Warszawa polską stolicą techno. Relacja z Undercity 2022

Undercity w 2022 roku powróciło do formuły jednodniowej. Julia Oziemczuk w swojej relacji sprawdza, jak to się sprawdziło.

reklamuj_sie

Undercity na stałe zapisało się w kalendarz warszawskich imprez. Jedno z większych wydarzeń techno w naszym kraju co roku gości fanów elektroniki z różnych zakątków kraju. Rok temu festiwal powrócił po pandemicznym zawieszeniu w formie dwudniowej. W 2022 powrócono do krótszej formy imprezy. W trakcie 8 godzin pełnych setów czołówki polskiej, jak i zagranicznej sceny nie było opcji, by się nudzić. Nie zapomnijmy też o dokładce dla wytrwałych, czyli afterze na Smolnej. Cztery sceny na stołecznej hali zapewniły 25 występów w różnych przekrojach gatunku. Byliśmy na miejscu, by przekonać się, czy jeden dzień twardych dźwięków w wykonaniu Follow The Step zaspokaja zapotrzebowanie.

Przemeblowanie

Zanim usłyszymy ulubionych wykonawców, bądź będziemy odkrywać nowe kąski, warto byłoby znaleźć sceny. Muzycznych przestrzeni, tak jak w zeszłym roku, było cztery. Jednak w odróżnieniu do 2021 zaszły zmiany. Zaraz po wejściu na obiekt już gościły nas przyjemne dźwięki. Do łask powrócił City Hall, ale w nowej formule. Kilka edycji temu można było spotkać tam house’owe brzmienia, w tym między innymi selekcję Claptone. Tym razem postawiono na lżejsze techno, z mieszanką wielu odmian house (w tym między innymi tech house), breakbeatu i nie tylko.

DJka została ukryta w prawym rogu, a zaraz przy niej zagospodarowany został parkiet. Lewa część holu, jak i inne zakamarki tego pomieszczenia pełne były foteli, kanap i stolików. City Hall był idealnym miejscem na tak zwaną “chillerkę”. Przy tym również pomagała dosyć neutralna dekoracja, bez zbędnych świateł czy dodatków w postaci laserów. Prócz mnóstwa miejsc do odpoczynku blisko było do barów czy strefy gastronomicznej wydzielonej na zewnątrz Torwaru.

Kolejne punkty na regenerację sił można było spotkać idąc w stronę sceny Tunnel. Przestrzeń ta przyciąga uwagę pasmami świateł przeciągniętymi na całą długość wydzielonego korytarza. Można było tam spędzić całą noc, gdyż zaraz za wyznaczoną strefą znajdował się bar. Rok temu mieliśmy dwie takie strefy. Pomimo jasnego podziału na mapkach można było pomylić sceny, dlatego redukcję oceniamy na plus. Jednak wielu chciało poznać urok muzyczny, jak i wizualny oryginalnej (jak na Polskę) przestrzeni. Przez to w okolicach północy oraz w późniejszych godzinach trudno było tam wejść.

Największe parkiety

Główną atrakcją Undercity zawsze jest Metropolis. Znajdująca się na głównej hali Torwaru scena sygnowana jest wiszącym sześcianem. Świetlny element dotychczas można było spotkać nad DJką. W tym roku dekoracja wyszła do ludu i została umieszczona niemal nad środkiem parkietu. Niemal wszystkie światła były skierowane w jej stronę. Podświetlenie bryły, zgodnie z identyfikacją wizualną wydarzenia, było niebieskie. Ten sam kolor przeważał też w efektach wizualnych.

Kostka szczególnie dobrze prezentowała się z podestów, podwyższeń, zlokalizowanych z boku parkietu. Jej wysunięcie też przypominało mi umieszone nad ludem ciało na wydarzeniach Afterlife. Myślę, że tym zabiegiem podczas tegorocznej edycji zechciano pokazać, że od artysty ważniejsza jest jego selekcja, która może być odbierana niezależnie od miejsca, w którym tańczymy.

Ponownie wyzwaniem dla nowych osób było znalezienie przejścia do District Stage. Przestrzeń ta zlokalizowana jest po lewej stronie parkietu Metropolis, a przejście do niej w zeszłym roku gubiło się wśród czarnych kotar zakrywających trybuny. Tym razem nad przejściem znajdowały się zabudowy. Wcześniej opisywane podesty trochę wyróżniły drogę, która nadal nie była podpisana.

Sala gimnastyczna, która w 2021 była centrum bardziej melodycznych brzmień, w tym roku zmieniła swoją koncepcję o 180 stopni. Zamiast delikatnych dekoracji rodem z FESTowego Edenu postawiono na ledy znajdujące się za DJką. Główny dom hard techno inspirowany był formułą Boiler Room. Co prawda wielkościowo przeważał “normalny” parkiet taneczny, jednak bawić się można było również zaraz przy artyście, jak i za nim. Mocne klimaty przyciągnęły wielu, przez co boczna salka była praktycznie ciągle pełna.

Techniczna przygoda

Noc rozpoczęliśmy rozgrzewką na City Hall. To tam mogliśmy usłyszeć przyjemnego seta w składzie Piotr Ho b2b Kuak. Ten występ potrafił wkręcić w odpowiedni klimat – tańczono nawet na balkonie, z którego był świetny widok na parkiet. Później po zwiedzaniu obiektu zawitaliśmy na Metropolis, by zobaczyć jak na żywo działa Atlantik. Nie trudno było odpłynąć na tym występie, jednak była to dopiero rozgrzewka przed kolejną porcją melodyjnych pływów.

By urozmaicić wieczór, z marzycielskich klimatów przeszliśmy do komnaty twardych… brzmień oczywiście. Blame The Mono na District Stage to była dawka mocnego uderzenia. Pełna sala o 23:00 doskonale to ukazuje. Nawet, gdy przysiedliśmy by odpocząć, ciało nadal ruszało się do serwowanych bitów. Klimat podtrzymała też budowa sceny, inspirowana formułą najbardziej znaną z występów w ramach Boiler Room.

Powrót do lekkości, a zarazem City Hall. Tam od 23:00 za deckami czekał na nas duet Gigi i Weikum, który przyciągnął sporą rzeszę słuchaczy. Wcale nas to nie dziwi, gdyż trudno było nam opuścić tę przestrzeń. Z ciekawości zerknęliśmy na to, co się dzieje na Metropolis. Tutaj od pierwszych sekund bliżej sceny przyciągał nas paryski duet KAS:ST. Panowie podbili nasze serca “Turn of The Lights” Freda Again i Swedish House Mafii. Ten set czarował do ostatnich sekund jego trwania. Melodyjne, deepowe brzmienia sprawiły, że był to zdecydowany faworyt całej imprezy. Pobić mógł to jedynie Reinier Zonneveld, który o 3:00 przejmował główną scenę. Do tego czasu czekało nas jednak jeszcze wiele innych atrakcji.

Ulubieniec publiki

Tunnel po północy był pełen ludzi, District atakował twardym klimatem, gdzie znów zawitaliśmy na dłużej. Finalnie wylądowaliśmy przy City Hallu słuchając przyjemnych popisów Sagan z Berlina. Nie omieszkaliśmy zahaczyć o selekcję Anny, która nas wprowadziła do – słysząc po komentarzach w kolejce na Torwar – gwiazdy wieczoru.

Reinier Zonneveld w ostatnich latach stał się zdecydowanym fanem polskiej publiki. W to wliczają się między innymi występy na FEST Festivalu, wyprzedany koncert w Pradze Centrum czy przejęcie sceny Black na Sunrise. Zaledwie po pół roku “Karren Maar” wróciło na nasze ziemie, a po roku do stolicy. Tym razem zdecydowanie w cięższym wydaniu, co również robiło robotę! Próżno było szukać takiej ilości melodyjnych brzmień, w tym między innymi współprac z HI-LO, co przed rokiem.

Jednak ostrzejsza odsłona Zonnevelda niemalże zdarła nam buty, a siły opadły nam jeszcze przed ostatnimi minutami seta. I na tym zakończyliśmy tegoroczne Undercity – choć ominięcie Charliego Sparksa, do którego slotu o 6 rano nie wyczekaliśmy, trochę nas boli. Po cichu liczymy na kolejne zabookowanie tego gościa za jakiś czas.

Doświadczenia organizacyjne

Wejście na imprezę

Jak na Torwar, ponownie zastosowano niestandardowe wejście. Główne drzwi kierowały od środka do strefy gastronomicznej. Aby dostać się na teren Undercity, trzeba było wejść prawym wejściem, kierującym wprost do szatni. W okolicach 21:00 kolejka mogła negatywnie nastawiać do idei szybkiego wejścia do hali. Przebiegała ona bardzo sprawnie, a już około 20 minut później byliśmy w środku.

Jednak sam proces przeszukania był dosyć rygorystyczny. Pierwszy raz na polskiej imprezie sprawdzano mi… każdy zakamarek portfela. Sama nie miałam się czego się bać, gdyż nie gustuję w tzw. “polepszaczach zabawy”, ale czułam się dosyć niekomfortowo. Może to mój urok, który obecnie przykuwają różowe włosy, zmienił nastawienie ochrony. Druga opcja to też znajomość profilu imprezy przez zatrudnioną firmę ochroniarską. Powiedzmy sobie wprost – fani techno lubią bawić się ostro.

Szatnia

Szatnie na Torwarze w tym roku przy wydarzeniach Follow The Step nie są mocną stroną. Nie wiemy czy problem stoi po stronie organizatora, czy ekipy pracującej bezpośrednio dla hali. Proces oddawania i zabierania ubrań w pewnych momentach nie należał do najprzyjemniejszych. Koło 21:30 już pierwsze kilka “sektorów” było zapełnionych, co nie było przeszkodą. Jednak zaledwie ponad godzinę później miejsc po prostu zabrakło. Obsługa na szczęście nie miała przeciwko w “dodaniu” kolejnej kurtki. W pewnych momentach panowała jednak samowolka. Niektórzy z uczestników sami wchodzi za blaty i szukali wolnych miejsc.

Odbieranie okrycia wierzchniego w okolicach piątej rano możemy określić jako jeden wielki chaos. Ludzie ponownie, tym razem bez oporów wchodzili za blaty po rzeczy. Miejmy nadzieje, że swoje. Problemem zdecydowanie była za mała ilość obsługi, przez co nawet przy małej kolejce trzeba było swoje odczekać. Również sama formuła wydarzenia – festiwal – trochę rozkładała ilość wychodzących osób. Kilka dni wcześniej, po występie projektu Bicep na kurtkę czekało się dobre ponad 25 minut. Wszystko to w ścisku, przepychając się czy leżąc na osobie przed sobą, ze względu na ograniczone miejsce szatni.

Na plus – przy wyjściu z szatni w stronę City Hallu stał telewizor z wyświetloną mapką terenu.

Gastronomia

Kilka razy korzystaliśmy z wodopojów. Barów była wystarczająca ilość, a na zakupienie napoju i jego podanie nie czekaliśmy więcej, niż kilka minut. Jak wcześniej wspominaliśmy, pełno punktów z trunkami było w okolicach City Hallu czy też umieszczono je bezpośrednio przy scenach Tunnel i District. Duże kolejki jedynie zaobserwowaliśmy do punktów z piwem na piętrze w okolicach godziny 1.

Złapał nas głód? To nie problem. W wydzielonej na zewnątrz Torwaru strefie znalazły się foodtracki, między innymi z frytkami, kurczakami czy zapiekankami. Oczekiwanie na jedzenie też trwało jedynie kilka minut.

Ceny typowo festiwalowe. Frytki w duży wydaniu były za ponad 20 zł (około 25 zł). To też się tyczy napojów. Porównując do poprzedniej edycji Undercity średnio kilka złotych na każdym produkcie cena poszła w górę. Przykładowo: za wodę zamiast 8 zł trzeba było wydać w 2022 roku 10 zł. Płatność jedynie bezgotówkowa. Jest to najwygodniejsza forma, jednak nie wtedy, gdy akurat bank tej samej nocy ma przerwę techniczną (jak to przypadkowo miało miejsce w PKO).

Podsumowanie

Minione Undercity zaliczamy do imprez udanych. Z pewnymi drobnymi potyczkami, które przy takiej skali są nieuniknione. Selekcja artystów, zmiany logistyczne scen, poprawiona scenografia i ciągły rozwój festiwalu wpływa pozytywnie na jego odbiór. Lineup pokrywał się z aktualnymi trendami, a nawet mniej zaznajomieni słuchacze mogli być zadowoleni. Powrót do jednodniowej formy zabawy tym najwytrwalszym z pewnością zrekompensował długi after na Smolnej. Chętnie zawitamy na kolejne edycje i jesteśmy ciekawi, w jakim kierunku pójdzie Follow The Step w kolejnych latach.


foto: Adrian Chmielewski

reklamuj_sie

Total
1
Shares
☕ Postawisz nam kawusię?