Popularny na całym świecie, ale także nieco kontrowersyjny w branży Carnage kilka miesięcy temu wziął urlop od grania w klubach i na festiwalach. Odstawił też media społecznościowe. Autor takich przebojów, jak “Incredible” czy “Toca”, długo nie informował o powodach swojej decyzji. Trudno więc dziwić się rozżaleniu fanów, którzy zawsze tłumnie stawiają się podczas występów DJa. Carnage przerwał jednak milczenie i we wzruszającym wpisie wyjaśnił, dlaczego usunął się w cień. Powodem były problemy psychiczne.

“Wszyscy myślą, że życie DJa wygląda jak bajka, ale stres związany z koncertowaniem, imprezowaniem, bezsennymi nocami, szaleństwem i niezdrowym jedzeniem jest ogromny. Potrzebowałem zwolnić i skupić się przede wszystkim na życiu. Mam pieniądze, złote płyty. Jestem gwiazdą festiwali, a mimo to nie byłem szczęśliwy. Nie jest łatwo o tym mówić, ale rozpaczliwie potrzebowałem resetu.”

Carnage

Carnage podkreśla, że przez ostatnie 4 miesiące mocno pracował nad zdrowiem psychicznym i fizycznym. Poświęcał czas przede wszystkim rodzinie i przyjaciołom. Postanowił wyjechać do Ameryki Południowej oraz Azji. Wszystko po to, żeby odpocząć i spędzić trochę czasu bez stresu, związanego z ciągłymi podróżami i koncertami.

“Myślałem, że potrzebuję też przerwy od produkowania muzyki. Będąc jednak w Azji mocno się zainspirowałem, dlatego zrobiłem tam studio. Stworzyłem w nim najlepszą muzykę w moim życiu – pełną prawdziwych emocji.”

Carnage

Popularny DJ zapowiedział, że od teraz chce być wzorem do naśladowania. Zamierza też wykorzystać swoje możliwości, by pomóc imigrantom (takim jak on sam) osiągnąć sukces. Jak stwierdził – to jest teraz jego misją. Na szczęście Carnage wraca też na scenę. Właśnie ogłosił nową trasę koncertową o wymownej nazwie – “Reinkarnacja”.

Opisując swoje trudne przeżycia Carnage wspomniał o Avicii‘m, z którym – jak twierdzi Papi Gordo – mocno się przyjaźnił. Artysta zdradził, jak zareagował na dziesiątki SMSów z informacją o śmierci Tima Berglinga. Jak przyznaje, nie mógł pojąć, co się dzieje. Niemal od razu zadzwonił do Martina Garrixa, dla którego Avicii także był idolem. Po krótkiej rozmowie Carnage poleciał do Miami na zaplanowany koncert. Wbrew sobie musiał zabawiać publiczność do białego rana.

“Byłem w szoku przez cały lot, siedziałem bez ruchu wiele godzin. 12 godzin po śmierci Tima grałem w klubie, piłem i imprezowałem do 4 rano. Nie dlatego, że chciałem, ale dlatego, że to była moja praca. Jeden z moich najbliższych przyjaciół umarł tego dnia, a ja musiałem pójść do klubu i spotkać się z moimi fanami. Nie mogłem w to uwierzyć.”

Carnage

Jak widać, nie każdy w stu procentach radzi sobie z karierą gwiazdy muzyki elektronicznej – szczególnie, że bycie kimś rozpoznawalnym nie składa się z samych zalet (co notabene możę mocno zaskoczyć część osób będących w jakiś sposób w temacie). Nie jest to pierwsza sytuacja, kiedy sławny producent potrzebuje resetu. Ważne jednak, że Carnage powrócił. Jesteśmy za to ciekawi, jak dużo zapowiadanych emocji będzie w utworach artysty znanego z – i tu musimy spojrzeć prawdzie w oczy – niezbyt zobowiązujących, eventowych bangerów…