kontakt

The Chainsmokers to jeden z tych duetów który możemy zaliczyć do worka z napisem “hate me or love me”. Od wybuchu ich kariery dzięki viralowemu “Selfie”, po zmianę stylu z mainstage’owego EDMu na future bassowy klimat 0 i co za tym idzie zaangażowanie wokalne Drew 0 przerodziło się w powstanie ich największego i zarazem najbardziej hejtowanego hitu“Closer”. Od tego czasu słuchacze zdążyli przywyknąć do kierunku jaki obrali nowojorczycy (oczywiście w kontekście wydawanych produkcji, gdyż ten kto był na kiedyś na ich secie, wie jak potężnie grają…).

13 maja, po 3 latach ciszy wydawniczej, panowie wypuścili swój czwarty solowy krążek zatytułowany “So Far So Good”. Odpowiemy sobie na zajebiście ważne pytanie – czy warto było czekać na ich powrót?

Miałko i generycznie

28 stycznia dostaliśmy pierwszy singiel promujący album, zatytułowany “High”. Swoim brzemieniem przypomina coś w rodzaju soft punkowej wersji kapel pokroju Blink-182 (z którą TCS ma jeden wspólny numer) w połączeniu z nowoczesnym brzmieniem perkusji i synthów. Na pierwszy rzut oka może się wydawać to ciekawe, jednak “High” brzmi jak sklejenie do kupy brzmień z ich poprzednich albumów. W tym wszystkim jednak warto zwrócić uwagę na ciekawy koncept teledysku – zawsze jakiś pozytyw.

Jednak “iPad” przebił nijakością swojego poprzednika. Gdy w pierwszym przypadku można chłopaków pochwalić za próbę łączenia gatunków, tak w przypadku drugiego singla z “So Far So Good” jest po prostu ciężko. Czytający warstwę tekstową, w której Drew śpiewa że chciałby zacząć ze swoją partnerką wszystko od nowa nijak ma się do aranżacji Alexa, która równie dobrze mogłaby lecieć w galerii handlowej albo jakimś innym sklepie – sorry not sorry.

Bez większej promocji, chwilę przed wydaniem albumu pojawiło się “Riptide” – ostatni singiel promujący krążek. W moim odczuciu jest to najlepszy numer z tej całej trójki. Pomimo braku wyraźnego refrenu intro ma w sobie jakieś repeat value, dzięki któremu wpada w ucho i zachęca słuchacza do powrotu (przynajmniej taki miało mieć to chyba zamiar). Jednak znowu jest to nic, co by zaskoczyło stałych odbiorców ich muzyki.

No dobra, a co z resztą albumu?

Muszę przyznać, że z numerami niesinglowymi jest nieco lepiej. Żeby tak nie psioczyć na TCS, jest tu naprawdę parę dobrych numerów. Dla przykładu – “Maradona”. Dobrze słyszeć upbeatowy aranż, zahaczający o synthpop który pod koniec switchuje się w klimaty około future bassowe. Niespodziewałbym się też użycia sampla tak ekspresywnej postaci jak Fatman Scoop, którego wokalu duet użył na dropie w formie choppów.

Na uwagę przez ciekawą produkcje zasługują również takie kawałki jak: klimatyczne “If You’re Serious”, mocne “Testing”, który zaskakuję nagłą zmianą w momencie wejścia dropu, czy “Solo Mission” – które urzekło mnie swoim vocoderowym intrem. Swoją drogą – wy też słyszecie inspiracje starymi utworami Dona Diablo?

Reszta albumu to numery które można zaliczyć do kategorii “średnie zapychacze”. Tak mam w przypadku “I Hope You Change Your Mind” czy “In Too Deep”. Żeby nie było – lubię akustyczne wersje numerów, lecz w tym przypadku brzmi tak jakby panowie zrobili sobie pilotażową wersję pod aranż, stwierdzając w pewnym momencie, że w sumie to wolą wyjechać w Bieszczady.

Co tam piszczy w credistach?

Warto wspomnieć, “So Far So Good” Chainsmokersów jest ich pierwszym albumem, na którym wokalnie nie udziela się nikt inny, prócz Drew. Jednak od strony produkcyjnej przy znacznej większości pojawia się taki pan, jak Ian Kirkpatrick. Dla tych którym to nazwisko nic nie mówi – ten producent odpowiada między innymi za największe hity Dui Lipy takiej jak “No Rules” i “Don’t Start Now”. Z jego usług korzystali również: Shakira, Lizzo, Charli XCX, Selena Gomez czy nawet… Britney Spears i Backstreet Boys. Szacun.

Niedaleko pada jabłko od jabłoni, bo swoje 3 grosze do powstania materiału dołożyła koleżanka Iana – Emily Warren, która również jest współtwórcą dwóch wyżej wymienionych numerów Dui. Emily na “So Far So Good” miała wkład w “Riptide”, “Maradonna”, “Solo Mission”, “Something Different”, “Channel 1” i “I Hope Change Your Mind”.

Wśród credistów pojawia się jeszcze jedna ciekawa osoba, którą jest Whethan. Amerykański DJ i producent, który ma na koncie soundtrack do “Fifty Shades Of Grey” (o zgrozo wspólnie z Duą Lipą) współprodukował “High”, “Testing” oraz “Channel 1”.

Jednym słowem – Dua Lipa songwriters team w akcji.

No ale tak w zasadzie, to o co mi chodzi?

To nie jest zły album, to muszę przyznać. Problemem jest ta wspominana przeze mnie miałkość i nijakość większości materiału. Są takie numery-ciekawostki jak “Maradonna” czy “Testing”, jednak to za mało żeby mówić w superlatywach o całokształcie. Bardzo ubolewam nad tym, że “Riptide”, który miało jakieś tam repeat value, przeszło trochę bokiem w porównaniu do “High” czy “IPad”.

Zanim mi ktoś wrzuci, że Chainsmokersi dawno skręcili w pop (nomen omen pisałem o tym na początku recenzji) i nie kumam tego brzmienia, to odsyłam do przesłuchania ich krążka z 2018 – “Sick Boy”. Jest on przede wszystkim mega spójny stylistycznie i przez cały krążek idzie odczuć totalną deprechę wymieszaną z wku*wieniem.

Myślę, że peak time chłopaków jest już dawno za nimi, a ten materiał i wyniki w serwisach streamingowych tylko pokazują, że ich ruchy będą skierowane pod stałych od lat odbiorców, niż pod pozyskanie nowego słuchacza.

Moja ocena: 5,5/10

kontakt