Prawdopodobnie nie ma sektora gospodarki, który ucierpiałby na pandemicznej sytuacji tak mocno, jak branża rozrywkowa czy eventowa. Już od siedmiu miesięcy organizatorzy imprez, pracownicy techniczni, właściciele klubów, ale też sami DJe i producenci mają spore problemy z poradzeniem sobie w obecnych realiach. Szczególnie przechlapane ma ta ostatnia grupa, bowiem należy ona do grona artystów – a tych politycy zdają się traktować bardzo instrumentalnie.

Artyści są źli, bo nie chwalą władzy

Dobitnie pokazał to dziś Joachim Brudziński, znany ze swoich kontrowersyjnych wypowiedzi europoseł PiS. Na jego Twitterze pojawiły się dziś skandaliczne z punktu widzenia każdego zaangażowanego w nasze community opinie. Fakt faktem – z pewnością były one skierowane bardziej w kierunku Krystyny Jandy i innych ludzi teatru, którzy skrytykowali na łamach portalu Onet obecną sytuację związaną z ich działalnościami. Niemniej opinie Brudzińskiego zdają się trafnie wpisywać w podejście obecnej władzy do artystów – szczególnie tych nastawionych do PiSu co najwyżej neutralnie.

Pamiętam gwizdy, buczenie i rechot przedstawicieli “elit” artystycznych, kiedy kpiono z ofiar katastrofy smoleńskiej. Pamiętam, kiedy wyszydzano ministra kultury, gdy zapowiadał działania rządu w obszarze szeroko rozumianej kultury narodowej. Dziś ci kpiarze i szydercy proszą o pomoc.

Macie rację gdy mówicie, że rząd łaski nie robi, gdy pomaga dziś teatrom czy innym instytucjom kultury. Oczywiste jest, że ten rząd i ten minister takiej pomocy udzielą. Ale żenująca jest ta paskudna hipokryzja tych, którzy dziś kpią i szydzą, a jutro pochlipują i proszą o pomoc.

Nieco inne, delikatnie mówiąc, podejście, wykazali pod postem polityka komentatorzy.

Nie tylko u nas

Jak mawiał pewien internetowy wieszcz, w Polsce jak w lesie – ale takich kontrowersyjnych opinii na temat ludzi sztuki i kultury w obecnej sytuacji nie brakuje chociażby w Wielkiej Brytanii. Tamtejszy minister finansów Rishi Sunak w wywiadzie dla ITV News uznał, że ciężka sytuacja artystów to… ich problem, wszak mogli się do takiego zwrotu akcji odpowiednio przygotować.

Nie mogę udawać, że każdy może zrobić dokładnie to samo, co na początku tego kryzysu. Moje proste przesłanie jest takie, że staramy się chronić jak najwięcej miejsc pracy. Prawie milion ludzi straciło już pracę, a liczba ta prawdopodobnie jeszcze wzrośnie. Dlatego przykładowo muzycy czy przedstawiciele branż szczególnie dotkniętych przez pandemię COVID-19 powinni pomyśleć o tym, żeby zmienić swój zawód.

(…)

To jest świeża i nowa szansa dla wielu z nas i według mnie właśnie to powinno teraz się dziać.

Dziennikarz prowadzący wywiad starał się tłumaczyć ministrowi, że Wielka Brytania wydała na świat wielu znakomitych artystów i muzyków. Ten jednak nieugięcie stał przy swoim zdaniu.

Każdy musi znaleźć sposób, żeby zaadaptować się do nowej rzeczywistości. Nie ma tu żadnych wyjątków.

Warto przy tym nakreślić pokrótce sytuację na Wyspach Brytyjskich. Tam kluby nocne właściwie nie istnieją – lokale mogą być czynne najpóźniej do 22:00. Dodatkowo, rządząca obecnie Partia Konserwatywna planuje wycofanie części pakietów pomocowych, a także cięcia zasiłków czy (co za niespodzianka) podwyżki podatków. Przedstawiciele kultury i rozrywki przygotowali mającą na celu większe wsparcie przez rząd tych sektorów gospodarki petycję. Podpisało ją ponad 100 tysięcy osób i wkrótce zajmie się nią brytyjski parlament.

W naszym kraju również nie jest łatwo – od siedmiu miesięcy działalność klubów nocnych i dyskotek jest bowiem zakazana. Co prawda ma przepisy z praktyką mają wspólnego tyle, co polityk z prawdomównością, niemniej sam fakt takiego zakazu, połączony z brakiem wsparcia dla tej części gospodarki, ma prawo oburzać.

Tacy już są…

Ewidentnie więc widać (i to już nie po raz pierwszy), że branże takie, jak rozrywkowa i artystyczna są zauważane przez klasę polityczną tylko wtedy, kiedy są one im potrzebne. W innych przypadkach stosunek jest co najwyżej ambiwalentny.


foto: Adam Chelstowski / FORUM