kontakt

Jeden z najbardziej znanych polskich producentów trance, Nitrous Oxide, po 4 latach, powraca do Anjunabeats. To dobra okazja do wspomnień, refleksji i podsumowań, czego nie zabraknie w naszym wywiadzie z Krzyśkiem.


W ubiegły piątek ukazała się 16. odsłona kompilacji z serii “Anjunabeats”. Miłym polskim akcentem na tym wydawnictwie jest współpraca Simona Gregory’ego z naszym Nitrousem Oxide’m – “Fusion”.

Dzieje się to kilkanaście lat po podpisaniu pierwszej EP-ki przez Krzysztofa w wytwórni trio Above & Beyond. Złapaliśmy się z samym zainteresowanym, aby nieco powspominać i lekko uchylić rąbka tajemnic zza kulis, a także opowiedzieć co nieco o przyszłości, czyli nadchodzącym trzecim studyjnym albumie muzyka.

Nitrous Oxide – wywiad

1. 16 lat temu (konkretnie 29 maja) wyszła Twoja EP-ka dla Anjunabeats “North Pole/Frozen Dreams”. Czy mógłbyś przybliżyć nam kulisy tego, jak zyskałeś kontakt z włodarzami wytwórni i jak udało Ci się wydać tam swoje pierwsze utwory?

Nitrous Oxide: Miałem już wtedy za sobą kilka singli wydanych w wytworni Somatic Sense pod aliasem N2O oraz w duecie 3rd Moon. Od dłuższego czasu bombardowałem skrzynkę mailową Anjunabeats swoimi produkcjami. Przełom nastąpił po wysłaniu utworu „Frozen Dreams”, który Above & Beyond zagrali w swojej audycji „Trance Around The World”, a jej słuchacze wybrali go jako „Web Vote Winner”, co sprawiło, że pojawił się on w kolejnych dwóch audycjach.

Dało mi to ogromną motywację do dalszego działania, wynikiem czego było powstanie utworu „North Pole”. Oczywiście, niezwłocznie go do nich wysłałem i dosłownie chwilę później otrzymałem odpowiedź, że są zainteresowani wydaniem obu utworów w formie EP.-ki Od tego momentu kontaktowałem się już bezpośrednio z Tony’m McGuinness’em (1/3 Above & Beyond), pod którego okiem rozwijała się moja kariera wydawnicza w Anjunabeats.


2. Twoje pierwsze single w Anjunabeats załapały się jeszcze na ostatnie chwile wydawania muzyki trance na winylach. Czy czułeś wówczas coś wyjątkowego w tym, że Twoja twórczość wychodzi na “plackach” (czy ew. takie uczucie przyszło ciut później)?


Granie własnych utworów z winyli było dla mnie spełnieniem marzeń, tym bardziej, że wydanych utworów na nich miałem tyle, że swobodnie mogłem zagrać całego seta. Wszystkie te płyty do dziś posiadam i na pewno się z nimi nie rozstanę.

Powiem szczerze, że bardzo miło jest – raz na jakiś czas – wrócić do tych numerów, na przykład podczas kameralnej domówki ze znajomymi. Moda na winyle powróciła, co bardzo mnie cieszy. Format ten sprawia, że muzyka ma większą wartość dla odbiorcy i nie zapominamy o niej tak szybko, jak dzieje się to w przypadku utworów na portalach streamingowych.

3. Warto wspomnieć, że jako jeden z nielicznych producentów trance z Polski masz na swoim koncie oficjalny wideoklip do swojego numeru, konkretnie do “Follow You”, wyreżyserowany przez Michała Sterzyńskiego i kręcony w Berlinie. Czy mógłbyś przytoczyć jakieś ciekawostki zza kulis tego teledysku?

W klipie mieliśmy wykorzystać bardzo ciekawy, zabytkowy samochód z lat 60-tych, należący do mojego kolegi. Był to Ford Torino, który – jak na złość – odmówił posłuszeństwa na dzień przed kręceniem ujęć. Musieliśmy zorganizować na szybko inne ciekawe auto i udało się załatwić Mustanga.

Podczas kręcenia na parkingu jednego z centr handlowych w Poznaniu, zostaliśmy przegonieni przez ochroniarzy. Właściciel samochodu wytłumaczył im, że robimy zdjęcia do kalendarza fanklubu Forda Mustanga, co o dziwo przeszło i pozwolili nam dokończyć ujęcia.


4. Można zauważyć, że label Above & Beyond stał się miejscem dla bardzo różnorodnych brzmień, nie brak w nim też obecnie wydań w tempie 138 bpm, w czym niemała zasługa Ilana Bluestone’a (Stoneblue), pojawili się tam też m.in. XiJaro & Pitch. Czy myślisz, że Anjunabeats będzie śmielej sięgać po upliftingowe rytmy i czy widzisz w tym jakąś szansę dla siebie lub innych twórców z naszego kraju?

Wiemy doskonale, że ta muzyka miała swoje wzloty i upadki na przestrzeni ostatnich dwóch dekad. Zapewne moda na nią powróci; skoro niedawno był trend na brzmienia z lat 80-tych, a teraz mamy modę na lata 90-te, to idąc tym tokiem, zaraz wkroczymy w złotą epokę muzyki trance. Myślę, że naprawdę wszystko przed nami.

5. A State Of Trance 450 we Wrocławiu (2010 – przyp. red.) czy ostatnie Anjunabeats Europe w Gliwicach – którą z tych imprez będziesz wspominał lepiej?

Z kilku powodów – Anjunabeats Europe w Gliwicach, gdzie zagrałem w duecie z Sunny’m Lax’em
. O takim wspólnym występie rozmawialiśmy już wiele lat temu; zrealizowanie tego po tak długim czasie sprawiło mi dużo radości. Cieszę się również, że w końcu mogłem się spotkać i porozmawiać z członkami „anjunowej” załogi na żywo, w tym z Jono i Paavo. Na pewno była to impreza, którą będę jeszcze długo wspominał.

6. Którą formę swojej twórczości wolisz bardziej – instrumentalne produkcje solowe, współprace z innymi producentami czy utwory wokalne i pracę z wokalistami?

Bardzo lubię kooperacje z innymi artystami i ostatnio coraz częściej sięgam po tę właśnie formę. Tak powstały między innymi moje dwa najnowsze wydawnictwa. Jedno z nich ukazało się 22 lipca na kompilacji “Anjunabeats Volume 16”. Jest to mocny, progresywny kawałek, pt. Fusion, który stworzyłem z Simonem Gregory’m. Miałem okazję przetestować go w Gliwicach i odbiór był naprawdę świetny!

Drugi numer, zatytułowany “Meridian”, skomponowałem z Dreamy’m. Wyszedł on w Always Alive (tego samego dnia, co “Fusion”) i jest w typowych dla nas, pływających klimatach.

Każda współpraca daje mi alternatywne spojrzenie na tworzenie muzyki i można z niej wyciągnąć sporo wniosków i nauki. Dlatego często proponuję też tę formę klientom podczas szkoleń w moim studiu. W ten sposób można bardzo łatwo zagłębić się w poszczególne elementy utworu.

7. Chciałbym jeszcze wspomnieć o dwóch Twoich, nieco wcześniejszych tegorocznych wydaniach. Na pierwszy ogień weźmy współpracę z Alexem Wrightem (i Tiff Lacey na wokalu), którego znam i podziwiam od lat. Jak doszło do powstania “Love Myself”?

Alex odezwał się do mnie, gdy wrzuciłem na swoje media społecznościowe informację z zapytaniem „ktoś chętny na collaba?”. Przedtem nigdy nie mieliśmy okazji się poznać ani pogadać. Podesłał mi rozpoczęty utwór z wokalem Tiff i zapytał czy nie chciałbym nad nim popracować. Przesłuchując przesłane przez niego demo, od razu miałem pomysł na ten utwór, także zgodziłem się bez wahania. (Efekt możecie wysłuchać poniżej – przyp. red.)

8. Razem z Chrisem Seviere’m (Waves_On_Waves), wokalistą oraz zawodowym żołnierzem, wydaliście numer “Cry For Freedom”, będący Waszym manifestem w imię pokoju w tym naprawdę niełatwym czasie.

Jeśli chodzi o sam utwór, to z mojej strony jest on w trochę spokojniejszym stylu, niż dotychczasowe wydawnictwa. Mocny wpływ na taki sentymentalny klimat miało to, co dzieje się na świecie, a Chris doskonale wkomponował się w niego ze swoim tekstem i śpiewem.

Nawiązaliśmy kontakt już ponad rok temu. Chris zasypał mnie wtedy dość dużą ilością nagrań swoich wokali. Były one naprawdę świetne! Gość ma bardzo dobry głos i pisze świetne teksty, dlatego myślę, że jeszcze coś razem stworzymy.

9. Można pomyśleć, że w obecnych czasach producent bez własnej wytwórni jest jak – nomen omen – żołnierz bez karabinu. Czym, w Twojej ocenie, na scenie wyróżnia się Oxidised? Czy pomysł na własny label długo dojrzewał w Twojej głowie?

Pomysł ten narodził się ponad dekadę temu i bardzo się cieszę, że w końcu udało się go zrealizować. Tak jak mówisz – dziś posiadanie swojej wytwórni jest popularne i wielu producentów trance obrało właśnie taką drogę. Daje nam to przede wszystkim większą swobodę, jeśli chodzi o to, co chcemy tworzyć i wydawać.

Głównym zamysłem Oxidised jest wydawanie własnych utworów bez patrzenia na panujące trendy i chyba to jest jego najważniejszym wyróżnikiem.

10. Jesteś jednym z tych twórców, którzy otwarcie przyznają, że produkowali utwory dla innych. Ba, Twoje usługi ghostproducingu są nadal dostępne. Wiele osób uważa, że to właśnie ten proces przyczynia (przyczynił) się do upadku trance. Czy potrafiłbyś znaleźć jakiś kontrargument do tej tezy?

Myślę że osoby, które tak uważają, nie zdają sobie sprawy ile z ich ulubionych utworów powstało właśnie w ten sposób. Ghostproducing to zjawisko, które towarzyszy tej scenie od początku jej istnienia i korzystało z niego naprawdę wielu znanych i lubianych artystów.

Sam staram się już odchodzić od typowego ghostproducingu, na rzecz pomagania innym przy produkcji (co-producing / engineering). Częściej więc poprawiam utwory innych, dając im profesjonalne brzmienie lub przerabiam w taki sposób, by miały większe szanse na wyróżnienie się z tłumu czy wydanie w konkretnej wytwórni. Ta forma daje mi też sporo satysfakcji, gdyż wiem, że ludzie z którymi współpracuję, doskonalą swoje umiejętności. No i miło jest widzieć też postępy ich karier i kolejne osiągnięcia.

11. Czy żałujesz jakiejś decyzji, może jakiegoś wydania lub innej sytuacji w całej swojej karierze jako Nitrous Oxide? Czy może jednak takie uczucia nie są w Twoim stylu?

Zaproponowano mi kiedyś wejście we współpracę z pewnym nieznanym wówczas artystą. Dziś jest on w czołówce światowych DJ’ów. Chyba będę sobie jeszcze długo wypominał, że odmówiłem (śmiech).

12. Adam Nickey, Adam Kancerski, 2Sher, P.A.F.F., Paul Miller – to tylko garstka polskich twórców, z którymi tworzyłeś collaby. Czy z którymś z wyżej wymienionych (lub kimś innym) czujesz szczególną chemię twórczą podczas produkowania wspólnych utworów?

Miło wspominam współpracę z każdym z wymienionych przez Ciebie artystów. Mamy cały czas kontakt i co jakiś czas realizujemy wspólne projekty. Cieszę się, że po tylu latach, nadal działamy wszyscy na scenie muzyki elektronicznej. Daje nam to możliwość spotkania się od czasu do czasu na imprezach branżowych.

13. Czy w trakcie trudnych chwil Twojej kariery (i poza nią) mogłeś liczyć na swoich najbliższych, fanów? Czy komuś chciałbyś szczególnie podziękować za wsparcie “na dobre i złe”?

Jest kilka osób które wspierają mnie od dawna i z którymi łączy nas przyjaźń. W ciężkich momentach zawszę mogę liczyć na miłe słowa z ich strony. Doceniam też wszystkie chwile, gdy możemy spotkać się na imprezach a także poza nimi.

Dziękuję nieziemskiej ekipie z Trójmiasta – Wojtkowi i Patrykowi, którzy od kilkunastu lat przemierzają całą Polskę, by posłuchać moich setów. Wojtkowi S., który wspiera mnie od początku produkcji i posiada w swoim zbiorze więcej moich utworów niż ja (śmiech), łącznie z demami, którymi dzieliłem się na forach muzycznych na początku mojej kariery.

Markowi Gie. za to, że obdarowuje mnie niesamowitymi koszulkami – tak, chcę więcej! Oczywiście Adamowi, Krzysztofowi i Maciejowi, z którymi wspólnie podróżujemy muzycznie od bardzo dawna. Dziękuję rodzicom, którzy od początku mojej kariery wspierają każdą moją decyzję oraz całej rodzince, która zawsze mocno trzyma za mnie kciuki. A przede wszystkim największej supporterce, mojej żonie Julce.

14. “Dreamcatcher” czy “Avalon” – nad którym albumem pracowało się trudniej, z którego z nich jesteś bardziej dumny? Czy przy którymś z nich czułeś większą swobodę twórczą, niż przy tym drugim?

Oba te albumy są zwieńczeniem jakiegoś etapu mojej twórczości, także jestem z nich tak samo dumny. Niemniej jednak, większe emocje towarzyszyły przy produkcji “Dreamcatchera“. Głównie ze względu na to, że do stworzenia go namówił mnie sam Tony z Above & Beyond.

Faktycznie był to bardzo kreatywny okres mojej kariery i zasypywałem go wtedy ogromną ilością utworów, które idealnie trafiały w jego gust. Czasami do tego stopnia, że testował je na imprezach w dniu ich otrzymania. Ostatecznie materiału na album było naprawdę dużo, więc Tony postanowił przylecieć do mojego studia w Poznaniu, gdzie pomógł mi zdecydować, które kawałki powinny się na nim znaleźć.

Ówczesną współpracę z nim będę zawsze wspominał z dużym sentymentem, gdyż od dawna jest on moim wielkim idolem w świecie muzyki elektronicznej.

15. Co przyniesie nam Twój trzeci album? Na jakim obecnie jest etapie? Czy ma już swój roboczy lub zatwierdzony tytuł?

Album jest na ukończeniu, jednak wymaga jeszcze kilku szlifów. Obecnie większość czasu spędzanego w studiu poświęcam na poprawianiu utworów moich klientów, przez co praca nad własnymi rzeczami schodzi niestety na drugi plan, ale mam nadzieję, że jeszcze w te wakacje dokończę to, nad czym pracowałem i pod koniec roku album ujrzy światło dzienne.

Nazwa robocza tego krążka to “Redmoon”. Jest to nawiązanie do mojego aliasu, pod którym wydawałem utwory w przeszłości i myślę, że są one w pewnym sensie wyznacznikiem tego, co się na tym albumie znajdzie.

kontakt