Witajcie! Zanim rozpocznę mój tekst, uważam za obowiązek się przedstawić. Z tej strony Piotr Dobrowolski, znany Wam (być może) jako Z Dobrej Woli. Od początku roku na łamach Shining Beats, mogliście przeczytać moje wywiady z takimi artystami, jak Matt Fax, Pavel Khvaleev i Greg Downey.

W serii “My Shining Music” będę miał przyjemność prezentować Wam – od czasu do czasu – utwory, które zaskarbiły moją sympatię. Nie będę poruszał się wokół tylko jednego gatunku, ponieważ moje zainteresowania obejmują wiele przeróżnych brzmień. Moje artykuły podzielę na dwie oddzielne części-strony: A (wolniejszą, łagodniejszą, być może bardziej refleksyjną) oraz B (bardziej energiczną, mocniejszą, ale czy na pewno mniej emocjonalną?).

Życzę miłej lektury i dobrego odbioru omawianych przeze mnie produkcji 😉


SIDE A


Tebra – Bol [No Smoking Recordings]

(Bol – z języka serbskiego… nie wiem, czy kogoś zaskoczę: ból)

Milojko Jaric jest serbskim producentem, tworzącym – jak sam to określa – Progressive Ethno, połączenie głębokich, progresywnych klimatów z etnicznymi wstawkami; czytaj: progresywne rytmy połączone z żywymi instrumentami (w tym również głosem, o czym za moment), kojarzonymi głównie z konkretną kulturą, w tym wypadku bałkańską (wydaje mi się, że nie brakuje też elementów typowo tureckich, aczkolwiek nie wiem, czy nie jest to kwestią ich trwałego przenikania z Azji Mniejszej m.in. do Serbii).

Twórczość Tebry poznałem (dopiero) w tym roku, dzięki remiksowi do utworu “Robot City” dla DJa Tarkana i V-Saga, turecko-greckiego duetu, który może pochwalić się niemałą rozpoznawalnością, również poza rodzinnymi rynkami (ciekawostką niech będzie fakt, że panowie w 2012 roku zagrali w Polsce, w klubie Soundbar w Lublinie). Obie wspomniane produkcje zostały wydane w ich wytwórni – No Smoking Recordings.

To wyjątkowy rodzaj muzyki, do którego chyba warto mieć właściwy dzień, stan ducha. Bardzo melancholijny klimat, tworzony przez całą warstwę instrumentalną – i delikatny bit, i wyszukane instrumenty: flet, mandolinę (lub tamburyn?… proszę znawców o ewentualną poprawę i przebaczenie), skrzypce (ich brzmienie w breakdownie szczególnie chwyta za serce) oraz wokalizę wykonywaną przez męski głos (taka naturalna linia basu daje naprawdę świetny efekt). 

Czuję naprawdę przyjemne dreszcze, nawet po już około dziesiątym odsłuchu. Perełka, będąca dowodem na to, że – jeżeli takie rytmy na Was działają – warto obserwować tego serbskiego producenta. Stylistyka jego prac jest nieco powtarzalna, jednak (jeszcze) potrafi czarować.


Alex Wright – Sueño [Pure Progressive / Pure Trance / Black Hole Recordings]

(Sueño – z języka hiszpańskiego: sen)

Czas nieco podwyższyć BPM 🙂

Na ten singiel w rozszerzonej wersji przyszło nam czekać aż 5 miesięcy, od czasu pojawienia się na kompilacji “Pure Trance 7” Solarstone’a (na płycie/miksie Kristiny Sky).

Opis promocyjny wspomina o ukłonie w stronę Danny’ego Tenagli, jednak mi “Sueño” o wiele mocniej skojarzyło się z klimatami Filterheadz (co potwierdził mi sam autor, jako inspiracje wymieniając jeszcze: starsze produkcje Stephena J. Kroosa czy “Dream Machine” DJa Ton.B, byłego współtwórcę projektu Three Drives).

Ciężko mi przypomnieć sobie podobny utwór we wszystkich wytwórniach Solarstone’a, tak house’owy, tak mocno nawiązujący do charakterystycznej atmosfery Ibizy na przełomie XX i XXI wieku. Słucha się tego genialnie!

Numer zyskał między innymi dwukrotny support Above & Beyond w audycji “Group Therapy”, co zdecydowanie można uznać za jeden z największych sukcesów Anglika, który znacznie częściej prezentuje się nam w stylu uplifting trance.


Enamour – Love Syndrome [This Never Happened]

Amerykanin Daniel Goldstein, znany jako Lane 8, to jeden z tych artystów, którzy nie skupiają się tylko na własnej karierze, ale bardzo mocno promują młodych lub mniej znanych twórców. W swojej wytwórni This Never Happened dał on szansę m.in. takim producentom jak: Solanca, Avoure, Anderholm czy właśnie Enamour.

Za tym projektem kryje się rodak Goldsteina – Michael Gold, który może się pochwalić się nie tylko zeszłorocznym singlem w labelu Lane 8’a (“Still Life”), ale również utworami użytymi w wydawnictwach Anjunadeep (“Ruby” na “Anjunadeep Explorations 08”) i mau5trap (“Embody” na “We Are Friends, Vol. 7” oraz “Lifeforms” na “We Are Friends, Vol. 8”).

Motyw piano, który przewija się przez większość kompozycji, naprawdę chwycił mnie za serce. Dodajmy do tego łagodne, dobrze dobrane oraz niezakłócające głównego instrumentu elektroniczne bity i mamy idealną propozycję na chwile oddechu, nieco dłuższego relaksu czy kontemplacji. This Never Happened znowu nie zawiodło mnie pod tym względem.


Jean-Michel Jarre – Don’t Look Back (Movement 9) (Jonas Rathsman Remix) [Astralwerks]

W trakcie trwającej już prawie pół wieku kariery francuskiego wirtuoza muzyki elektronicznej, stosunkowo nieczęsto mieliśmy okazję wysłuchania oficjalnych remiksów jego dyskografii. Do grona szczęśliwców, którzy mieli szansę takowe stworzyć, należą m.in.: ATB, Eiffel 65, Benny Benassi, Steve Angello, Above & Beyond czy 16Bit Lolitas (do ich interpretacji “Glory” lubię od czasu do czasu powracać).

Kilka miesięcy po premierze albumu “Equinoxe Infinity”, swoją szansę otrzymali kolejni artyści, bohaterowie nowego muzycznego pokolenia, którzy zdążyli namieszać w muzycznym środowisku. Jean-Michael (wierzę, że miał on znaczącą… lub jakąkolwiek rolę w tym wyborze) dobrał naprawdę ciekawe nazwiska; na EP-kę trafiły wersje wykonane przez: duet Tale Of Us (Niemcy), Perturbatora (Francja) oraz Jonasa Rathsmana (Szwecja).

Przyznam Wam, że jestem w (miłym) szoku, jak wiele przy okazji remiksu wykonał Rathsman. Po pierwszym odsłuchu byłem przekonany, że te charakterystyczne brzmienie synthów a’la Jarre’ jest rzeczą wyciągniętą z pierwowzoru (i tutaj wychodzi fakt, że nie słuchałem pierwowzoru przed Remix EP). A jednak – kreatywność szwedzkiego producenta nie tylko dodała energii dziełu Francuza, ale także bardzo go ożywiła, urozmaiciła swoimi pomysłami.

Osobiście, nie obserwuję wnikliwie kariery Jonasa Rathsmana, jednak w 2015 roku zdążył on zachwycić mnie (i takie nazwiska sceny elektronicznej jak: Pete Tong, Funkerman czy Eelke Klejin) hipnotyzującym i melodyjnym utworem pt. “Wolfsbane” (wydanym przez Method White). Być może warto cofnąć się w czasie i sprawdzić coś z jego twórczości z ostatnich lat (jeśli kojarzycie jakiś ciekawy numer / remiks, nie licząc “Tobago”, dajcie znać w komentarzach).


Gai Barone pres. GlowPlan – Stars [Patternized Records]

Można by powiedzieć, że w swoim muzycznym świecie Gaietano osiągnął już wszystko, jednak on wcale nie zamierza spoczywać na laurach lub odcinać kuponów od sukcesów z ostatnich lat. Nowymi krokami w karierze Włocha stały się: założenie własnego labelu (Patternized) oraz stworzenie nowego projektu – GlowPlan.

Brzmienie jest tutaj tak delikatne… faktem jest, że Gai niezmiennie potrafi zaskoczyć, odnaleźć nowe dźwięki dzięki swoim analogowym zabawkom. To niedościgniony wzór dla swojego pokolenia twórców progresywnych rytmów. Co więcej, co wnioskuję po okładce singla, włoski producent w omawianym dziele poddał obróbce swój wokal.

Mistrz Barone po raz kolejny podnosi poprzeczkę. I, jako jedyny zawodnik na własnym poziomie, robi to wyłącznie dla samego siebie.


SIDE B

The Blizzard – I’mpossible [FSOE Parallels / Future Sound Of Egypt]

Swój unikalny, bardzo melodyjny, klimatycznie nieco chłodny (cóż, iście skandynawski, co by się zgadzało), progresywny i emocjonalny styl po raz pierwszy zaprezentowali w 2007 roku poprzez singiel “Kalopsia”. Dwanaście lat później, Tore Vatle Jensen i Lars-Christian Nyheim z norweskiego duetu The Blizzard, po wielu fenomenalnych utworach oraz remiksach, przedstawiają nową EP-kę, obecnie już trzecie wydawnictwo w FSOE Parallels (nadzorowanym przez amerykańskiego producenta, Monoverse’a).

Przyznam Wam szczerze, że z wszystkich tegorocznych propozycji tego projektu (a mieliśmy ich już cztery), “I’mpossible” najmocniej przypomina mi magię i klasę ich starszych dzieł. Wciągające linie melodii oraz basu, fantastyczne ozdobniki w postaci plucków i innych dźwięków, klimat nieporównywalny z żadnym innym w świecie muzyki elektronicznej.

Poza warstwą brzmieniową, strasznie podoba mi się tytuł tej kompozycji. “I’mpossible”, które można by dosłownie przetłumaczyć: “Ja sprawiam, że to, co niemożliwe, staje się możliwe”. Przezwyciężam wszystkie przeszkody i granice (wierzę, że nie jest to zbyt mocna nadinterpretacja ;)).

Na koniec, ciekawostka: panowie z The Blizzard, mimo ostatnich wydań w FSOE Parallels (Future Sound Of Egypt) czy A State Of Trance (Armada Music), a także dobrymi kontaktami w wytwórni Raz Nitzan Music, coraz częściej myślą o porzuceniu wydawania swoich produkcji w labelach, na rzecz prezentowania swojej twórczości wyłącznie fanom wspierającym ich na Patreonie (platformie crowdfundingowej, odpowiedniku Patronite’a). Jak widać, nawet tak uznane nazwiska nie mogą czuć się pewnie na dzisiejszej scenie trance i utrzymywać się tylko z wydań. Co sądzicie o takim pomyśle ze strony Tore i Larsa?


Neptune Project – Proteus (The Thrillseekers Remix) [Mythology]

Steve Helstrip, znany jako The Thrillseekers, znacznie rzadziej niż kiedyś tworzy remiksy dla innych artystów; ostatnim, który pamiętam, była interpretacja “Let The Magic Happen” Ferry’ego Tayle’a, wydana w 2015 roku (przez Always Alive Recordings). Prawie cztery lata (a właściwie prawie trzy, ponieważ “Proteus” w wersji Brytyjczyka ukazał się w czerwcu 2018 roku na kompilacji “In Search Of Sunrise 14”).

Po ogromnych wysiłkach nad debiutanckim albumem “Escape” oraz jeszcze niewydanym krążkiem pod aliasem Hydra, Steve zdecydował się przerwać ten okres specjalnie dla swoich rodaków, Dana Willisa i Julesa Moyce’a z duetu Neptune Project.

The Thrillseekers umiejętnie wykorzystał elementy z oryginału “Proteus”, myślę przede wszystkim o genialnym motywie na piano, przenosząc je do swojej interpretacji, wykonanej w charakterystycznym dla niego stylu: upliftingu o delikatnych, wręcz progresywnych bitach. Podoba mi się tutaj zabieg anti-climaxu (Steve nie rozwinął linii melodycznej zaraz po breakdownie), który pozwolił potrzymać słuchacza w napięciu. To kolejna rzecz znana z poprzednich produkcji Anglika (przykład: Hydra – “Amber”).

W moim odczuciu, piękny temat piano, który został użyty przez Neptune Project, najlepiej wybrzmiewa właśnie w tym remiksie. Ma w sobie coś, co wywołuje we mnie przyjemne dreszcze; dreszcze, dzięki którym czuję się bezpiecznie, które – momentami – przenoszą mnie do beztroskich, dziecięcych lat. Jeżeli muzyka potrafi nas dotknąć w taki sposób… jest po prostu wyjątkowa.


Ibizarre – Underwater World (John O’Callaghan Remix) [Pure Trance Recordings]

No to dobrze, jeszcze jeden przedstawiciel upliftingu, kolejny weteran sceny Trance (jeżeli można tak określić człowieka, działającego na niej od 2003 roku). Irlandczyk John O’Callaghan, w tym roku mocno skupiony na promocji swojego albumu pod aliasem Key4050 (tworzonym wraz z Bryanem Kearneyem) pt. “Tales From The Temple”, pokazał fanom swoją sympatię do łagodniejszych produkcji, remiksując “Underwater World” Lenny’ego Ibizarre’a.

Lenny Ibizarre, a właściwie Lennart Krarup, jest Duńczykiem, od lat mieszkającym na Ibizie, pracującym jako DJ, producent i twórca wytwórni Ibizarre Records oraz Pacific Electronic Music. W 2017 roku aż 23 utwory tego twórcy (w tym “Underwater World”, oryginalnie wydane około 2000 roku) zostały wykorzystane w grze Gran Turismo Sport (można usłyszeć je w menu).

“Underwater World”, jako jeden z chilloutowych symboli Ibizy, zyskał nową krew na swoje 20-lecie. Szum morza, odgłosy mew w oddali i ta wyjątkowa, wręcz legendarne melodia zostały delikatnie ‘podbite” 134-bpm’owym podkładem (nazwijmy to wolnym upliftingiem).

To odświeżenie idealnie wprowadza nas w nadchodzący letni czas… a będzie brzmiało jeszcze lepiej, gdy przyjdzie czerwiec, lipiec i sierpień (proszę, niech ktoś zagra remiks JOC’a w plenerze, choćby na zbliżającym się Euforia Festival w Boszkowie lub Sunrise Festival w Podczelu – efekt będzie nieziemski). Tegoroczne wakacje nie obędą się bez tej pracy O’Callagana, tego jestem pewny! Temat Lenny’ego doczekał się interpretacji, na którą w pełni zasłużył.


Fatum – The Wolf [Armind Recordings / Armada Music]

Czas na zupełną zmianę klimatu; na coś, co Czesi na pewno określiliby jako “elektronicky mordulec”. Jego historia jest znacznie dłuższa od omawianego wyżej “Underwater World”. Ponieważ korzeni “The Wolf” możemy doszukać się w… 1982 roku.

To właśnie wtedy brytyjski zespół Duran Duran wydał swój drugi album studyjny pt. “Rio”, na którym słuchacze mogli odnaleźć m.in. utwór “Hungry Like A Wolf”. Z tego przeboju amerkańskie trio producenckie Fatum pożyczyło partie wokalne, użyte w singlu “The Wolf”.

Chad, Bruce i Daniel wykonali prawdziwie szaleńczy, elektryczny numer, bawiąc się tempem prostego do wykonania dźwięku. Ta kombinacja, zwłaszcza przy drugim dropie, po prostu wyrywa z butów! Ciężko zostać obojętnym na ich starania. To również ciekawy krok wytwórni Armind Recordings, która coraz częściej zaczyna przeskakiwać z typowo trance’owych wydań na inne gatunki (vide: Dave Winnel – Lily Of The Valley).


Kuznetsow – Odio [Outburst Twilight / Outburst Records / Black Hole Recordings]

Pavel Kuznetsov z Rosji jest producentem znanym i szanowanym w środowisku hard trance, działającym od początku pierwszej dekady XXI wieku. Jego produkcje (także we współpracy z Vladimirem Chadlovem przy projekcie Locanda & Kuznetsow) zostały wyane przez wiele renomowanych labeli, takich jak: Mental Madness Records, Toxic Records, Hyper Reality Records czy Druck Records (współzałożony i prowadzony przez Franka Zenkera, znanego na scenie jako Scot Project).

I kto wie, być może to właśnie Scot Project, który w zeszłym roku założył z Markiem Sherry’m (właścicielem marki Outburst Records) duet Gentech, podsunął Szkotowi temat rosyjskiego artysty, co przełożyło się na wydanie jednego z najciekawszych trance’owych utworów ubiegłego roku.

“Odio” jest świetnym połączeniem tech-trance z elemetami hard trance’u, z genialnie poprowadzoną, kreatywną oraz łatwo wpadającą w ucho linią melodyczną. Dynamikę numeru podsyca duża ilość krótkich wstawek, fx-ów/przejść lub po prostu ozdobników. Rosjanin stworzył produkcję, którą naprawdę ciężko wyrzucić z głowy, o której nie sposób zapomnieć (co w dzisiejszych czasach jest nie lada wyczynem).

Wierzę, że “Odio” otworzy drzwi do kolejnych zleceń w Outburst Records oraz labeli o podobnej randze i zasięgu.


Dzięki za to, że dotarłeś do końca! Jeśli spodobała Ci się muzyka, którą tu znalazłeś – zajrzyj na moją Facebook’ową stronę. Kolejny odcinek już wkrótce, rzecz jasna na Shining Beats!