Ładna aferka nam się rozkręciła w ubiegłym tygodniu. Przypomnijmy: John Summit zarzucił Pete’owi Tongowi, że ten obiecał wspólne wydanie orkiestrowego remiksu „Missing” Everything But The Girl, po czym ruszył z osobną wersją u boku Franky’ego Rizardo. Holender wycofał się następnie z wydania, tłumacząc decyzję osobistymi wartościami. Na odpowiedź oskarżanego czekała cała scena, ale w końcu się doczekała. Pete Tong wreszcie przedstawił swoją wersję wydarzeń, i trzeba przyznać, że nie przyszedł na tę rozmowę z pustymi rękami.
Tong wyciąga argumenty
Brytyjczyk odpowiedział w formie rozmowy z Alexem Tripim, szefem Pete Tong DJ Academy, opublikowanej na instagramowym profilu Akademii. Jak relacjonuje, orkiestrowa aranżacja „Missing” powstała pierwotnie z myślą o zimowej odsłonie trasy Ibiza Classics. Dla kontekstu – w ramach serii Tong reinterpretuje klasyki elektroniki z pomocą orkiestry. Najpierw miał uzyskać zgodę Tracey Thorn i Bena Watta z Everything But The Girl na wykonania koncertowe, a dopiero potem na przekształcenie aranżacji w remiks z udziałem Summita.
Według Tonga z Amerykaninem prowadził „pozytywne rozmowy” o jednej wersji, równolegle pracując z Rizardem nad drugą. To, jak przekonuje zainteresowany, ma być zupełnie normalną praktyką przy wydawaniu utworu w kilku wariantach. Kluczowy moment nagrania? Tong pokazuje przed kamerą dokument z propozycją wydawniczą, datowany na 13 maja. Strategia zakładała, że wersja Rizarda ukaże się jako pierwsza, a wariant Summita – później, w trakcie lata. Podkreślmy jednak: dokument pokazuje plan dwóch wersji, ale nie rozstrzyga, czy Summit znał i zaakceptował taką kolejność wydań. A to właśnie wokół tego zdaje się kręcić cały spór.
„Podnieś telefon”
Najmocniej wybrzmiewa końcówka wypowiedzi, w której Tong nie gryzie się w język:
Jestem rozczarowany. Nie lubię być oskarżany o rzeczy, które nie są prawdą. Jak masz problem – podnieś telefon. Próbowałem do Johna dzwonić, próbowałem pisać.
Piłka jest więc po stronie Summita. Po trzech odsłonach sprawy obraz robi się coraz mniej czarno-biały – zamiast prostej historii o rzekomej „kradzieży” mamy słowo przeciwko słowu i materiały prezentowane przez obie strony. Jak zwykle przy tego typu sytuacjach, na rozstrzygnięcie przyjdzie nam zapewne poczekać.
