Pieniądze to nie wszystko. Elon Musk nie został wpuszczony do Berghain

Podczas wizyty w Berlinie, Elon Musk postanowił odwiedzić kultowe Berghain. Niestety, nie wszystko poszło po jego myśli…

kontakt

Niejednokrotnie już na naszych łamach wspominaliśmy o wyjątkowości berlińskiej sceny klubowej. Jednym z elementów tej całej otoczki jest oczywiście kultowy klub Berghain, znany w głównej mierze z bardzo ostrej selekcji na wejściu. Na dobrą sprawę ciężko powiedzieć, co trzeba zrobić, aby nie odbić się od “bramki”. Temat ten stał się na tyle chodliwy, że Sven Marquard – kultowy selekcjoner Berghain / Panorama Bar – stał się osobowością medialną, która wydała nawet swoją biografię.

To, czego możemy być pewni, to fakt iż pozycja społeczna nie stanowi w temacie potencjalnego wpuszczenia do ikonicznego klubu żadnego atutu. Przekonał się o tym ostatnio zresztą Elon Musk.

Nie weszłeś!

Najbogatszy obecnie człowiek na świecie jest utożsamiany z muzyką elektroniczną, i to pod różnymi względami. Przykładowo kilka miesięcy temu na specjalnej imprezie poprzedzającej otwarcie berlińskiej fabryki samochodów marki Tesla wystąpił Boris Brejcha. Sam Musk z kolei ma na koncie EDMowe produkcje – czy w jego faktycznym wykonaniu, tego już stwierdzić nie umiemy.

Elon wie w takim razie, o co chodzi z taneczną elektroniką – nie dziwi więc, że przy okazji wizyty w Berlinie (przy okazji otwarcia Gigafabryki Tesli) postanowił on odwiedzić osławione Berghain. Niestety, Amerykanin usłyszał na bramce “nein”, co wybitnie nie spodobało się przedsiębiorcy. Na miejscu prawdopodobnie żadnych burd nie było (choć ręki sobie za to uciąć nie damy), za to ciekawie zaczęło się robić w mediach społecznościowych. To właśnie tam Musk postanowił wylać swoją frustrację.

To jednak nie koniec – po kilku godzinach na Twitterze Muska pojawił się jeszcze wpis drwiący z napisu widniejącego przy wejściu do klubu.

Pokój… Pokój? Nienawidzę tego słowa. Ci, którym zależy na pokoju (także mnie z aspiracjami) nie muszą tego słuchać. A ci, którym nie zależy na pokoju? Okej…

Nie popisał się…

W sieci nie brakowało komentarzy punktujących niezrozumienie motta kultury techno, brzmiącego Peace, Love & Unity. Niektórzy w niewpuszczeniu Muska do kultowego klubu upatrywali w żartach nawet elementu wiary w to, że nasz świat jeszcze zupełnie nie upadł. Cóż, przynajmniej dostaliśmy dowód na to, że wobec oka selekcjonera Berghain każdy jest równy, niezależnie od miliardów na koncie.

A co pozostaje Elonowi Muskowi? Cóż, skoro po ostrej krytyce Twittera postanowił kupić co nieco udziałów tej platformy społecznościowej i zasiąść w jej radzie nadzorczej, to być może wkrótce właściciel Tesli postanowi wejść w branżę klubową… 😉

Total
9
Shares
☕ Postawisz nam kawusię?