Ultrafarsa – czyli krótka historia UMF Poland

Co się stało, że UMF Poland nie doszedł do skutku? Czas przypomnieć sobie jedną z największych fars spośród polskich festiwali.

kontakt

Polska ma długą i bogatą historię robienia w wała uczestników elektronicznych festiwali. Mieliśmy sławny już Tropical Vibe, były też wydarzenia organizowane przez niejakiego Mundera, o których wielu fanów trance’u wciąż pamięta. Z pewnością jeszcze znalazłoby się parę przykładów imprez, które zamiast dobrych wrażeń pozostawiły niesmak – głównie z racji tego, ze się nie odbyły. Tak, jak chociażby UMF Poland – coś, co miało rzucić rękawicę Sunrise’owi, a okazało się potężnym flopem. Ale zacznijmy od początku.

Zapowiedzi były obiecujące

Pierwsze wzmianki o Ultra Music Festival wkraczającym do Polski obiegły sieć już w połowie stycznia 2012 roku. Wówczas jeszcze za wiele nie było wiadomo, ale fani muzyki elektronicznej nie potrzebowali wielu szczegółów, aby zacząć się ekscytować wizją tak światowego festiwalu w naszym kraju. I rację będzie miał każdy, który wspomni o ówczesnej obecności na naszym rynku Global Gathering (ostatnia polska edycja odbyła się w 2011 roku, na początku 2012 nie było informacji o zaprzestaniu projektu). Niemniej wówczas do głosu zaczęły dochodzić nowe, będące po dziś dzień wiodące na światowej scenie marki. Będący wręcz internetowym wiralem Tomorrowland oraz pochodzący prosto ze słonecznego Miami Ultra Music Festival jawiły się jako zupełnie nowa jakość festiwalu. Nie dziwiło więc podejście słuchaczy elektroniki do projektu UMFu w Polsce.

Temperatura poszła w górę przy pierwszych ogłoszeniach artystów. W połowie lutego organizatorzy zaprezentowali trzech headlinerów UMF Poland – a byli to Tiësto, Avicii i Carl Cox. Skład, któremu wówczas mógł równać się tylko Sunrise Festival, który szykował się na 10. edycję (na której zagrali Armin van Buuren i David Guetta). Zanosiło się więc na ostrą walkę o portfele festiwalowiczów.

Walka o portfele

Walka ta miała być tym bardziej zacięta, że UMF i Sunrise miały się odbyć w tym samym miesiącu. Zaledwie 6 dni po zakończeniu tego pierwszego wydarzenia, rozpocząć miało się to drugie. Dodatkowo ówczesna zamożność społeczeństwa sprawiała, że na zabawę i w Warszawie, i w Kołobrzegu mogło sobie pozwolić zdecydowanie mniej osób, niż teraz. Jak wobec tego prezentowały się ceny biletów?

Kołobrzeska impreza zapowiadała się jako ta w przeliczeniu tańsza. Wejściówki na Sunrise Festival kosztowały bowiem w pierwszej puli, w zależności od dnia, od 130 do 160 zł. W sumie bilety na wszystkie trzy dni właściwego festiwalu (czyli 21, 27 i 28 lipca) kosztowały 430 zł.

A jak na tym tle prezentowało się UMF Poland? Nienajgorzej, choć to też zależy, jak na to popatrzymy. Karnet dwudniowy z pierwszej puli kosztował 340 zł. Jeśli jednak doliczymy dodatkowe opłaty (za obsługę płatności oraz za wysyłkę), kwota ta stawała się o 100 zł wyższa. A to już robi różnicę.

Mieszane uczucia

W międzyczasie jednak ogłoszono, że osoby, które zakupiły na terenie Polski bilety w cenie 440 zł, otrzymają 50 zł do wykorzystania na samej imprezie. Kilka tygodni później został uruchomiony specjalny kod, dzięki któremu przez jakiś czas cena karnetu była obniżona o 20 procent. Ta kwota również miała zostać zwrócona dotychczasowym posiadaczom biletów w formie karty przedpłaconej.

Zamieszanie związane z biletami to jedno – zastanawiająca była także opieszałość organizatorów w materii ogłaszania artystów. Na dwa i pół miesiąca do festiwalu znaliśmy wszak tylko trzy nazwiska. Co prawda headlinerskie, ale wciąż – fajnie byłoby wiedzieć więcej. Na szczęście tuż po majówce podana została solidna, druga faza lineup’u. Na jej czele stali Steve Angello, Sebastian Ingrosso, Alesso, Afrojack Above & Beyond, Hardwell, Nicky Romero, Knife Party, Benny Benassi oraz Laidback Luke. Fani techno także dostali coś dla siebie – do Carla Coxa dołączyli wszak między innymi Adam Beyer, John Digweed, Richie Hawtin oraz Sven Väth. Lista naprawdę imponująca.

Na kolejne nazwiska czekaliśmy do samego końca maja – wówczas ogłoszono występ kultowej formacji Kraftwerk. Wtedy też w lineup’ie pojawili się Polacy – między innymi Pixel Cheese (czyli Tom Swoon), Arctic Moon, Indecent Noise, Bream oraz Blinders. Pozostałe nazwiska miały zostać zaprezentowane bliżej festiwalu.

Czerwone flagi

No właśnie, miały – pod koniec czerwca okazało się, że ogłoszone dotychczas nazwiska – a było ich mniej niż 50 – stanowią cały lineup wydarzenia. Pierwotne zapowiedzi o sześciu scenach i niemal 100 aliasach w składzie okazały się więc mrzonką.

To nie był zresztą jedyny red flag. W tym samym czasie jeden z polskich portali o muzyce klubowej, który prowadził także sprzedaż biletów na UMF Poland, ogłosił obniżkę ceny za karnet do… 245 zł. Dotychczasowi posiadacze biletów mieli prawo być wściekli, zaś cała reszta wiedziała już jedno – sprzedaż biletów najpewniej nie szła tak, jak planowano. Na domiar złego, na dwa tygodnie przed startem festiwalu próżno było szukać kogoś, kto otrzymał bilety. Dosłownie kilka dni później było już jasne, że te bilety w ogóle miały nie wyjść do nabywców.

Koniec mistrzostw

Mamy 4 lipca. Jeszcze przed obiadem na forach internetowych huczała już nieoficjalna informacja o odwołaniu UMF Poland. W międzyczasie okazało się, że pierwsi artyści (w tym Avicii) zaczęli usuwać ze swoich stron internetowych zapowiedź koncertu na torze wyścigów konnych na warszawskim Służewcu. Dodatkowo bileterie, takie jak Wlotki (spadkobiercą tego sklepu jest Biletomat) i Eventim zawiesiły sprzedaż wejściówek. Oficjalne bileterie zagraniczne (Electromunk i yummy.se) tego samego dnia zniknęły z internetu.

Dzień później w sieci pojawiło się oficjalne oświadczenie o odwołaniu imprezy. Jak czytamy w statemencie:

Lokalny promotor (SRO Festivals) nie był w stanie wywiązać się z pewnych niezbędnych zobowiązań ustalonych w kontrakcie, zasadniczych do udanej produkcji imprezy.

Co się stało, że się ze…psuło?

W skrócie – amerykańscy organizatorzy Ultra Music Festival sprzedali licencję na organizację europejskiej edycji wydarzenia szwedzkiemu podmiotowi, który okazał się – delikatnie mówiąc – daleki od wiarygodnego. Podmiotem tym była firma UMF Europe AB (druga jej nazwa to SRO Festivals). Była ona głównym udziałowcem zarejestrowanej w Polsce firmy UMF Poland. Według KRS kapitał zakładowy firmy wynosił 5 tysięcy złotych, zaś adres siedziby prowadził do… prywatnego mieszkania.

Było więc już pewne, że światowe gwiazdy EDM na Służewcu nie wystąpią. Co wobec tego z biletami? W najlepszej sytuacji byli ci, którzy kupili je poprzez polskie bileterie. Była możliwość zwrotu pieniędzy, ale można było także wymienić wejściówki na UMF Poland na bilety na Sunrise Festival.

Większy problem mieli ci, którzy kupili bilety poprzez stworzoną przez szwedzkich organizatorów platformę. Tym osobom pieniądze miała zwrócić firma UMF Poland. Na to jednak trudno było liczyć – wszak spółka matka (czyli SRO Festivals) zbankrutowała. O ile ci, którzy płacili kartami płatniczymi, mogli zwrócić się do banku o tzw. chargeback, o tyle osoby płacące za bilet zwykłym przelewem mogły liczyć co najwyżej na pozytywny efekt pozwu zbiorowego. Efekt, który nie nadszedł.

Przykre to…

W ten oto ponury sposób kończy się historia UMF Poland. W 2013 roku marka Ultra przeniosła się do chorwackiego Splitu, gdzie z sukcesami działa po dziś dzień. O tym brandzie przypomniano polskiej publice w tym roku – dzięki organizowanym przez oficjalnego partnera wydarzenia (Polska na Ultra) serii before parties przed Ultra Europe 2022.

Czy Ultra kiedykolwiek odbędzie się jeszcze w Polsce? Nie jest to wykluczone, ale też nie ma ku temu żadnych oficjalnych przesłanek. Niemniej jednak ewentualny promotor będzie mieć przed sobą niełatwe zadanie zatarcia niesmaku, który pozostał z roku 2012. W tym aspekcie co prawda pomógł czas, lecz w dalszym ciągu nie brakuje osób, które z powodu wydarzeń sprzed dekady mogą patrzeć „z byka” na ewentualny powrót Ultra do naszego kraju. Oby – mimo przykrych doświadczeń – ich było jak najmniej.

A, i na koniec – tak miał brzmieć hymn UMF Poland. Powiedzmy sobie wprost – mimo sentymentu twórcy tego artykułu, już sam sound tego tracka mógłby swobodnie być red flagiem…

Total
42
Shares
☕ Postawisz nam kawusię?