Jeśli ktoś na ostatnich 10 lat zamknął się w piwnicy bez dostępu do internetu i teraz postanowił wyjść, może się nieźle zdziwić. Wśród wielu rzeczy, które diametralnie zmieniły nasze życie, ważnym aspektem który może zaskoczyć takiego kogoś, jest sposób na słuchanie muzyki.

Mówimy o tym nie bez kozery – wszak końcówka dekady to dobry moment na podsumowania. I właśnie o takowy bilans przemysłu muzycznego pokusiła się amerykańska agencja RIAA (Recording Industry Association of America). Kilka statystyk pokazuje, że branża muzyczna zmieniła się nie do poznania.

Streaming zdominował rynek muzyczny

Zaczynamy od wymienionych już w tytule empetrójek i bardzo wymownego wykresu, pokazującego sposób konsumpcji muzyki w Stanach Zjednoczonych. O ile w 2010 roku najpopularniejszymi sposobami były fizyczne kopie (52%) i empetrójki (38%), o tyle pod koniec dekady aż 80% rynku muzycznego stanowią… usługi streamingowe.

O tym, jak dużą rolę zyskały takie serwisy jak Spotify czy Tidal niech świadczy fakt, iż dekadę temu ich udział w rynku stanowił… 8%. Nie jest to zaskakujące – wszak w 2010 roku z płatnych wersji portali streamingowych korzystało zaledwie 1,5 miliona Amerykanów, a w pierwszej połowie 2019 roku – ponad 61 milionów.

Winyle wróciły do łask

Cichym bohaterem, odradzającym się niczym Feniks z popiołów, okazały się… winyle. O ile sprzedaż kompaktów leciała w dół niczym szanse na powrót Tiesto do trance’u, o tyle – jak pokazują dane z 2018 roku – wartość rynku płyt winylowych w USA w stosunku do 2009 roku wzrosła niemal dziewięciokrotnie.

Się pozmieniało…

Innymi słowy – na naszych oczach dokonała się muzyczna rewolucja. Dobrowolnie zrezygnowaliśmy bowiem z posiadania kopii utworów na rzecz… playlist na Spotify czy innym portalu streamingowym. Zauważyliśmy to chociażby po sobie – lwia część redakcji korzysta ze Spotify, prędzej czy później odrzucając kolekcjonowanie plików mp3. Nie dziwimy się sobie specjalnie – wszak nie dość, że za grosze otrzymujemy miliony utworów, to jeszcze możemy ich słuchać zupełnie legalnie. Jest to więc sposób nie dość że bardziej ekonomiczny, to jeszcze bardziej etyczny. Z drugiej strony – fajnie było mieć na swoim telefonie tudzież komputerze konkretną i skrzętnie kolekcjonowaną bibliotekę utworów… Kiedyś to było! 😉

źródło badań: RIAA