Jeszcze rok temu muzyka z prompta była dla platform streamingowych problemem, o którym mówiło się dość cicho. Dziś stała się tematem numer jeden – i to takim, wobec którego branża przestała już udawać, że sam się rozwiąże. Po tym, jak Deezer ujawnił, że połowa dziennych uploadów to pliki generowane przez AI, a niemiecki sąd uznał praktyki Suno za łamanie praw autorskich, do gry weszły kolejne serwisy. Każdy z nich w ostatnich tygodniach ogłosił własną strategię walki z zalewem „AI slopu”. Działania te zestawione obok siebie układają się w obraz całej branży zmieniającej reguły gry naraz.
Beatport: blokada u wejścia
Najostrzejszy ruch wykonał Beatport, kluczowy sklep dla DJów. Zgodnie z nowymi wytycznymi utwory w całości lub w większości wygenerowane przez AI nie będą w ogóle wpuszczane na platformę. System zatrzyma je już na etapie uploadu, a posiadacze praw zostaną o tym poinformowani. Kawałki tworzone z pomocą AI (przy zachowaniu przewagi ludzkiego wkładu) przejdą, ale zostaną odpowiednio oznaczone. Do wykrywania Beatport wykorzysta technologię firmy Beatdapp. Skanuje ona pliki i ocenia, czy audio jest ludzkie, wspomagane AI, czy w pełni syntetyczne.
To podejście różni się od reszty jedną istotną rzeczą. Beatport nie tyle etykietuje AI dla słuchacza, co zatrzymuje je za drzwiami, jednocześnie zostawiając miejsce dla twórców używających AI jako narzędzia w procesie prowadzonym przez człowieka.
Spotify: etykieta i koniec z rekomendacjami
Inną drogą poszedł Spotify. Od połowy września serwis wprowadzi oznaczenie „AI Persona”. Będzie to badge dla profili, których tożsamość wydaje się generowana przez AI. Kluczowa zmiana jest jednak głębsza: muzyka powiązana z takim profilem domyślnie zniknie z rekomendacji. Utworów z prompta miałoby więc nie być w Discover Weekly, Release Radar i wszystkich playlist redakcyjnych. Słuchacz natrafi na nią tylko wtedy, gdy sam zdecyduje się śledzić dany profil. Do wykrywania Spotify użyje zarówno recenzentów, jak i narzędzi automatycznych, choć – jak zauważają komentatorzy – nie ujawnił, jak dokładnie zamierza to robić na skalę milionów profili.
Te dwa ruchy to część znacznie szerszej fali. Tidal w lipcu jako pierwszy duży serwis przestał wypłacać tantiemy za w pełni wygenerowane nagrania. Deezer od początku 2025 roku taguje muzykę AI i wyklucza ją z rekomendacji. W taki sposób platforma oznaczyła już ponad 13 milionów utworów. Wyspecjalizowany w muzyce tanecznej Traxsource wprowadził podział na „Human-Made” i „AI-Assisted”, a Bandcamp ogłosił krótką, twardą politykę „Keeping Bandcamp Human”. Swoje restrykcje dołożyli też dystrybutorzy TuneCore i CD Baby.
Dlaczego akurat teraz? W tle unijne prawo
Ta kumulacja nie jest przypadkiem. 2 sierpnia 2026 roku w całej Unii Europejskiej zaczęły obowiązywać przepisy AI Act dotyczące przejrzystości treści generowanych przez AI. Nakładają one na twórców i dystrybutorów takich materiałów obowiązek ich wyraźnego oznaczania. Badge „AI Persona” Spotify rusza niedaleko po tej dacie, a większość platformowych ruchów spina się w czasie właśnie z wejściem regulacji w życie. Dodatkowym impulsem była lipcowa propozycja wspólnego, dobrowolnego standardu oznaczeń AI, firmowana przez koalicję ośmiu branżowych organizacji, w tym RIAA i IFPI. Innymi słowy, serwisy nie działają już wyłącznie z własnej inicjatywy. Po części wyprzedzają regulatora, a po części po prostu dostosowują się do prawa, które właśnie zaczęło je obowiązywać.
Wygląda więc na to, że branża przestała czekać i sama zaczęła wytyczać granicę między AI jako narzędziem a AI jako zamiennikiem twórcy. Impuls jest zresztą realny – jak alarmował założyciel wytwórni Glasgow Underground, w pełni wygenerowany w Suno kawałek zdążył już dotrzeć na szczyt gatunkowej listy Beatportu, a ani kupujący go DJe, ani tańcząca do niego publiczność nie mieli pojęcia, że słuchają de facto maszyny.