RELACJE Z INNYCH DNI: DZIEŃ 1 | DZIEŃ 3

Za nami drugi dzień tegorocznej edycji odbywającego się w Podczelu Sunrise Festival. Piątkowy wieczór przyniósł ogromną ilość wrażeń, a sobota również okazała się być pełna ważnych momentów w historii festiwalu wschodzącego słońca. W rolach głównych wielu debiutantów, doskonale znane gwiazdy, a także… pogoda.

Klasycznie zaczniemy od aspektów muzycznych – otóż Red Stage otworzyli weterani polskiej sceny klubowej – duet Bounce Inc. Panowie zagrali set w mocnych, festiwalowych klimatach, wcale nie ograniczając się do 128 BPM – tak więc fani dubstepowych, trapowych czy hardstyle’owych brzmień także znaleźli coś dla siebie. Panowie rozpoczęli set o 20:00, a więc mogli już liczyć na bardzo liczne grono festiwalowiczów.

Następni w kolejce do decków byli Kuba i Adrian z duetu DJ Kuba & Neitan. Zagrali oni set na naprawdę światowym poziomie – w trackliście ich niemal o godzinę wydłużonego występu z powodu opóźnień znajdziemy m.in. Paula Kalkbrennera czy – co by nie mówić – klasyków polskiej muzyki rozrywkowej pokroju zespołu Dżem czy Ryszarda Andrzejewskiego, znanego jako Peja.

W międzyczasie Matt Bukovski na trance’owej Blue Stage poradził sobie doskonale z zachęcaniem ludzi do rave’u. Pojawiło się sporo ciekawych utworów, w tym trance’owa interpretacja wielkiego przeboju EDM – utworu “Animals” Martina Garrixa.

Na scenie sygnowanej nazwiskiem francuskiej gwiazdy – Martina Solveiga zameldował się w podobnej porze Golden Features. Odziany w złotą maskę Australijczyk zagrał tak, jak się tego spodziewaliśmy – był to chyba najbardziej ambitny set tego dnia. Słyszeliśmy sporo deep house’u, ale nie zabrakło też dobrego electro.

O 22:30 na White Stage Australijczyka zmienił holenderski szaleniec – po La Fuente było widać, że czuł się na scenie jak młody bóg. Producent szalał na scenie i był niezwykle podekscytowany występem przed tak dużą publicznością. Dostaliśmy mocny house, który zrobił niezwykłą robotę.

Wracamy na Red Stage – wcześniej wspomnieliśmy, że DJ Kuba & NEITAN grali dłużej, niż było to planowane. Opóźnił się przez to set reprezentanta Brazylii w świecie EDM. Alok podczas swojego debiutanckiego występu przed polską publiką wyciągał z rękawa wszystkie możliwe gatunki. Usłyszeliśmy też rzecz jasna to, czego mogliśmy się spodziewać – Brazillian Bass, którego Achkar jest swego rodzaju pionierem.

Obsuwy były spowodowane problemami z dotarciem do Podczela wyczekiwanych przez wielu fanów sióstr NERVO. Na szczęście świeżo upieczone mamuśki dotarły za decki. Niestety, występ ich nie potrwał nawet godziny – na szczęście ten czas pozwolił im zaprezentować swoje największe hity.

MS Stage było w międzyczasie opanowane przez house’owe dźwięki, które zaserwował nam Michael Calfan. Francuz zrobił niezwykle tropikalny klimat, idealny pod te wakacje. Pod koniec jego wystęu pojawiło się za to sporo klasyków, w tym utwory jego rodaków z kultowego duetu Daft Punk. Na pochwałę zasługuje również warstwa wizualna i animacje, które stały na naprawdę wysokim poziomie. Obsługa sceny wzięła więc lekcję z tego, co miało miejsce poprzedniego dnia.

Na house’owej scenie nie zawitaliśmy jednak na zbyt długo – bowiem trzeba było szybko wracać pod Red Stage, aby posłuchać debiutującego na Sunrise Festival Afrojacka. Holender miał zamykać imprezę, jednak doszło do zamiany slotów z Don Diablo.
Twórca takich hitów jak “Take Over Control” czy “Ten Feet Tall” również miał spore opóźnienie, przez co jego występ trwał około 45 minut – a więc dwukrotnie krócej w odniesieniu do zaplanowanego przed startem festiwalu timetable. Nie ukrywamy – było to spore rozczarowanie, na szczęście pocieszyła nas obecność w setliście granego od jakiegoś czasu ID, przypisywanego Nickowi i Mateuszowi Owsiakowi aka Blinders. Jak się okazało, spekulacje okazały się prawdziwe!

Na Red Stage zostaliśmy do końca – liczna ekipa Polish Hexagonians czekała cierpliwie na swojego idola. Don Diablo z dużą dawką emocji podszedł do występu przed jednymi ze swoich najbardziej fanatycznych sympatyków. Usłyszeliśmy dużo niewydanych produkcji, gościnnie zjawił się rzeczony wcześniej La Fuente. Z głośników wybrzmiał także nietuzinkowy polski akcent – wszak nikt nie spodziewał się “Snu o Warszawie” Czesława Niemena. Występ Dona zakończył się o godzinie 4 – a więc Red Stage zamknięto o 30 minut przed planowanym w timetable czasem.

Jak na innych scenach? Zaczynamy od Silver Stage – tym razem przejęła ją muzyka house – na czele z takimi tuzami, jak Cristoph, Riva Starr czy Claptone. Nie przyciągnęła ona jednak tłumów, nad czym ubolewamy – bardzo przyjemnie patrzyło się za to na lawinowy przypływ publiki pod scenę po zamknięciu Red Stage.

Na Black Stage – gdzie dzień wcześniej swój takeover miał kolektyw ANTS – zagrały tuzy muzyki techno i tech house, na czele z Adamem Beyerem i Jorisem Voornem. Nasza teoria z wczoraj się niestety potwierdziła – dancefloor nie pękał w szwach, choć na pustki grający DJe narzekać także nie mogli.

Z powodu pogodowych turbulencji nad Niemcami, do Podczela nie doleciał Jordan Suckley, którego zastąpili DJe teamu MDT – Diabllo i Jay Bae. Problem z dotarciem na teren imprezy miał również duet Loud Luxury, którego godnie zastąpił Gromee.

In plus względem poprzedniego dnia musimy za to zaliczyć dwie kwestie – otóż usprawnione zostało przejście między White Stage a Black Stage, natomiast podest przy scenie Red, w piątek dostępny tylko dla artystów i mediów, w sobotę został otwarty dla wszystkich uczestników.

Widać, że organizatorzy uczą się na failach i usprawniają to, co nie działało. W którą stronę pójdzie poziom organizacji podczas finału festiwalu? Przekonamy się o tym tej nocy – przypomnijmy, że dziś zagrają między innymi The Chainsmokers, Tchami i Malaa czy Timmy Trumpet.