kontakt

O Diplo można mówić wiele, ale z pewnością nie można zarzucić mu trzymania się jednego stylu. Na scenie zadebiutował w 2004 roku z instrumentalno-hiphopowym albumem pt. “Florida”, dopiero później kierując swoją karierę na tory EDM. Przez te prawie 20 lat, działał w przeróżnych grupach – Jack U, Major Lazer, Silk Sonic oraz LSD, z każdym odnosząc niemały sukces. Ostatnie solowe wydania “Thomas Wesley” i “MMXX” były z kolei wyprawami w jeszcze szersze, niespodziewane terytoria, a mianowicie… country i ambient. Teraz natomiast przyszedł czas na kolejny, bardziej konkretny album zatytułowany po prostu… “Diplo”. Co tym razem zaserwował nam amerykański producent?

House z gwiazdami R&B

Ostatnie wydania wskazywały, że obecna faza Diplo to przede wszystkim muzyka house. Album otwiera wpadający w ucho, wciąż świeży singiel z Miguelem pt. “Don’t Forget My Love”. Lekkie klimaty są kontynuowane przez “High Rise” we współpracy z Amtraciem oraz inną znaną postacią R&B – Leonem Bridges. Podobnie “Your Eyes” – tropical house’owa produkcja z wokalistą RY X. Następne dwa utwory to znane już “One By One”, w którym Diplo (a także andhim oraz Elderbrook) wziął na warsztat brzmienie Afro House, oraz klasycznie brzmiące “Promises”.

Są mocniejsze momenty

Album przechodzi na wyższy poziom energii wraz z szóstym utworem “Right 2 Left”. Jest to kolaboracja z producentem Mele oraz raperem Busta Rhymes. Znany Diplo i fanom EDM z kawałka “C’mon”, dobrze wpasował się w tribal house’owy bit. “Humble” to kolejne połączenie z rapeme, konkretnie Lil Yachtym na tle pełnego basu instrumentalu. Kolejnym z rzędu bangerem jest dobrze znane “On My Mind”, które niedawno było internetowym viralem, chociaż oficjalnie wyszło… jeszcze przed pandemią.

Klimatyczne zakończenie

Pod koniec album wraca do bardziej klimatycznych brzmień, jak chociażby “Let You Go” z wschodzącą DJką o aliasie TSHA. Choć “Forget About Me” zostało wydane jako singiel, to na albumie pojawia się w innej, tzw. “nocnej” wersji. “Make You Happy” to znów melodyjne klimaty z alternatywnym zespołem WhoMadeWho, mocno przypominające twórczość Rufus Du Sol. Znajdziemy jeszcze utrzymaną w podobnych brzmieniach kolaborację z Seth Trexlorem, a całość zamyka inny udany singiel, czyli “Looking For Me”.

Choć “Diplo” nie jest przełomowym albumem, po którym można zbierać szczękę z podłogi, to jest to naprawdę przyjemny odsłuch. Duża w tym zasługa gości, zarówno innych producentów jak i świetnych wokalistów, których łącznie jest ponad 20. Trzeba natomiast oddać, że tak bogate zestawienie świetnie się ze sobą zgrało, nie sprawiając wrażenia przesytu, a płynnie wpasowując się w klimat albumu.

Nasza ocena: 8/10

kontakt