Tune Of The Year

Kilka miesięcy temu Netsky ogłosił swój powrót do Hospital Records. Informacja ta ucieszyła nie tylko jego zagorzałych fanów. Wielu słuchaczy drum and bassu z ciekawością śledziło informacje, oczekując materiału porównywalnego klimatem do jego pierwszych płyt. Debiut młodego producenta na zawsze zmienił gatunek, jaki reprezentuje. Na przestrzeni lat alias Borisa stał się rozpoznawalny pośród słuchaczy EDMu i nie tylko. Pomogły mu w tym wydawane w ostatnich latach bardziej komercyjne utwory oraz współprace, które jednak nie przypadły do gustu jego najwierniejszym odbiorcom. Przy premierze “Second Nature” – czwartego studyjnego albumu Belga – obiecano nam powrót do korzeni, co zapowiadano nam dobrze odebranymi przez społeczność singlami. Czy Netsky dotrzymał słowa? Sprawdźmy to!

Jest jak dawniej?

Na odpowiedź na to pytanie czekał każdy, kto wraz z premierą płyty wcisnął play i rozkoszował się w nowym materiale od Borisa. Single zaprezentowane w tym roku znacząco się różniły od aspirujących do popu produkcji wydawanych w ostatnich latach. We wszystkich czuć było magiczną nutkę nostalgii, wraz z miksem spokoju i innowacyjności w stylu Belga. “Mixed Emotion” usłyszane na żywo podczas warszawskiego występu Dimensiona od razu zawładnęło publiką, która to niemal w całości bujała się w jego rytm. Jednak co z resztą utworów?

Na krążku znajdziemy nie tylko kawałki nawiązujące do starego stylu – coś dla siebie znajdą również fani bardziej komercyjnej odsłony Belga. A jak dobrze się człowiek wsłucha, to i trochę funku znajdzie.

Trzeba oddać twórcy, że w ostatnim czasie nauczył się umiejętnie łączyć obie odsłony swoich produkcji. I to wszystko mi się bardzo podoba! Na albumie nie brakuje spokojnych drum and bassowych utworów, ale też mamy wiele takich, które spokojnie porwą parkiety klubów, jak i festiwalowe tłumy.

Collaby najlepszym elementem płyty?

Tym razem przy aliasie Belga nie zobaczymy topowych aliasów – takich jak Lil Wayne, David Guetta czy Lost Frequencies. Boris postawił na współprace ze znajomymi ze swojego muzycznego podwórka, czego wynikiem są wspólne kawałki z utalentowanymi wokalistami czy szeroko szanowanymi graczami w drum and bassowym środowisku.

Zdecydowanie moim ulubionym utworem na płycie jest “Power” powstałe z Urbandawn. Wielu z was może kojarzyć ten alias z bootlegiem “Come Together”, który w zeszłym roku zwyciężył plebiscyt Drum & Bass Arena Award w kategorii “najlepszy utwór roku“.

Wracając do collabu – “Power”, jadąc klasykiem, ma tę moc! W intrze mocno czuć styl Borisa, jednak to drop robi tu wprowadza nas w magiczny świat brzmień od Urbandawn. Dostarczane są masywne ilości bassu, a to miód na me uszy.

Drugą współpracą, od której nie mogę się uwolnić, jest “Look At Me Go“. Utwór powstał wraz z reprezentantem brytyjskiej sceny hardowej, którego znacie jako Darren Styles. Po zobaczeniu obu aliasów obok siebie zgłupiałam. Drum and bass i hardstyle? Biorę to w ciemno.

Po odpaleniu tracka przekonałam się, że słyszałam go już jakiś czas temu, o jego produkcję podejrzewając Fredericka Russella Rossingtona Webba – brytyjskiego twórcę znanego jako 1991. Jednak po kilku (-nastu, -dziesięciu? – już nawet nie liczę) przesłuchaniach udało się znaleźć w tym wszystkim kwintesencję stylu Netsky’a oraz szczyptę klimatu Darrena. Cieszę się, że ta produkcja ma miejsce na “Second Nature” – mimo iż ewidentnie wyłamuje się z ogólnego brzmienia albumu.

“Let Me Hold You” wyprodukowane z Hybrid Minds też zasługuje na większą uwagę – jest to świetna produkcja, w swój sposób emocjonalna. Efekt ten potęguje głos wokalistki – to jeszcze bardziej zaskakuje odbiorcę.

Natomiast “Destiny” jest idealnym przykładem tego, jak wstrzelić się w oczekiwania słuchacza. Na dropie typowy Sub Focus, ciekawe wokale, czyli to, czego oczekiwałam – po prostu dobry track. Jednak czuję w kościach, że panowie mogliby wspólnie wyczarować coś jeszcze lepszego.

Więcej dobrego

Album otwiera Becky Hill, jej emocjonalny wokal oraz klimatyczne skrzypce w tle. Tym bowiem charakteryzuje się “Hold On”. “Blend” nawiązuje klimatami do legendarnego “Rio”, a “Free” do produkcji sprzed 10 lat – w głowie zaczął mi grać pierwszy album Chase and Status. “Everybody Loves The Sunshine” powoduje, że chce się momentalnie wrócić do letnich dni. “Basic Instinct” pięknie zamyka album i przypomina nam utwory wydawane przez artystę w początkowym okresie kariery.

Easter eggi

Zacznijmy od najśmieszniejszego zbiegu okoliczności. Już pierwszy raz słuchając “Don’t Care What People Say” zastanawiałam się, skąd kojarzę ten kawałek. Może lockdownowe sety? Otóż nie tym razem. Utwór brzmi jak remix “Buenos Aires” od Tchamiego, który został wydany kilka miesięcy temu. Czy używanie tego samego sampla lub wydanie kawałka go zawierającego w tak krótkim odstępie czasowym nie jest trochę nie na miejscu? Tu można dyskutować. Może nazwa samego kawałka jest odpowiedzią na to pytanie?

Niektóre momenty w “Waiting All Day To Get To You” i “Float” przypominają styl charakterystyczny dla innego reprezentanta drum and bassowej sceny, jakim jest Fox Stevenson. W dropie aspirującego do bycia radiowym hitem “Dreaming of You” słyszę akordy przypominające klasyka od Deadmau5’a, jakim jest “Strobe”. “Everybody Loves The Sunshine” przypomina remix artysty kryjącego się za aliasem Kotu. Ciekawa jestem, czy to są celowe zagrania ze strony Netsky? Czy może czysty przypadek przy eksperymentowaniu z kawałkami?

Trochę narzekając

Niestety, pośród tego wszystkiego brakuje mi większej spójności w albumie. Występują nostalgiczne kawałki, te odwołujące się do dawnej twórczości artysty, jak i ostatnich eksperymentów. Podzielam wybór utworów, jakie otwierają i kończą “Second Nature” – naprawdę solidna klamra kompozycyjna. Jednak pomiędzy nimi mamy istny misz-masz. To po prostu czuć słuchając całego materiału. Może zmiana kolejności utworów lub podzielenie płyty na dwie części mogłoby w tej sytuacji pomóc?

Są też takie utwory, które jednym uchem wlatywały, a drugim – wylatywały. Bardzo szanuje Borisa za dostarczenie takiej ilości materiału (18 tracków!), jednak niektóre kawałki traktuję jako zapychacze. Szczerze wolałabym album krótszy o kilka zbędnych produkcji, które ewentualnie mogłyby być wydane w formie jakieś EPki lub bonusowej zawartości.

Powiew świeżości

Czwarty krążek od Netsky to definitywnie album, który warto przesłuchać. Są tu utwory lepsze i te po prostu dobre, jednak całość trzyma dość wysoki poziom. Nie ukrywajmy, powrót artysty do pierwotnego labelu wywołał szum w branży, a to automatycznie podwyższyło poprzeczkę. Nie ukrywam, brakuje mi trochę czasów “Love has Gone” czy remixów takich, jak ten do “Everyday” od Rusko. Jednak trzeba zaakceptować to, że Boris ciągle rozwija swój styl i płynnie go zmienia. Ewolucja i odnalezienie siebie w danym gatunku jest ważnym aspektem dla każdego artysty.

Ten krążek zadowoli zarówno fanów starego stylu, jak i tych bardziej komercyjnych eksperymentów. Cieszę się, że podczas wydawania singli nie odkryto wszystkich mocnych kart, przez co album nieraz potrafi pozytywnie zaskoczyć. Jest to fajna próba powrotu do korzeni. Choć na scenie d’n’b w tym roku wyszło kilka ciekawszych albumów, nadal z miłą chęcią będę wracała do “Second Nature”.


Ocena: 8/10

Tune Of The Year