Kilka lat temu Don Diablo postanowił założyć swój własny label. Z czasem Hexagon zyskał miano jednej z najciekawszych wytwórni muzyki elektronicznej na światowej scenie. Wszystko to dzięki wielu młodym talentom i charakterystycznemu stylowi utworów. W pewnym momencie jednak wszystko zaczęło się psuć – obecnie nie brakuje wśród fanów opinii o spadku poziomu i ewidentnym pójściu w ilość release’ów kosztem ich jakości.

Opinie te nie wzięły się znikąd – suma wszystkich premier wydawanych w Hexagonie i sublabelach na przestrzeni jednego tygodnia oscyluje w okolicach siedmiu bądź ośmiu. Wiąże się to między innymi z tym, że do Hexagonowej dyskografii często trafiają twórcy mało znani, nierzadko z przypadku. I o ile chęć wypromowania kogoś ciekawego, ale mało popularnego, jest godna pochwały – o tyle taka chęć ściągania młodych talentów rodzi pewne ryzyko.

Hexagon pełen afer

W ciągu ostatnich dwóch miesięcy dwukrotnie informowaliśmy Was o przypadkach, kiedy to właśnie w którymś z labeli Holendra zostaje wydany track anonimowego twórcy, który – jak się potem okazuje – ukradł go komuś innemu i wydał pod swoim aliasem. Na początku października takim gagatkiem okazał się Hindus o pseudonimie Baisla, który wykorzystał track innego mało znanego producenta i z małymi poprawkami wysłał go do Hexagonu. O dziwo, numer został oficjalnie wydany w sublabelu Future. Jeszcze dziwniejszym jest fakt, iż track ten wciąż widnieje na portalach pokroju Spotify.

Jeszcze większym hitem była za to sytuacja z końcówki sierpnia – wtedy to kolejny Hindus, tym razem noszący ksywę LAT3YSE, ukradł numer holenderskiemu producentowi znanemu jako DOLF (kiedyś FeestDJRuud). Track w niezmienionej formie również został dopuszczony przez A&Rów labelu i wydany – tym razem nakładem sublabelu Generation HEX. Najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że ukradziony kawałek był w Hexagon Radio (podcast Dona) zagrany dwukrotnie – pierwszy raz jako track DOLFa, a drugi raz… już jako własny release, za którym “stał” LAT3YSE.

Praca szuka człowieka

Nie mamy pojęcia, czy po tych sytuacjach ktoś został zwolniony – niemniej znamiennym może być ogłoszenie pracy, które ukazało się na Facebook’u wytwórni.

W zależności od doświadczenia szukamy asystenta lub managera labelu. Jesteś doświadczonym planistą projektów, który dobrze radzi sobie z deadline’ami i będzie łącznikiem pomiędzy kierownictwem, zespołem A&R i artystami? Czytaj dalej!

Jako label manager będziesz ściśle współpracować z zespołem A&R w celu wydawania utworów “na czas” i na wysokim poziomie (zarówno jakościowym, jak i komercyjnym). Będziesz monitorować timeline i upewniać się, że wymagane zasoby są gotowe na czas. Ponadto label manager zajmuje się administracją związaną z release’ami i utrzymuje kontakt z artystami w sprawie progresu i wyników.

Pełną treść oferty znajdziecie poniżej – jednakże ostrzegamy, jest ona napisana w języku niderlandzkim. Nie powinno to dziwić – wszak samo ogłoszenie jest skierowane do osób mieszkających w Amsterdamie, biegle posługujących się językami niderlandzkim i angielskim w mowie i piśmie. Mile widziane jest również przynajmniej dwuletnie doświadczenie na podobnym stanowisku w jakimś przedsiębiorstwie muzycznym.

Czy nowy narybek spowoduje poprawę jakości w release’ach i sposobie działania wytwórni? Oby!