kontakt

Koronawirus wygrał z branżą koncertową w 2020 roku. Fani festiwali musieli przeżyć kilkanaście miesięcy zabawy podczas różnych wydarzeń. Wiele koncertów przełożono czy odwołano, a ludzie i organizatorzy zamrozili gigantyczne pieniądze. Pomimo tego, że od rozpoczęcia pandemii minął ponad rok, nadal nie wróciliśmy do pełnej normalności. W obecnym sezonie koncertowym nie uświadczymy festiwal z rozmachem, który ostatni raz widzieliśmy w 2019 roku. Organizatorzy jednak nie poddali się i przygotowali dla fanów wydarzenia w mniejszej formie. Open’er zdecydował się na serię koncertów, Audioriver postawił na kameralną imprezę w parku, a MDT, czyli firma stojąca za Sunrise zafundowała nam “inną stronę słońca”. Co się działo podczas pierwszego dnia The Other Side of The Sun? Jak wygląda w obecnych czasach powrót na festiwale?

Czwórgłos o mini-Sunrise

Na The Other Side Of The Sun zjawiliśmy się w czteroosobowym składzie – i w tym samym składzie skomentujemy i ocenimy to, co widzieliśmy na lotnisku w Podczelu. W tym celu tuż po powrocie z imprezy usiedliśmy przy stole i… zaczęliśmy rozmawiać. Pogawędka ta była rejestrowana, a jej obszerne fragmenty w formie pisanej znajdziecie poniżej.

Frekwencja

Patryk Wojtanowicz: Na teren imprezy przyszliśmy koło godziny 18 no i nie było takich tłumów, jak w roku 2019.
Kamil Kulczycki: To na pewno!
P: Dwa główne powody – po pierwsze mniejsza frekwencja, a po drugie – pierwsze sety zaczynały się o godzinie 20. Plus fakt, iż był to piątek, więc ludzie mogli być jeszcze w dojazdach. Spodziewam się tym samym lepszej frekwencji w sobotę w pierwszych godzinach eventu. Teren – zdecydowanie mniejszy niż w 2019 roku.
K: Ale jest to w zupełności zrozumiałe.

Strefa chillu i gastronomia

P: Jak to cenowo wyglądało?
K: Głównie ceny oscylowały w granicach 18-25 złotych. Ciekawą rzeczą były dodatkowo płatne sosy i dodatki do potraw (ogórki). Mimo lekkiego zdziwienia w ogólnym rozrachunku uważam to za plus – wybór pozostawiony został festiwalowiczom. Osobiście wybrałem grillowaną karkówkę, smak jak na bardzo szybkie jedzenie nie był zły, chleb był świeży, a ketchup ze średniej półki. Obsługa była miła, a strefa gastronomiczna pełna zieleni naprawdę była przyjemna.
Julia Oziemczuk: Nie no, ja jestem zadowolona. Ceny typowo festiwalowe i nie ma się czego czepiać.
P: W 2019 roku kupowałem zapieksę za chyba 17 złotych, ale była naprawdę sążna i się najadłem nią.
J: Ceny podobne do tych panujących w warszawskich klubach. Cola 10 złotych, normalka.
Marcin Gappa: Plusik zaznaczyłbym przy akcji promocyjnej Red Bulla, który na wejściu rozdawał swoje napoje każdej osobie.
K: Cholernie podoba mi się, że strefy gastronomiczne są oddzielone od scen i przy samych scenach nie było barów. Trzeba było wyjść na tę główną “uliczkę”, która zresztą wyglądała o wiele lepiej niż dwa lata temu.
J: Tu nadmienię, że bramki były w tej kontenerowej “bramie”, a teraz były zdecydowanie bliżej kas.
P: Masz przy tej alejce różne atrakcje gastronomiczne, fajna strefa chillowa tam była – wysypany piasek a na nim leżaczki.
J: Leżaczki z piaskiem były podczas ubiegłej edycji, ale były schowane przy którejś ze stref. Tutaj zrobili to bardzo fajnie…
P: I było ich więcej!
M: One na Sun City były, ale były też przy strefie DPD czy coś takiego…
J: Tak, przy strefie DPD, dokładnie!
P: To nie wszystko, bo była również strefa taka jakby “oazowa”. Tu trawniczek, tutaj drzewka…
M: Przede wszystkim można było sobie swobodnie pogadać i muzyka po prostu nie przeszkadzała.
K: Chciałbym tu powiedzieć, że w końcu zrobiono to po bożemu. Była trawa, światełka rozwieszone na drzewach – wszędzie tam było przyjemnie i zielono.
P: Taka atmosfera garden party?
K: Tak! I to byłoby super, gdyby takich miejsc było na festiwalu jeszcze więcej. Takie strefy były już na innych festiwalach i super, że pomysł zawitał także na Sunrise.
J: Ja widziałam to na Orange Warsaw Festival 2018 i super, że zaadoptowano to tutaj – brakowało czegoś takiego.
P: Kolejna kwestia – akustyka. Nie zauważyłem, żeby się dźwięki z jednej sceny przebijały na drugą.
K: Bardzo przyjemnie. Co prawda stojąc przy wejściu na parkiet, przy kontenerach, usłyszeć dźwięki z drugiej sceny – szczególnie w cichszych momentach imprezy…
P: Ale tego nie unikniesz!
K: To prawda. Ale obecnie znajdujemy się również na osiedlu Podczele i wychodząc po 3 w nocy z samochodu pod mieszkaniem niemalże nie słyszymy muzyki. Nie wiem, o co mieszkańcy mogą mieć pretensje, nie rozumiem, o co im chodzi.
P: Jest jeszcze jeden istotny niuans. Sun Stage była bardzo dobrze osłonięta z perspektywy strefy gastronomicznej dzięki wielkiej kupie ziemi. Dzięki temu jest właśnie ciszej. I to jest fajne miejsce, żeby sobie porozmawiać – w 2019 było z tym różnie, i mam nadzieję, że będzie podobnie w formacie z sześcioma scenami.
K: Oby były takie miejsca! Mocno się pod tym podpisuję. Rozmawialiśmy z Julką na leżaczkach o tym, i świetnie że jest tam chill.
P: Z kwestii wizualnych – są już zaaranżowane bramy wejściowe pod sceny. Szkoda tylko, że nie zostały pod względem nomenklatury zaaranżowane pod ten rok – aczkolwiek rozumiem, że to już są przygotowania pod edycję 2022.

Sceny

P: Odnośnie scen… Powiem tak – Sun Stage to było pod względem konstrukcji wyczekiwane od 9 lat UMF Poland. Ale nie określam tego jakoś negatywnie, ta scena była bardzo przyjemna.
K: Nawet się miło zaskoczyłem, kiedy zauważyłem, że paski LEDowe były zamontowane także na obramowaniu sceny. Elementem ważnym do poruszenia jest też pomysł, którego nigdy wcześniej jeszcze nie widziałem – mianowicie LEDy na głośnikach.
P: Bardzo fajna była też praca kamery skierowanej na publikę i wyświetlanie obrazu z tejże na scenie w czasie rzeczywistym.
K: Już było coś takiego na Silver Stage dwa lata temu… Na pewno DJe byli na bieżąco wkomponowani w wizualki…
P: Na Red Stage też!
K: To znaczy Silver mi najbardziej zapadł w pamięć, ponieważ to zostało zrobione tam na najwyższym możliwym poziomie.
P: Wracając – myślałem, widząc zdjęcia w czwartkowy wieczór, że ta scena będzie mniejsza – ale na żywo robiła ona wrażenie. A co do sceny Moon – oczywiście maski nie mogło zabraknąć!
K: Scena dość surowa, techniczna – mi się skojarzyła dość z tymi dość prostymi, ale efektownymi konstrukcjami na koncertach Borisa Brejchy w Polsce.
P: A pamiętasz Dark Stage z 2018?
M: To także była taka surowizna…
P: Ona była bardzo surowa, ale to właśnie dodawało charakteru. Ale zostańmy przy 2021 – podobały Wam się sceny?
J: Mi ta główna bardzo mi się podobała i zrobiła na mnie mega wrażenie…
M: Mi się obie podobały!
K: Tak, ja oceniam pozytywnie.
J: …a ta druga – duży potencjał, ale oczekiwałam nieco więcej.
M: Druga miała taki fajny klimat – nie zawsze musi być jakaś duża konstrukcja, może być jakaś mała i zgrabna…
P: Dużą robotę zrobił na tej masce mapping.
J: Ale przez to, że ta maska była jakby z tyłu, za kontenerami stojącymi obok, to żeby ten mapping odpowiednio zauważyć, to trzeba było stać na wprost sceny albo w pierwszych rzędach.
P: Tylko wtedy scena musiałaby być inaczej skonstruowana…
M: Jeden zarzut do mniejszej sceny. DJ Booth był usytuowany za nisko.
K: Natomiast fajną rzeczą były elementy sceny wystające aż nad publikę.
P: W tym roku sceny naprawdę mi się podobały. Dostaliśmy konstrukcje rodem z pełnoprawnego festiwalu na edycji zastępczej.
J: Mi się podobało wprowadzenie LEDowych słupków w dalszej części sceny. Jednak nie na wszystkich setach były one wykorzystywane.
K: Szkoda, że Moon Stage miała tak ograniczony teren, jednakże rozumiem że to ze względów wizualnych, aby ścisnąć ludzi, aby na zdjęciach widok gęstego tłumu cieszył oko.
P: Chociaż w sumie trochę osób się tam zmieściło…
M: Osobiście nie odczuwałem braku miejsca.

James Hype – o secie

J: Pokrętnie zacznę od Juliana Jordana – w mojej opinii fajnego seta zagrał.
P: Ja byłem na końcówce tego seta, bo przez większość jego występu byłem na secie Jamesa Hype’a.
M: A na końcówce jego seta byłeś?
P: Na końcówce seta Hype’a nie…
M: Na końcówce były pustki – jak już Kris zaczął grać.
P: W każdym razie byłem na jego secie i było bardzo ciekawie, aczkolwiek to rozrywka dla tych, którzy nie znają jego setów. Jeśli oglądałeś jego sety na YouTube, to wiesz czego się po nim spodziewać. Oczywiście zobaczenie tego live jest bardzo fajną rzeczą…
J: Szczególnie z bliska!
P: …zgadzam się – ale wydaje mi się, że jest to taka rzecz na raz na jakiś czas. Możesz na jego kolejny set się wybrać, dajmy na to, za 2-3 lata, kiedy poszerzy swój repertuar – bo tutaj pojawiały się te patenty, które widzieliśmy nawet w tych video z 2019 roku. Niemniej masz rację – zobaczyć djską topkę w akcji to naprawdę fajna sprawa. To, jeśli chodzi o Jamesa Hype’a.

Julian Jordan – o secie

P: Jeśli chodzi o Juliana Jordana – wy zapewne byliście na jego secie dłużej, ale ja byłem przez ostatnie kilkanaście minut i tam było naprawdę solidnie. To była najmocniejsza część całego piątku! Hardy, psaje…
K: Ja byłem przez 50 minut i byłem zachwycony! Był rozp****ol, wszystko się kleiło kupy, mashupy były bardzo trafne, cały czas poziom energii był utrzymywany, ludzie napierdzielali srogo i wiesz – nie było momentu takiego zastoju, że Julian puścił jakiś luźniejszy track i ludzie sobie odpoczywali. Był kosmos!

Jay Hardway – o secie

J: Jay Hardway, który grał, jakbyś wziął czyjąś playlistę, gdzie są wszystkie gatunki elektroniki i odpalił na shuffle…
P: A mi się podobało! Było w tym występie trochę takiego bigroom’owego sznytu, którego obecnie próżno szukać.
K: Mi się buźka ucieszyła na “Wizard”.
P: Oj tak! Albo, jak usłyszałem “Spotless”, kolejny collab z Garrixem. Fajnie było to usłyszeć.
J: Znaczy mi się podobała selekcja, ale nie do końca siedziało mi ułożenie tracków w secie.
K: Za bardzo przeskakiwał między gatunkami bez ładu i składu. Tak jakby grał tracki, które mu się nawiną.
P: Czyli tak jakby przyjechał i zaczął grać spontanicznie? Ponieważ, przyjmijmy, mało kto będzie robić setlistę na cały sezon, bo w tym sezonie będzie ze względów oczywistych niewiele występów, dlatego może sobie pozwolić na więcej spontaniczności albo na podejście do tematu po łebkach.
K: Po prostu mieszał czarne z białym, w mojej opinii niepotrzebnie.
J: Ale to jest też kwestia gustu, na pewno były takie osoby, którym to się podobało.

La Fuente – o secie

P: W międzyczasie, jak był Jay Hardway, na drugiej scenie był La Fuente. Oj, podoba mi się jego styl!
K: La Fuente to jest chory po**b, on się chyba wychowywał w Choroszczy i ogólnie bardzo polecam.
P: Naprawdę – gość ma styl jak mało który na scenie. Jeśli chodzi o styl bycia, o przewózkę, o to też, jakie sety gra i jak się z nich cieszy!
K: W ramach ciekawostki – on nie bawił się w loty, tylko przyjechał do Podczela z Holandii swoim samochodem.
P: To gdzieś tam znaczy, że gościowi się chce. On nie występował zbyt dużo w tym roku…
K: Jemu się bardzo chciało!
P: La Fuente, dla mnie, top dnia!
J: Dla mnie z kolei Julian Jordan z neeValdem.

DJ Kuba & Neitan – o secie

P: Są jeszcze DJ Kuba & Neitan i Kris z Matysem. Byliśmy dosłownie na ich setach chwil parę, ponieważ ulotniliśmy się o godzinie 3 w nocy. Kwestia taka – mieliśmy ciężki dzień i byliśmy dość zmęczeni, a drugi dzień imprezy przecież będzie mieć jeszcze miejsce.
J: Ale Neitani zapowiadali się jak zawsze. Pewnie podobne klimaty, jak byłam miesiąc temu na Warszawie Głównej.
P: Oni mają swój specyficzny styl.
M: Może inaczej. Pamiętam jak oni w Trzciance kiedyś było – oni mogą zakończyć hardami.
P: Nie zdziwiłbym się.
M: Oni hardy grają na końcu.
P: Oni grali hardy na Sunrise dwa lata temu.
K: Ale oni wtedy też grali dwie i pół godziny.
P: No tak…
M: A teraz zamykają.
P: To co słyszeliśmy, to to byli typowi Neitani tak naprawdę. I tu nie mówię, ze to jest złe – oni mają swój styl. Taki trochę imprezowy, klubowy taki.
J: A ja – nie w obraźliwy sposób, bo Vegasów nie lubię, ale usłyszałam, przeczytałam, że DJ Kuba & Neitan to tacy polscy Vegasi i pod względem stopnia, w jakim porywają publikę kompletnie się z tym zgadzam. Są duetem, który jest u nas fenomenem i chłopaki robią dobrą robotę.
P: Robią show.
K: Ich styl, tego takiego bass house jak to można nazwać jest jakby takim mocno klubowym slap housem, bo cholernie nadaje się do samochodu.
J: Trochę tak. Ale oni akurat grają dużo popowych klasyków.
P: No tak. Ale Boris Brejcha też nadaje się do auta. Czyli to jest slap house dla fanów techno?
J: Slap techno.
P: <śmiech>
M: W sumie…
K: Nawiązuję tutaj do tych mocnych perkusji, które też mają miejsce w slapie. I odpowiedni subik wszędzie. No przy Borisie nie ma czegoś takiego.
P: No nie. Ale też dobrze idzie w samochodzie.
K: Tak, natomiast dobrze też idzie w aucie ze względów innych, ma po prostu ten drive. A nie napi****la jak trzeba.
P: Ale słuchaj. Jak utwór napi****la jak trzeba, to też jest dobre. Ale wracając do stylu grania Neitanów. Jest ten ich typowy vibe, bass house i jakieś mashupy z jakimiś popowymi, rapowymi utworami, które dobrze się sprzedadzą w takimi klubie. To jest spoko rzecz i dobrze, że jest coś takiego na rynku. Zresztą widać to po tym, że to jest jeden z topowych aliasów na naszej scenie, w naszym kraju.

Kris b2b Matys – o secie

P: Kris i Matys zaczęli od takich właśnie fajnych zamulaczy, typu ARTBAT i podobne. Potem wjechał singiel Krisa, który został wydany w SNRS Label. Natomiast później już rzeczy dla starej gwardii. Gdzieś słyszeliśmy, jeszcze jak jechaliśmy do naszego mieszkania, słyszeliśmy w radiu, bo była transmisja, że wjeżdżały już klimaty dla stałych bywalców pierwszego rzędu.
K: Warto też zaznaczyć fakt, że flaming dotarł na scenę.
P: Tak tak. Ale też było pełno dmuchanych flamingów pod sceną. To jest swego rodzaju fenomen.
K: I wiecie co muszę przyznać? Że bardzo, bardzo rzuciło mi się w oczy to, ile osób ma merch Matysa – oryginalny głównie, ale też samoróbki.
P: To jest jakiś movement, jakby nie patrzeć.
K: Tak jakby widzę ogromny kontrast między tym, co było wcześniej, bo było, zdarzało się, a między tym, jak dużo było tego teraz.
P: Czyli jesteś w stanie pokusić się o stwierdzenie, że DJ Matys jest największym zwycięzcą pandemii na polskiej scenie?
K: Czy największy to nie wiem, ale na pewno jego jest wygranko.
P: A kto według Ciebie wygrał, skoro jesteśmy przy tym?
K: Kto wygrał to nie wiem, ale kto mógłby z nim konkurować i co by to było można poddać analizie to… Nie wiem kto mi przychodzi na myśl. No Matys rzeczywiście może mieć wygranko.
P: Reasumując – myślę, że poziom był wysoki.
K: Poziom był wysoki. To na pewno!

O konkretnych utworach i o pozostałych setach

K: Krótko byłem na secie neeValda, ale bazując na tym, co usłyszałem, uważam że zagrał zajebiście.
J: Ja byłam na początku i na końcu seta, po 15-20 minut.
P: A ja byłem dosłownie na końcówkę występu, ostatnie kilka minut… Autentycznie, spodobał mi się ostatni track w secie – to był bodaj jakiś remix “Faxing Berlin” deadmau5’a. Serio, super zamknięcie seta. Nie wiem, jak tam było wcześniej, ale neeVald raczej nie jest osobą, która zawodzi.
K: A propos house’ów – Bartes rozj***ł totalnie na początku, ale w dalszej części występu było już bardziej surowo. A co do Emdiego – fajnie pograł.
J: Lepiej niż na Housepitalu, to na pewno.
K: Fajnie, wałki były.
P: No dobrze zagrał i serio też dużo publiczności, bo później rozmawiałem z Robertem i pokazywałem mu nagrania z naszego streama i dużo osób było.

K: A propos myszy. To standardowo, jak co każdą edycję, Dirty Rush & Gregor S zaczęli od rzeczy mau5trapowych.
M i P: Ogólnie to zrobiło klimacik.
P: To był specyficzny set na mainstage. Nie uważacie?
K: Prawda. Ale potem, po pierwszej półgodzinie, bo mieli półtoragodzinny slot, zaczęli oni wchodzić w mainstream.
P: Na pewno oni mają dość ciekawe podejście…
K: Początki mają bardzo fajne!
P: …to takie, którego nie spodziewasz się po kimś, kto tworzy projekt, który robi radiowe utwory. Mówię o Audiosoulz.
K: Ja pamiętam dwa lata temu, że nawet “Strobe” się przewinęło.
P: Było coś. Początek i koniec seta był bardzo fajny.
K: Oni robią to jak trzeba.

J: No i oczywiście – Swedish House Mafia poleciała praktycznie w tym samym momencie na dwóch scenach, w dwóch setach.
P: Było coś takiego!
J: To były sety La Fuente i Jaya Hardawya.
P: Zdecydowanie wolałem to, co zagrał Jay Hardway.
K: O, jakie szanowanko, co Jordan zagrał – Calvin Harris & Rihanna “We Found Love”
P: O kurde!
J: To 2012?
P: 2011. To był wrzesień 2011.
J: O kurde.
K: Szkoda, że dropika oryginalnego nie było…
P: Jakby zagrał drop z “We Found Love”, to by skubany pokazał, że ma jaja.
J: Tak, ja uwielbiam Harrisa z tego okresu, te dwa albumy – “Motion” i “18 Months”. A wracając do utworów często granych to oczywiście “Love Tonight” od Shouse. W różnych remiksach, ja naliczyłam cztery.
P: O widzisz. Bardzo często był grany remiks Guetty. Oryginału nie słyszałem. Ale najzabawniejsze jest to, że James Hype był pierwszą osobą, która przez cały pierwszy dzień zagrała Losing It od Fishera. Ja to nawet wrzuciłem na redakcyjną korespondencję jako głosówkę. “Mamy 1:58 i pierwsze zagranie Losing It i trzeba to zapisać”. Ale się pozmieniało przez te trzy lata…
J: Ale ludzie mocno ruszyli do “Losing It”.
P: Powiem tak. Pewne rzeczy…
M: …się nie zmieniają.
P: To jest trochę taki brytolski vibe.
J: Ja tam lubię brytolstwo.
P. Ale też James Hype mówił, podczas seta, że to był jego pierwszy występ na żywo…
J: …od maja 2020 roku.
K: Jordan tak samo mówił.
J: Hardway na Instagramie wrzucił, że wraca na trasę.
K: Space Laces nawet grał Jordan, takie bardzo mocne brzmienie
P: O ku***!
K: No i wszystkie chyba trzy dropy. Ten artysta to jest marka.
P: Co do neeValda…
J: Bardzo fajny secik, bardzo klimatyczny. Podobał mi się bardziej od Bartesa, czego się nie spodziewałam. Bartes miał świetny początek, tak jak lubię, a później tak okej.
P: A sprecyzuj, jak lubisz?
J: Deep housiki.
P: Kto był tam na początku?
J: Paul D i Konrad S.
P: Odnośnie tych setów to ciężko się konkretnie wypowiedzieć. Bo to były sety zaczynające.
J: Mieliśmy inne rzeczy na głowie. I nie tylko.
P: Dokładnie.
J: Chyba chwilę na Paulu D byliśmy. I było spoko, nie było źle.
M: My byliśmy z Kamilem chwilę na Paulu D, i można jedno powiedzieć – to było live.
P: Tak! To było słychać, że to live set. Paul D miał tam jakieś konie, nie było ich za dużo, ale się pojawiły. Ale to jest dowód, że ten set był grany live. Ale czy to znaczy, że to był zły set? Skądże, było na poziomie!
K: Ja tam wszystkim życzę koni jak najwięcej. Tych mechanicznych!
P: Tak byczku!
M: To do La Fuente.
P: To z La Fuente się dogadasz!

Czekamy na drugi dzień!

Z perspektywy gościa impreza na pewno wygląda solidnie, lepiej niż na poprzedniej edycji. Jesteśmy ciekawi tego, co będzie na nas czekało dnia drugiego. Na Moon Stage zapanuje techno, a Sun Stage to mocniejsze klimaty, chociażby za sprawą Sikdope’a. Scena zostanie zamknięta trance’owym setem Johena Millera.




kontakt