Jest coś przewrotnego w tym, że firma budująca przyszłość muzyki na algorytmach sięga właśnie po winyl. Format, który dla wielu twardogłowych definiuje prawdziwego DJa, stanie się nośnikiem promptowanych brzmień. Suno, kontrowersyjny generator muzyki AI, uruchamia Suno Vinyl – usługę pozwalającą użytkownikom zamówić fizyczną kopię utworu stworzonego na platformie. Ruszyła już lista oczekujących, a ceny zaczynają się od około 45 dolarów za sztukę (plus wysyłka).
Jak to ma działać?
Zasady są proste. Posiadacze kont będą mogli wytłoczyć swoje AIowe kreacje na dwunastocalowej, czarnej płycie z ekologicznego PETG. Będzie można samodzielnie zaprojektować okładkę, etykiety i grafikę. Suno zapewnia przy tym, że każdy egzemplarz to „prawdziwa tłoczona płyta, a nie gadżetowa ciekawostka„. Firma kusi przyszłych klientów hasłami w stylu „wytłocz osobistą pamiątkę” albo „wytłocz banger, bo jest zbyt dobry, by żyć tylko na ekranie”. Całość spina nieco ironiczne wezwanie: „Gotowy usłyszeć siebie na winylu?”. Jak przekazał przedstawiciel Suno, to na razie usługa „w przygotowaniu”, będąca częścią prób „dania ludziom fizycznych wersji tworzonej przez nich muzyki”.
Timing całego przedsięwzięcia jest jednak co najmniej niezręczny. Suno wchodzi na rynek płyt w momencie, gdy niemiecki sąd orzekł, że firma łamała prawa autorskie, wykorzystując, przechowując i reprodukując chroniony materiał bez zgody uprawnionych. Platforma została zobowiązana do wypłaty odszkodowania artystom reprezentowanym przez organizację GEMA, a sam wyrok określiła jako błędny i zapowiedziała apelację. Pomysł tłoczenia generatywnej muzyki na winylu zderza się też z szerszym nastrojem branży, która właśnie zaciska pętlę wokół AI – od Beatportu blokującego w pełni syntetyczne kawałki po Spotify wyrzucające „AI Persony” z rekomendacji.
A czyja właściwie jest ta płyta?
Suno Vinyl otwiera przy okazji ciekawą furtkę prawną. W wielu jurysdykcjach – m.in. w Stanach Zjednoczonych – utwory wygenerowane w całości przez AI, bez istotnego wkładu człowieka, mogą w ogóle nie podlegać ochronie prawnoautorskiej. Amerykański urząd do spraw praw autorskich wielokrotnie odmawiał rejestracji dzieł pozbawionych ludzkiego autorstwa. Uznawał przy tym, że prawo chroni twórczość człowieka, a nie maszyny.
Powstaje więc nie lada paradoks. Fani mogą wkrótce trzymać w rękach fizyczną, kolekcjonerską płytę z „własnym” utworem, do którego, w świetle prawa, mogą nie mieć żadnych praw. Winyl, przez dekady będący dla artystów symbolem posiadania swojej muzyki na własność, w wersji Suno staje się pamiątką po czymś, co formalnie może nie należeć do nikogo. Czy słuchacze zechcą stawiać takie płyty na półkach obok klasyków? To pokaże dopiero otwarcie usługi.