10 rzeczy, które powinny zmienić się na polskiej scenie (felieton)

Jest dobrze, ale zawsze może być lepiej. Wobec tego co powinno zmienić się na polskiej scenie muzyki elektronicznej?

kalendarz

Początek nowego roku to zawsze dobry moment na to, aby posnuć plany, postanowienia, ale także oczekiwania. Tego typu sytuacji nie brak także na polskiej scenie muzyki elektronicznej – nie brakuje wszak postów wypełnionych różnymi mniej bądź bardziej sensownymi życzeniami odnośnie tego, jak sprawy powinny się mieć. Nie chcę czuć się gorszy, dlatego postanowiłem podumać nad tym, co mogłoby ulec zmianie, żebyśmy mogli lepiej się rozwijać. Bo serio – sytuacja w branży nie jest zła. Niemniej jednak lepsze jest wrogiem dobrego i warto dążyć ku temu, aby było lepiej, niż jest.

W tym tekście oberwie się wszystkim – zarówno DJom, producentom, promotorom, organizatorom, jak i publiczności czy mediom. Bo każdy, ale to dosłownie każdy, ma coś na sumieniu. Od pozornie błahych spraw po takie mające realny wpływ na trajektorię tego, co dzieje się na scenie. Smacznego.

kalendarz

Mniej traktowania DJów jak szaf grających

Zaczynamy od tematu czysto klubowego. Wielu rezydentów czy nawet gości w klubach zetknęło się już z ekspertami od muzyki i zabawiania publiczności, którzy znacznie lepiej niż DJ wiedzą, co porwie tłumy. Niezależnie od tego, czy robicie to, mówiąc na ucho DJowi, czy pokazujecie skrina z YouTube’a – nie róbcie tego. Szczególnie, jeśli cała sala się bawi do czegoś tech house’owego, a wy chcecie, żeby DJ zagrał Skolima. I najlepiej, żeby zrobił to tu i teraz, bo jak nie to jest chujem. A w ogóle to znacie właściciela (tak jakby Dj go nie znał, grając tu co tydzień), a poza tym to klient nasz pan.

Serio, klubowicze – ogarnijcie się.

Świętojebliwość

Muzyka klubowa / elektroniczna to przede wszystkim MUZYKA ROZRYWKOWA. Naprawdę nie ma sensu dorabiać do niej zbędnej ideologii i traktować ją niemalże jak bóstwo, którego broń boże nie można profanować. To tyczy się szczególnie klasyków, których nie da się przecież sprofanować. Pamiętajcie – Carlo Resoort „Remover” czy Tiesto „Adagio For Strings” to nie krzyż albo kapliczka, a wasz gust muzyczny nie jest jedynym słusznym. No i przede wszystkim – muzyka klubowa / elektroniczna nie jest świętą.

Komunikacja

Nieraz na różnorakich wydarzeniach muzycznych zauważyliśmy brak odpowiedniego oznakowania poszczególnych miejsc, brak odpowiedniej komunikacji istotnych informacji organizacyjnych, a nawet brak wiedzy wśród obsługi dostępnej na miejscu. Odpowiednia polityka informacyjna ma niemały wpływ na odbiór imprezy wśród uczestników, a konsekwentne utrwalanie sentymentu promotora jako będącego consumer-friendly naprawdę może popłacić w przyszłości.

Więcej Polaków… chcieć

Niejednokrotnie w tego typu „listach życzeń” padają argumenty o tym, że brakuje na imprezach polskich DJów czy producentów. Bądź, że powinni otrzymywać lepsze sloty w timetable. Do tanga trzeba jednak dwojga, więc warto zadać naprawdę ważne pytanie – czy naprawdę chcecie polskich DJów? Czy przychodzicie na klubowe imprezy z polskimi DJami? Za co tak naprawdę myślicie, że płacicie, kupując bilety na festiwale?

Owszem, organizatorzy i promotorzy powinni dawać więcej miejsca polskim graczom w lepszych slotach – wszak mamy się czym, jako polska scena, pochwalić. Jednocześnie jednak ci, którzy kupili bilety, powinni dawać im więcej atencji, aby to, że takie a nie inne wybory bookingowe wybrzmiały głośno i wyraźnie.

Etyka

Tu mrugam okiem do uczestników i mediów. Jakiś czas temu bowiem widziałem na jednej z zaprzyjaźnionych stron o muzyce elektronicznej zbiorowy płacz nad tym, jak to pewna miejscówka była super i jak to szkoda, że została zamknięta. Tak, jakby wszyscy zapomnieli, dlaczego została zamknięta, za jakie imprezy organizator wisi jeszcze hajs i w jaki sposób przejął lokal, w którym wy beztrosko się bawicie.

Mamy naprawdę szeroką scenę, pełną naprawdę dobrych wydarzeń. Możemy sobie więc – jako społeczność – pozwolić na sprawiedliwe społecznie dobieranie miejscówek, do których warto chodzić. Tak, aby ci działający nieetycznie czy nawet niemalże po gangstersku w końcu, w imię sprawiedliwości, przestali zarabiać pieniądze, na które nie zasługują. Bo na ten moment to sami nabijacie kabzę tym, którzy zachowują się niegodnie i sprzedają wzniosłe bajki o jedności.

Pokora

To już w stronę DJów czy producentów. Bo to nie jest tak, że im bardziej ambitny gatunek grasz czy im mniej znany utwór zagrasz, tym większy szał zapanuje wśród uczestników imprezy. Na festiwalach czy w lepszych klubach może to działa – no ale właśnie, nie każdy gra w takich miejscach. Nie na każdej scenie czy parkiecie zadziała świeżość czy eksperymenty robione na rympał, bez pomyślunku.

kalendarz

Darmowa woda

To chyba nie ulega wątpliwości. Rozumiem, że to jest wolny rynek i tak naprawdę można dowolny produkt sprzedać po dowolnej cenie, jeśli tylko będzie na ten produkt zapotrzebowanie. Ale serio – woda po kilkanaście złotych za butelkę? Organizatorzy, co z wami jest nie tak?

Bez szczucia cycem

Tu wrzuta do organizatorów i mediów, ale także do uczestników. Ja rozumiem, że ładni ludzie – szczególnie ci płci żeńskiej – w social mediach jak się przyjmowali, tak się przyjmują. Rozumiem też, że organizowanie wydarzeń czy promowanie ich nie ma na celu tworzenia kultury czy promowania jej, a chodzi po prostu o sprzedanie biletów w takiej ilości, aby w Excelu świeciło się na zielono. Ale serio – tak słabe macie produkty, że trzeba je opakowywać ładnymi paniami, aby się sprzedały? I to zaczynając od osób prowadzących social media, a kończąc na tzw. rave girls, tak bardzo popularnych w elektronicznych mediach społecznościowych.

Żeby nie było – nie chodzi o jakąś seksistowską czy świętojebliwą chęć ustawienia kobiet w gorszej względem facetów pozycji. Po prostu wiem, jak działają agencje eventowe czy media, a także wiem, co przyjmuje się wśród publiczności.

Z drugiej strony – naprawdę, kawałek mięsa jest dla niektórych główną okolicznością zachęcającą do wyjścia na imprezę? Wy idziecie do klubu lub na festiwal, żeby się pobawić do dobrej muzyki, czy żeby się napatrzeć? Cóż, nie dziwota, że Polacy tyle wydają na subskrypcje na OnlyFansie… Panowie, ogar!

Mniej telefonów

I zaraz ktoś powie, że wraca do tych 2137 nagrań, które zrobił podczas jednego seta. Nie, nie wracasz. Poza tym – nie chodzi tylko o namolne nagrywanie występów.

W skrócie – potrzebujemy więcej klubów z no photo policy. I to z różnych względów. To, że na imprezach czasami publika świeci się bardziej od sceny, to jedna rzecz. Kolejna to… zwyczajny komfort zabawy. Ile razy w sieci wyśmiewani byli ludzie, którzy bawili się na swój sposób, nie szkodząc nikomu, ale zostały przez kogoś nagrane? Jeśli nie jesteśmy w stanie tego dotrzymać na festiwalu, to niech chociaż kluby będą takim bardziej intymnym miejscem.

Mniej dumy

Konflikty zawsze szkodzą – a na scenie klubowo-festiwalowej szkodzą nie tylko uczestnikom, ale także samej branży. Nieraz publicznie (albo w kuluarach, w sumie to drugie częściej) mówiło się o tym, że granie na jednych imprezach dyskwalifikuje z grania na innych imprezach. I nie chodzi tu często o swego rodzaju wyłączność, a najzwyczajniej w świecie o ego promotorów i wewnętrzne konflikty między różnymi agencjami. To sprawia, że i tak rzadko grający w naszym kraju rodzimi DJe odnoszący sukcesy za granicą grają u nas jeszcze rzadziej. Dla przykładu – ściągnie ich festiwal X, ale jednocześnie zakaże występu na innej niemałej imprezie, nawet odbywającej się na drugim końcu Polski. Czym sobie ta impreza zawiniła? Ano tym, że ma cokolwiek wspólnego z kimś, z kim organizator festiwalu X jest od lat skonfliktowany. Ba – to może tyczyć się nie tylko artystów, ale nawet nagłośnieniowców czy firmy od budowy scen. W ten sposób z powodu nieuzasadnionego przekonania o zajebistości działa się na szkodę ogółu sceny.

kalendarz

Total
0
Shares