To, co dzieje się w ostatnich dniach, doprowadza wiele osób do frustracji. Nie będę ukrywał, że również i mnie to wkurwia, gdyż można stwierdzić, że muzyka elektroniczna jest gorsza od innych popularnych gatunków w Polsce. W czym disco polo czy rap jest lepsze od house music? Dlaczego jedni mogą się bawić a inni nie? Na te pytania z pewnością nikt nam nie odpowie, bo branża klubowa jest systematycznie pomijana w jakichkolwiek działaniach.

Władza może

Pewnego wieczoru, nie mając za bardzo co robić, przewijałem kanały w telewizji sprawdzając, czy coś ciekawego leci. W pewnym momencie opadła mi szczęka trafiając na jeden z kanałów “publicznej” telewizji. Podczas gdy ten sam nadawca w programach powiedzmy że informacyjnych oraz rząd straszy koronawirusem, na TVP 2 leci na żywo koncert. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że na trybunach amfiteatru znajdowała się publiczność. Co lepsze, można było zobaczyć ludzi bawiących się w tłumie bez masek, nie zachowując dystansu społecznego. Nie inaczej było podczas kampanii czy wiecach wyborczych, które również miały miejsce w ostatnim czasie, i które z pewnością miały wpływ na obserwowane obecnie rekordy zachorowań. Jak widać, władza może wszystko – i to cały czas, bo takie koncerty odbywają się praktycznie co tydzień…

Inni bawią się w najlepsze

Podczas, gdy już praktycznie wszystkie polskie festiwale z muzyką elektroniczną odpuściły sobie 2020 rok, to co rusz można napotkać się na eventy z inną muzyką. Żeby nie było, nie zrozumcie mnie źle – nie mam nic przeciwko innym gatunkom. Nie rozumiem tylko jednego. Czemu imprezy z tego typu muzyką mogą odbywać się normalnie, a nasze wydarzenia są odwoływane. Idealnym przykładem jest to, co się wydarzyło w ostatnich dniach. W przyszły weekend miał się odbyć Euforia Festival. No właśnie – miał, bo organizatorzy nie dostali pozwolenia na organizację imprezy masowej. I to jeszcze jestem w stanie zrozumieć, tylko dlaczego onTune i ekipa zgody nie dostali, podczas gdy w oddalonym o 70 km Poznaniu w piątek odbył się Hip-Hop Festival – impreza, na której o social distancingu to chyba nikt nie słyszał? Czy to jest, kurwa, normalne?

Mamy dość

Widząc co się dzieje, nie dziwię się, że na różnych grupach zrzeszających fanów muzyki elektronicznej jest coraz większe oburzenie. I wcale się nie dziwię tym osobom, bo sam klnę na to wszystko. Czemu, do chuja, jednym się pozwala a innym nie? Albo wszyscy wracamy do normalności, albo nikt się nie bawi – tak być powinno. W takiej sytuacji nasuwa się pytanie. W czym muzyka elektroniczna jest gorsza do pozostałych twórców? Ludzie, którzy uwielbiają techno, trance, house czy hardstyle są jacyś inni? Są, parafrazując naczelnika państwa, drugiego sortu? Zdecydowanie nie. To są normalni ludzie, którzy chcą w weekend oderwać się od szarej rzeczywistości, bawiąc się przy swojej ulubionej muzyce.

Zaraz mi ktoś powie coś w stylu: no dobra, ale masz mniejsze wydarzenia czy imprezy “klubowe”. No i fajnie – tylko że mowa w tym wypadku o eventach, których lineup nie powala, wszak opiera się głównie na lokalnych DJach. Kluby też “działają” na pół gwizdka, na pograniczu prawa – bo wedle prawa powinny być wciąż zamknięte. Takie sytuacje mogą sprawić, że nasza, dotychczas coraz lepiej się rozwijająca scena, zrobi regres o kilka, jak nie kilkanaście lat.

Branża na skraju bankructwa

Chciałbym poruszyć jeszcze jeden wątek, bo w tym wszystkim jest ktoś poszkodowany znacznie bardziej, niż klubowicze. Cierpią również organizatorzy czy firmy, które odpowiadają za scenografię, nagłośnianie czy oświetlenie eventów. Jakiś czas temu rozmawiałem telefonicznie z jednym z organizatorów. Było to krótko po zezwoleniu na organizację imprez z większym udziałem publiczności. I wiecie co? Pozwolenie to jedno, a rzeczywistość to drugie. Postawiono takie warunki, że w większości przypadków z finansowego punktu widzenia nie opłaca się działać. Dezynfekcja, badanie temperatury czy wyznaczona powierzchnia dla jednej osoby sprawia, że na dużej hali mogłoby znajdować się 2-3 tysiące osób, podczas gdy w normalnie wejdzie spokojnie ponad 12 tys. Wpływy z biletów dużo mniejsze, a koszta organizacji wcale się nie zmniejszają.

Po dłuższej rozmowie padło jedno ważne stwierdzenie: rok 2020 jest już stracony i trzeba myśleć już o 2021, o ile sytuacja się unormuje. Jest też wiele firm powiązanych z branżą eventową, dla których przedłużający się lockdown oznacza spore kłopoty finansowe. Ten kryzys przetrwają tylko nieliczni i najsilniejsi. Inna sprawa to to, że nawet jeśli jakimś cudem obecny rząd pozwoli na powrót do działania, to nasza branża będzie wyglądać zupełnie inaczej, niż przed marcem…

Wszyscy jesteśmy równi?

Wszystko to, co się dzieje w ostatnich tygodniach i dniach, coraz bardziej bulwersuje. Podczas kampanii wyborczej mówiono, że koronawirus nie jest straszny, podczas gdy teraz notujemy rekordy zdiagnozowanych przypadków w naszym kraju. W tej sytuacji odwoływanie eventów wydaje się racjonalne – pozostaje jednak pytanie, dlaczego nie odwołuje się wszystkich. Czemu jedni mogą a jedni nie? Może i się powtarzam, ale wkurwia mnie ta cała sytuacja. Wszyscy jesteśmy równi, niezależnie od tego czego słuchamy, jakie mamy poglądy czy orientację seksualną. Każdy z nas jest człowiekiem, każdy z nas ma swoje zapotrzebowania, każdy z nas chce być wolny i bawić się na swój sposób. Na grupach w sieci wielu ludzi wyraża swoje zbulwersowanie i pisze o chęci protestu. I wiecie co? Wcale się nie zdziwię, jak za jakiś czas spotkamy się na ulicach Warszawy.