Paweł Goss, którego fani hardstyle’u znają jako Regain, to jeden z czołowych towarów eksportowych polskiej sceny elektronicznej muzyki. Mimo, iż w kraju nad Wisłą nie jest on bardzo popularny, to na światowym rynku całkiem dobrze sobie radzi, co pokazują liczne suporty czy występy na wielu hardstyle’owych eventach. Teraz Polak wydaje swój kolejny album.

W skład wydanego 1 maja „Out of Bounds” wchodzi czternaście solowych produkcji w dwóch różnych wersjach. Na jednej płycie znajdziecie przygotowany przez Pawła mix, drugi zaś to wersje extended. Jest to już drugi album Polaka – w 2017 roku wydał on “Point of No Return”.

Album został zaprezentowany fanom podczas REBiRTH Festival w Holandii. Dla osób, które przegapiły występ, mamy dobrą wiadomość – krążek można już oficjalnie kupić na stronie artysty. Redakcji Shining Beats udało się również chwilę porozmawiać z Pawłem o nowym krążku.

Marcin Gappa (shiningbeats.pl) Pierwszy album wydałeś dwa lata temu i odniósł on spory sukces wśród fanów muzyki hard. Co skłoniło Cię do wydania drugiego krążka?

Paweł Goss (Regain): Pierwszy album wydałem na początku 2017 roku. Był to odpowiedni czas na to, by pokazać trochę więcej niż tylko pojedyncze release’y i dobry czas na to, by zrobić coś innego w swojej karierze, przeskoczyć pewną granicę i zobaczyć jak ludzie zareagują na większą porcję muzyki. Cały plan zdał egzamin, więc po “Point Of No Return” dałem sobie trochę oddechu i zacząłem pracować nad kolejnym albumem. Pierwotny zamysł polegał na tym, że jako “Out Of Bounds” będę grał tylko i wyłącznie utwory wyprodukowane na powyższy live-act (nie grałem ich w zwykłych setach). Natomiast po czasie stwierdziłem, że wiele z tych kawałków ma potencjał i postanowiłem popracować nad nimi tworząc drugi – tym razem solowy album.

Skąd czerpałeś inspirację do stworzenie „Out of Bounds” i dlaczego postawiłeś na solowe produkcje? Nie myślałeś o tym, by kogoś zaprosić do któregoś z kawałków?

Inspiracją dla mnie zawsze jest ten moment, w którym siedzę w studio i tworzę kawałek. Nie planuję, nie rozmyślam, nie tworzę w głowie całości następnie przelewając ją na program – po prostu kontynuuję coś, co zacząłem, patrząc na końcowy rezultat. W ramach “Out of Bounds” chciałem pokazać trochę innego Pawła – stworzyć utwory, których nigdy nie wydałbym jako pojedynczy release. Chciałem pozwolić sobie na więcej, zmienić trochę swój styl z rawowego na czasem bardziej euphoricowy a czasem na bardziej rawowy niż zwykle.
Stwierdziłem, że tym razem chcę być odpowiedzialny za całość i wykreować ją tak, jak widzę to ja, a nie ktoś inny. Poza tym tworząc solo pracuje się łatwiej. Robisz to, co chcesz, nikt tego nie zmenia, nie eksperymentuje, nie dodaje dźwięków, które mogą ci się nie podobać. Robisz wszystko tak, jak ty tego chcesz, dlatego bardzo cenię solową produkcję.

Czego słuchacze mogą się spodziewać na tej płycie, tak jak wspomniałeś pozwoliłeś sobie trochę odejść od rawowego stylu i wzbogacić ten album. Będą też bardziej melodyczne produkcje?

Koniec końców mogą głównie spodziewać się raw’owego brzmienia, ale stworzyłem też kilka utworów takich jak “Back To My Roots,” “Monster” czy “Swang”, gdzie bardziej skupiłem się nad melodyjnymi wstawkami. Oczywiście dla euphoricowego słuchacza prawdopodobnie to i tak za mocno, ale dla moich fanów na pewno nie. Zdążyłem przyzwyczaić ludzi do mocnych brzmień, więc lekka albumowa odskocznia wzbogaci tę płytę. Uważam, że kiedy produkujesz album to musisz pokazać się z trochę innej strony niż zwykle – to jedyna szansa, kiedy dany utwór nie musi zostać hitem, ale nadal będzie lubiany i zauważony, bo będzie trochę inny niż to, co zwykle wypuszczasz. Dlatego słuchacze na pewno mogą spodziewać się różnorodności, ale również typowego, Regainowego brzmienia.

Album został zaprezentowany już podczas REBiRTH Festival. Jaki był jego odbiór wśród fanów muzyki hardstyle?

Trochę obawiałem się tego występu, bo Rebirth to dość duży festiwal a time table okazało się być bezlitosny – grałem podczas setów naprawdę szanowanych DJ-ów i miałem obawy, że nie uda mi się zebrać pełnego danceflooru. Ja zawsze taki byłem – przejmuję się z reguły niepotrzebnie, bo ostatecznie scena była pełna po brzegi. Wiele osób z bluzami, flagami, koszulkami z moim logo; wielu Polaków, którzy zawsze chętnie przychodzą mnie wspierać, więc występ na Rebirth był jednym z najlepszych w mojej karierze. I oczywiście super jest widzieć, kiedy ludzie dobrze się bawią do nowych kawałków, na które poświęciłeś sporo godzin pracy – to jest coś, czego nie da się opisać słowami. Bardzo chciałbym też zaprezentować album na naszej ziemi, ale bardzo często zdarza się, że imprezy w Polsce organizowane są w soboty – a ja soboty mam już zajęte przez inne imprezy za granicą.

W Polsce muzyka hardstyle staje się coraz bardziej popularna. Mimo iż ma swoje grono stałych odbiorców, nie jest ich aż tylu, ilu jest w Holandii. W jaki sposób przekonałbyś kogoś niezwiązanego z muzyką hardstyle do zainteresowania się nią?

Na samym początku trzeba zadać sobie pytanie, czy da się zachęcić kogoś do jakiejś muzyki. Z muzyką jest tak, że albo się ją czuje, albo nie. Jeśli ludzie mają ukierunkowane gusta na dane style to oczywiście – z ciekawości mogą czegoś posłuchać, ale na pewno nie zostaną wiernymi fanami. To musi strzelić, zadziałać od pierwszych sekund. Tak było ze mną i z moimi znajomymi, którzy słuchają Hardstyle.
Najważniejsze jest to, by być otwartym na muzykę, być otwartym na elektronikę, disco polo, rap, country, muzykę klasyczną… To jest ważne. Trzeba eksplorować, bawić się tym bo każdy gatunek ma w sobie to coś. Z ludźmi niestety jest taki problem, że generalizują czy zamykają się na dane gatunki, nawet te elektroniczne, ale sami zapomnieli, że ich gatunek może wywodzić się właśnie z tego, którego aż tak nienawidzą. Dlatego zachęcam do odsłuchania mojego albumu – może się spodoba osobie, która nigdy z Hardem nie miała styczności.

Rozmawiał Marcin Gappa