Spotify Top 100

Nie spodziewaliśmy się, że majówka w roku 2020 będzie wyglądać tak, jak wyglądała. Jeszcze przed pandemią zapewne wielu planowało (przynajmniej wstępnie) jakieś wyjazdy, spotkania i inne rzeczy, które robi się podczas tego – jak mawiał Lotek – pięciodniowego Sylwestra. Niestety – jak było, każdy wie, i dlatego wszyscy musieliśmy sobie jakoś inaczej umilić czas podczas pierwszego lockdownu.

Nas to wszystko dotknęło szczególnie wraz z brakiem festiwali, koncertów i innych imprez, straciliśmy nasze główne paliwo jako medium informujące. Na całe szczęście dość szybko pojawiły się pewne pomysły, jak zastąpić te braki. Zaczęliśmy od Drop Challenge, które – co tu dużo mówić – zrobiło ogromne poruszenie w naszej muzycznej niszy. Wszyscy jednak wciąż siedzieliśmy w domach, co – siłą rzeczy – powodowało, że sama seria cotygodniowych filmów na YouTube to za mało.

Skąd my to wzięliśmy?

Idea zrealizowania wirtualnego festiwalu zakiełkowała naszemu rednaczowi w głowie jakąś godzinę po wypuszczeniu pierwszego odcinka Drop Challenge. Pomysł ten spotkał się z entuzjazmem reszty ekipy, jednakże wszyscy podeszliśmy do niego naprawdę luźno, bez większego parcia. Wszak mieliśmy właśnie na głowie inny, zupełnie nowy i wymagający uwagi projekt. Ogólnie rzecz ujmując był to szalony czas, w którym panowały realia, do których dopiero musieliśmy się przyzwyczaić. To jest już jednak temat na inną pogadankę.

W każdym razie, mimo wcześniej wspomnianego luzu, do działania ruszyliśmy już dzień później. Pierwszy kontakt, który został w tym temacie użyty, to team Polish Hexagonians. W ostatecznym rozrachunku ruch ten był trafiony – dzięki ich działaniom w lineupie pojawił się Mo Falk.

Impuls przyszedł z Rawicza

Później tempo było zdecydowanie wolniejsze i do sprawy wróciliśmy kilka tygodni później. Punktem przełomowym w całej sprawie był pomysł Karola z duetu TWISTERZ dotyczący… zrealizowania livestreamu. Miało to miejsce 20 kwietnia, a już dzień później byliśmy już dogadani na całodniowy takeover labelu FRKNTN w ramach naszego eventu. Właśnie wtedy ustalona została ostateczna forma festiwalu – a więc trzy dni transmisji od późnego popołudnia do samej nocy.

Wujaszek i ekipa naprawdę szybko uwinęli się, jeśli chodzi o ustalenie lineup’u – 22 kwietnia mieliśmy już zdecydowaną większość niedzielnego składu, a w kolejnych dniach dołączyły dodatkowe nazwiska. Mniej więcej w tym samym momencie nasza część pracy została dopięta – w ekspresowym tempie ogarnęliśmy bowiem skład na pozostałe dwa dni. Z pewnością pomogło nam w tym to, że z racji Drop Challenge byliśmy w dość bliskim kontakcie z dużą częścią polskich DJów i producentów. Bardzo ważnym aspektem był również naprawdę zgrany team.

Od pomysłu do realizacji minął około tydzień. W tym krótkim czasie pełni zapału i emocji skleciliśmy pierwszy event. To ten moment tekstu, gdzie jestem zobowiązany podziękować całej ekipie, za to, że stanowimy zespół, który może zrobić bardzo wiele – sprawnie, z iskrami, ale w zawsze zdrowej atmosferze. Dzięki takim przedsięwzięciom zacieśniliśmy też nasze relacje prywatne, co jest niebywałym plusem dla całokształtu – oby taki stan pozostał jak najdłużej! Muszę również podziękować wszystkim znajomym i przyjaciołom z poza portalu – za pomoc i zaangażowanie pro bono. Bez was wyglądałoby to o wiele inaczej!

Kamil Kulczycki

Pierwsza edycja Shining Beats Festival była również momentem, w którym do naszego teamu oficjalnie dołączyła Julka – nasza nadworna pani grafik. Mimo, iż już wcześniej działaliśmy z nią przy okazji Polish DJs Chart czy Drop Challenge, to projekt festiwalu online bez dwóch zdań można nazwać skokiem na głęboką wodę.

Po tylu latach obcowania w jakimś stopniu z grafiką i z zamiłowaniem do muzyki wszelkiej maści (choć ostatnimi latami z EDMem na czele) spełniłam w końcu swoje marzenie. Tak, zawsze chciałam i nadal chcę pracować przy festiwalach. Odpowiedzialność, emocje, nieprzespane noce, kulisy, ciekawostki, fuckupy, deadline i inne angielskie słówka rodem od Julek z Twittera (hehe). Kontakt z ludźmi, których od lat słuchasz. Rok temu jedziesz specjalnie na ich set, a teraz masz możliwość rozmawiać z nimi przy organizacji wspólnego wydarzenia. Wręcz nierealne. Takie emocje ładują moje baterie i motywują do dalszego działania jak nic innego.

Julia Oziemczuk

Było gorąco

Jako, że w kontekście pomysłu i rozmachu byliśmy na polskiej scenie niemalże pionierami, to pojawiły się też spore oczekiwania i hype ze strony polskich fanów EDM. Na barkach naszych – a więc osób de facto bez doświadczenia w takich zabawach – było dostarczenie całości w odpowiedniej jakości bez żadnych fuckupów. Nerwy i stres to kolejne towarzyszące temu uczucia, które ostatecznie nie okazały się tak złe, jak mogłoby się wydawać.

Myślicie, że tych wspomnianych fuckupów nie było? A skądże! Już pierwszego dnia mieliśmy przez jakiś czas nie lada problemy z internetem, co nieco bardziej wprawni widzowie mogli zauważyć. Nie był to jednak jedyny nasz problem, z którym musieliśmy się uporać 1 maja.

Jednym z głównych artystów pierwszego dnia był Sagan, który nagrał swojego seta bardzo późno, naginając nasze i tak dość napięte deadline’y. Ukraińcowi w dowiezieniu materiału nie pomagała także prędkość renderowania materiału oraz przesyłania go mailem – przez to nagranie otrzymaliśmy dosłownie na kilka godzin przed emisją. Mieliśmy już nawet na wszelki wypadek dogadaną zmianę timetable – w miejsce Sagana miał wskoczyć Tom Budin. Na szczęście temat udało się doprowadzić do szczęśliwego zakończenia – tym samym obyło się bez zmian w rozkładzie jazdy. Jak się okazało, zdecydowanie było na co czekać – Ukrainiec, zarówno pod względem realizacyjnym, jak i muzycznym, stał się czarnym koniem pierwszego dnia transmisji.

Ze statystycznego punktu widzenia największy ruch spowodowały sety z niedzieli – co pokazuje, że audytorium FRKNTN jest naprawdę liczne. Bardzo dobrze oglądali się także Guy Arthur i LOUD ABOUT US, a także Skytech, Roobs oraz Bounce Inc. Spośród zagranicznych gości największe uznanie zyskali Mo Falk oraz wcześniej wspomniany Sagan.

Na specjalne życzenie widzów

Jednym z najchętniej oglądanych setów była również bonusowa runda z duetem DJ Kuba & Neitan. Tak naprawdę pomysł zrealizowania czegoś takiego wpadł nam do głowy podczas sobotniej transmisji. Nie będziemy kryć tego, że motywacją do takiego kroku były także internetowe komentarze. Niektórzy widzowie zastanawiali się bowiem, dlaczego Neitanów na naszym evencie nie ma.

Parę wymienionych wiadomości wystarczyło, aby ten pomysł wcielić w życie – chłopaki byli chętni i wywiązali się w dobrej formie z tego, o co ich poprosiliśmy. Podczas drugiej edycji nie popełniliśmy już tego błędu, co przy pierwszej – od Kuby i Adriana de facto rozpoczynaliśmy układanie składu.

W każdym razie – prace nad eventem zmieściliśmy w 1,5 tygodnia, zaś sam lineup został dopięty niemalże w całości w ciągu dosłownie paru dni. Jak się chce, a okoliczności sprzyjają, to się da.

Jak to brzmiało?

A jakie wrażenia z setów mieliśmy my? Głos pozostawiamy naszej specjalistce od grafiki.

Jak już jesteśmy przy występach, to z miłą chęcią wspomnę o ulubionych setach. Niektórzy czytelnicy mogli zwrócić uwagę, że ciągnie mnie do mocniejszych klimatów. Dlatego też najczęściej wracam do występu Sagana. To było ogromne zaskoczenie, biorąc również pod uwagę to, że wcześniej jego alias kojarzyłam głowie z Future House rodem z Hexagonu. A ja jakąś miłośniczką tego labelu nie jestem. Tutaj jednak mogę powiedzieć, że SBF udowodnił mi, że artyści tam wydający mają talent. O tym też świadczy występ Mo Falka.

Wracając jednak do Sagana. Do tego wszystkiego realizacja wideo, która momentami przypominała mi wirtualne wydarzenia od Insomniac. Miód na moje uszy i oczy. Od tego dnia zaczęłam aktywnie śledzić naszego sąsiada z Ukrainy i wcale nie żałuje. Ze względu na klimat równie miło wspominam sety od P.A.F.F.a, Clarxa, Toma Budina czy duetu Godamn. Mave powrócił do złotych czasów progressive house, przez co miałam ciary. W pamięci również zapadł mi legendarny słowiański występ Guy Arthura w b2b z Loud About Us! czy hardowe szaleństwo Madda.

W temacie takeoveru FRKNTN – słowa uznania lecą do Ardo za mega klimatycznego seta, I.GOT.U za swoje szaleństwo i Mesziego, przez którego nikt nie chciał schodzić z domowego parkietu podczas finału festiwalu.

To było coś!

Podsumowując – organizacja Shining Beats Festival z pewnością była ciekawym przeżyciem, swoistą namiastką tego, co czują twórcy prawdziwych festiwali. W każdym razie – ubiegłoroczna majówka była parszywa, ale przecież nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. I pierwszy SBF był tego niezbitym dowodem.

Te – dla was – trzy dni, a dla redakcji około dwa tygodnie były pięknym czasem. Do tej pory majówkę 2020 wspominamy z uśmiechem na twarzy. Dziękujemy za to wszystko przede wszystkim wam – naszym czytelnikom, śledzącym działania Shining Beats. To właśnie dla Was to wszystko zorganizowaliśmy. Słowa uznania także dla artystów, ich managementów, współpracujących z nami mediów, klubów, festiwali i innych organizacji. Dziękujemy, że mogliśmy to wspólnie zrobić!


tekst przygotowali: Julia Oziemczuk, Kamil Kulczycki, Krzysiek Brodowski i Patryk Wojtanowicz

Spotify Top 100