“Nie ulega wątpliwości, że imprezy na taką skalę jeszcze w regionie leszczyńskim nie było i prawdopodobnie długo nie będzie.”

FTB.pl, 23.08.2005

Te słowa potwierdzają, że przy pierwszej edycji Euforia Festival w Boszkowie ani media, ani klubowicze, ani nawet sami organizatorzy imprezy (dziś tworzący wielką markę Euforia Festivals) nie mieli pojęcia, że w połowie sierpnia 2005 roku stworzyli coś o wiele większego – projekt i imprezę, która od 15 lat rozgrzewa miejscowy piasek oraz miłośników muzyki klubowej (nie tylko, ale głównie trance i house) z całej Polski.

6 lipca br. odbyła się tegoroczna, piętnasta edycja Euforia Festival, określana mianem “B2B Festival“, ze względu na jej wyjątkową formułę: poza warm-upem i występem headlinera, wszystkie sety były grane w duetach. To rzadko spotykana forma na świecie, a w Polsce została wykorzystana prawdopodobnie po raz pierwszy właśnie w Boszkowie.

Muzyczną ucztę na plaży rozpoczął o 18:45 półgodzinny występ DJ Harpi, która swój set oparła głównie o słoneczne trance’owe klasyki, na czele z otwierającym “Saltwater” Chicane’a, lecz nie zabrakło też nieco mroczniejszych kąsków, jak “Dark Side Of The Moon” duetu Ernesto & Bastian. Paulina ma naprawdę świetną energię na scenie, którą potrafi zarażać publikę, była idealną osobą do rozpoczęcia imprezy. Wielki szacun dla tej wyjątkowej dziewczyny!

Kolejnymi punktami wieczoru były występy dwóch przedstawicieli ekipy Euforii z legendami muzyki tanecznej. I tak oto Kros zagrał ze Steve‘m Murano (których set przyjemnie przeplatał klasykę typu “Black Is The Colour” czy nieśmiertelny remiks Steve’a do “Insane” z bardziej współczesnymi numerami jak “How Do I Know” Andrew Rayela i Jano), a DJ Alex z Peranem van Dijkiem (którzy postawili głównie na dobrze znane motywy, m.in. “Another World”, “Kernkraft 400”, “Greece 2000” czy “Twisted”). Oba występy oceniam bardzo pozytywnie, z lekką przewagą dla drugiego tandemu.

Następnie na scenie w Boszkowie zagościły house’owe rytmy dzięki duetowi Antoine Clamaran vs Robbie Riviera. Tech house i disco opanowały plażę, miłym zaskoczeniem w tym klimacie było usłyszenie “Insomnii” Faithless. Swój występ panowie zakończyli wielkim hitem i największym komercyjnym sukcesem Clamarana – “Gold”. Ponad godzina pozytywnego klimatu, który przeniósł nas w czasie do początków Euforii, gdy house miał nierzadko przewagę nad trance na eventach ekipy z Leszna.

Kolejnym przystankiem w rozkładzie jazdy 15-lecia Euforia Festival był występ Brytyjczyków: Andy‘ego Moora i Ashleya Wallbridge‘a. Panowie bardzo dobrze bawili się na scenie, wygłupiając się, podnosząc jeden drugiego – czysty fun. Ich pozytywne nastawienie szybko podłapała publika. Moor i Wallbridge prezentowali przede wszystkim nowoczesne podejście do trance, w tym remiksy klasyków, jak “Carte Blanche” (w wersji KhoMhy) czy ich interpretacja “Coming On Strong” Signuma, a także własne produkcje (m.in. “Lionheart” czy “Never Before” ze wspólnego albumu Ashleya i Garetha Emery’ego, a nawet legendarne “CVNT5”). W ich secie zabrakło mi tylko pierwszego wspólnego hitu Brytyjczyków – “Faces”. Jednak koniec końców – energia tego seta była znakomita.

Później na scenie pokazali się OnTune i ReOrder, którzy przedstawili wspólnie wykonany hymn Euforia Festival 2019. Czekając na wydanie, zapewniam Was, że to numer naprawdę solidny, mocny, dla sympatyków chwytliwych melodii. Podczas tych kilku minut obaj panowie pokazali procent swojej radości i duszy, które w pełni zostały uwolnione podczas ich setów.

Po krótkim laser show, nadeszła chwila, na którą czekało wielu klubowiczów – debiut Astrixa w naszym kraju. Izraelski producent psy-trance pokazał nam show na naprawdę wysokim poziomie, z każdą chwilą zwiększając tempo i moc uderzenia hipnotyzujących dropów. Publika w Boszkowie oszalała, a był to dopiero początek potężnych muzycznych wrażeń.

Kolejnymi artystami był duet Gentech, czyli weterani stylu tech trance: Mark Sherry i Scot Project. Obaj panowie w dobitny sposób pokazali na czym polega siła klimatu, który reprezentują. Ze sceny w Boszkowie popłynęło kilka nowszych i starszych produkcji, w tym ich jak dotąd jedyny singiel “Feel My Love” czy fantastyczny remiks Sherry’ego do “Taub” Megamind. Nie byli może tak żywiołowi jak wcześniej Moor i Wallbridge, ale spełnili pokładane w nich nadzieje na porządny występ.

Ważną częścią nocy stał się występ bardzo lubianych w naszym kraju ReOrdera i Iana Standerwicka, znanych z tworzenia w przeszłości duetu Skypatrol (swój set rozpoczęli nawet numerem spod tego aliasu – “Folding Your Universe”, bardzo możliwe, że w nowej, odświeżonej wersji). W ich występie przeważały klimaty psy-tech trance’owe, choć nie brakowało też upliftingowych propozycji (np. remiksu Iana do “Coming Home” czy interpretacja singla Armina – “Lonely For You” – w wykonaniu Tibora). Seta czesko-brytyjskiego tandemu nie zakłócił nawet deszcz, klubowicze bez opamiętania bawili się przy dźwiękach tegorocznego hitu Dimitri Vegas & Like Mike, Vini Vici i Liquid Soul – “Untz Untz” czy zamykającego set “Shut Up” wspomnianego już projektu Skypatrol. W znacznej mierze lwem na scenie był ReOrder (Mr “Cześć Polska, what’s up guys” :D) – widać, że Tibor uwielbia występować w naszym kraju.

Techowych i psy-techowych rytmów nie brakowało w secie Argentyńczyków: Exisa i Heatbeata. Fantazyjne linie melodyczne zakończone dropami, przy których trudno było zostać obojętnym. Gwiazdy Armada Music być może nie porwały ludzi tak jak ich poprzednicy, zwłaszcza przy nasilającym się deszczu, jednak swój debiut w Polsce mogą zaliczyć do udanych.

Przedostatni występ należał do legend gatunku trance: Jochena Millera i Marcela Woodsa. Holendrzy przypomnieli wiele klasyków, jednak głównie w odświeżonych wersjach (m.in. “Silence” w remiksie W&W i Jonasa Stenberga czy “Strange World” w interpretacji Andrew Bayera), przypomnieli również swoje hity w oryginałach: Jochen “Lost Connection”, zaś Marcel “Advanced” oraz “Trigger” (collab z W&W). Do tego punktu imprezy mam dwa zarzuty: jeden – panowie odrobinę za bardzo przyspieszyli swojego seta, przez co miejscami brzmiał kiczowato; dwa – łączenie remiksu Arty’ego do “Punk” z “Koko” Sandera van Doorna… ostatnio tak złe połączenie usłyszałem, gdy Markus Schulz skrzyżował Above & Beyond z Arianą Grande… Mimo wszystko, panowie wywołali we mnie uczucie nostalgii i wybaczam im pewne niedociągnięcia.

Euforię Festival zamknął duet OnTune & Blue Silence, dzięki którym warto było zostać do końca głównej części imprezy (mnie niestety zabrakło, za co serdecznie panów przepraszam). Z relacji świadków dowiedziałem się, że OnTune nie wprost zapowiedział obecność Jorna van Deynhovena na jednym z najbliższych eventów Euforii (co się ostatecznie potwierdziło – więcej tutaj).

Swoją pierwszą Euforię Festival w Boszkowie oceniam bardzo pozytywnie, choć wiele osób tęskniło do zeszłego roku (i klimatów a’la Above & Beyond czy Gabriel & Dresden). Nie mam zarzutów do kwestii z dźwiękiem oraz punktami gastronomicznymi. Intra wykonane przez Macieja Goliasza świetnie wprowadzały w kolejne sety (mimo, że z wejścia na wejście wydawały się być nieco za długie). Choć organizatorów nie ominęły pewne (niezależne od nich) problemy techniczne, warstwa muzyczna w pełni je zrekompensowała. Klimat tego miejsca, taniec na piasku – to wszystko sprawia, że do Boszkowa po prostu chce się wracać.

EuforiaFamily, czy młodsi, czy nieco starsi, czy przejechaliśmy kilka, kilkanaście czy kilkaset kilometrów, którzy artyści zachwycili nas najbardziej, czy mieliśmy ubrane okulary, maski czy stroje Deadpoola bądź krowy w słomianym kapeluszu – tej nocy byliśmy jedną, wyjątkową rodziną. Do zobaczenia 23 listopada w Arena Toruń na Back & Forth 5.0!