “Serotonin” gdyż jest to mój pierwszy utwór który nie jest collabem, eksperymentowałem też przy nim z “nowszymi dźwiękami”, które nazywam własnymi i których nie robiłem nigdy wcześniej.

Drugim najważniejszym utworem jest natomiast “All Alone” które jest moim pierwszym niezależnym wydaniem. Był to pierwszy raz, kiedy naprawdę uchwyciłem swoje emocje, użyłem tam swojego własnego głosu, stworzyłem coś głębokiego co jest bardzo osobiste. Nie robiłem tego dla streamów, jest to utwór z którym jest dość mocno emocjonalnie powiązany.

Shining Beats: Na sam koniec – powiedz nam, jakie są Twoje plany wydawnicze na najbliższe miesiące? Czego się możemy spodziewać?

Mick Mazoo: Obecnie staram się definiować własne brzmienia, staram się wydawać więcej osobistych numerów. Mam w planach wiele rzeczy, pojawi się występ live, w którym znajdzie się wiele niewydanej muzyki. Będzie nieco eksperymentów, wiele naprawdę fajnych wydań, kilka collabów z naprawdę dobrze odebranymi artystami. Planuje też więcej współprac z polskimi artystami, wszystko wyjaśni się już wkrótce.


z Mickiem Mazoo rozmawiał Krzysiek Brodowski

kontakt