Rodzina zastępcza dla sierot po Open’erze? Relacja z ON AIR Festival 2022

ON AIR Festival to nowa marka na polskiej scenie. Podejście do lineup’u dość hipsterskie, jak na obecne trendy, ale czy to się opłaciło?

2sher

W Polsce nie możemy narzekać na ilość festiwali. Mamy imprezy różnych rozmiarów, skupione na muzyce popularnej, jak i wypełniające luki dla wielbicieli danych gatunków, nawet tych niszowych. Dlatego celnym pytaniem jest to, czy kolejne tego typu wydarzenie w Polsce jest potrzebne? Sprawdziliśmy to uczestnicząc w pierwszej edycji ON AIR Festival. Zakończenie lata, jak i sezonu na koncertowanie na świeżym powietrzu przebiegło w dość innym stylu, niż znamy. To może być silnym magnesem na uczestników, o czym opiszemy szerzej w naszej relacji.

Warszawa (otwiera i) zamyka sezon

Po kilku latach ciszy, bądź symbolicznych koncertów, Lotnisko Bemowo wraca na mapę festiwalową. Po rapowych występach (m.in. SBM FFestival czy solowy koncert Maty) w kierunku tej lokalizacji swoje zainteresowanie zwróciła agencja Follow The Step. Po doświadczeniu w kwestii organizowania typowo elektronicznych festiwali (między innymi Undercity czy Summer Contrast) czy większego, multigatunkowego gracza w postaci FEST Festivalu, tym razem postanowiono pójść w inną stronę. ON AIR trafia do fanów szeroko pojętej alternatywy, przy tym przemycając inne nurty.

Mamy wrażenie, że mogliśmy tam odnaleźć nazwy, które ukontentowałyby bywalców Open’era sprzed kilku lat (PS: ciekawi nas też podobieństwo nazw do flagowej marki konkurencji). Nie obawiajcie się, elektronika też swoje godne miejsce tam miała. Jednak czy nowy festiwal utrze nos Alter Artowi i jego stołecznemu wydarzeniu? Na ten moment uważamy, że są na to małe szanse. Docelowa grupa odbiorców różni się od imprezy, która startuje na początku lata. Na korzyść dalszego istnienia obu wydarzeń jest również ich odległość w kalendarzu. Różnica niemal trzech miesięcy pozwoli na spięcie budżetu tak, by wybrać się na obie propozycje. Jednak co, gdy w dane wakacje możemy wybrać tylko jedną? Pomożemy wam w wyborze, pokazując różnice i przewagi między Orange Warsaw Festival i ON AIR Festival. Tak przy okazji – na tej pierwszej imprezie też byliśmy.

Szybkim okiem na lineup

Przy budowie lineupu zdecydowanie sprytnie wykorzystano fakt narzekania na brak pewnych artystów podczas Open’era. To wszystko przez brak zadowolenia “starej gwardii” z tego, co się dzieje na obecnej scenie muzycznej. Popularność rapu zepchnęła gitarowe granie na mniejsze sceny, bądź całkiem na bok. Jednak to też nie jest tak, że tego typu muzyka zupełnie zeszła do piwnicy. Będąc na węgierskim Szigecie (nasza relacja pod tym linkiem) headlinerami byli Kings of Leon, Arctic Monkeys czy Tame Impala. Ten ostatni był najsmakowitszym kąskiem również na ON AIRze, przy tym kończąc swoją tegoroczną trasę koncertową właśnie w Polsce. Ostatni raz Kevin Parker z zespołem zawitał w naszym kraju w 2016 w ramach Open’er Festival.

Jednak impreza trwała dwa dni, a jeden artysta, nawet taki, który za sobą ma między innymi headlinowanie Coachelli to za mało na udźwignięcie całego wydarzenia. W piątek gwiazdami wieczoru byli Jorja Smith i Jamie XX, którzy przed laty także grali na Open’erze. W sobotę, przed gwiazdą wieczoru, pojawił się zespół The Kooks. Jednak to nie wszystko w ramach Main Stage. Zagranicę reprezentowali też Tash Sultana i Celeste. R&B, eksperymentalna elektronika, oryginalne damskie głosy, jak i gitarowe granie. Wszystko w jednym miejscu. Miła odmiana od “1,2,3,jump” i łupania w 128 BPM znanego ze stricte elektronicznych festiwali.

Jedna scena, zwłaszcza z przerwami technicznymi pomiędzy występami to zbyt mało na taki typ imprezy. Dlatego też drugą znaczącą muzyczną przestrzenią był Tent Stage. Konstrukcja znana z Arena Stage tegorocznego FEST Festivalu gościła polskie nazwiska. Tam także kończył się każdy dzień festiwalowy. Za elektroniczny finał piątku i soboty odpowiadali Röyksopp oraz duet Polo & Pan. Poza tym spoza granic przylecieli Faouzia, Alexandra Savior i The Comet is Coming.

Polski skład spójnie wpasowywał się w klimat, uzupełniając brzmienia prezentowane przez resztę imprezy. W piątek zaprezentowali się Tymek, Artur Rojek czy Baasch. Drugiego dnia – Rubens, Kaśka Sochacka i Ralph Kamiński. Jedynym mniej pasującym punktem tej układanki był w naszych oczach grający w piątek Otsochodzi. Jedyny typowo rapowy wykonawca w odróżnieniu od innych multigatunków tego sezonu był lineup’owym rodzynkiem.

Jak dojadę?

Lokalizacja ON AIRa nie była zbytnim wyzwaniem zarówno dla dojeżdżających do stolicy, jak i jej mieszkańców. Nie było problemu z dotarciem na miejsce za pomocą komunikacji miejskiej. Sytuacji sprzyjała też ilość uczestników. Pierwszego dnia dojazd, jak i powrót zbiorkomem nie stanowił większego wyzwania. W nocy można było korzystać z nocnych linii, bądź specjalnie jeżdżących do najbliższej stacji metra busów. Wszystko to w ramach funkcjonowania warszawskiego ZTMu. Doświadczenie mówi nam, że Warszawa jest przygotowana na większe wydarzenia. To pokazuje odpowiednie zorganizowanie publicznego transportu nie tylko w przypadku wrześniowej imprezy, ale też Orange Warsaw Festival czy pojedynczych koncertów, przykładowo w Studni Narodowej na Stadionie Narodowym.

Co, jeśli jedziemy z paczką znajomych? Jeśli zabieraliśmy własne auto, to mogliśmy skorzystać z parkingu wyznaczonego przez organizatorów imprezy. Pozostawienie samochodu na jeden dzień kosztowało 40 zł, a dwa dni – 70 zł. Oszczędni mogli szukać miejsca na parkingach okolicznych osiedli, czy galerii handlowej znajdującej się naprzeciwko. Nie było też problemu z zamówieniem taksówki. Dzięki partnerstwu z Free Now nowi klienci otrzymywali zniżkę, a aktualni użytkownicy codziennie dostawali kod na obniżenie ceny przejazdu.

Teren imprezy

Wejście

To znajdowało się na przeciwko Galerii Bemowo, po lewej stronie od budynku Automobilklubu. Przy samych bramach, po prawej znajdował się punkt, w którym można było kupić bilet. Jak już mieliśmy wcześniej nabytą wejściówkę, to kierowaliśmy się nadal na przed siebie. Stanowisk na wymianę opasek było kilka, a już tam zaczynała się zabawa. Długie kolejki szybko znikały przy brzmieniach serwowanych przez DJa towarzyszącemu tej strefie. Po tym nadal na wprost, gdzie nad naszymi głowami wisiały kolorowe linie lampek, przyczepione do konstrukcji, którym gościły reklamy z innymi imprezami tego organizatora. Już od samego wejścia można było przypomnieć sobie o tym, że tajną bronią Follow The Step są dekoracje.

Tent Stage

Docierając pod pierwszą ze scen, w najbliższej okolicy znajdował się między innymi sklep z merchem, punkt z wodą pitną, toalety czy alkomat. Tent Stage to konstrukcja w połowie otwarta, jednak pokrywająca się z tym, co znamy jako Arena Stage na FEST Festivalu. Bywalcy śląskiej imprezy mogli też zauważyć spory recykling elementów. Układ świateł czy ekranów, prócz płacht wiszącymi za nimi, był przeniesiony z tegorocznej imprezy. Górne dekoracje to kule, które gościły tej przestrzeni w 2021 roku. Sprawdzały się zarówno pod brzmienia instrumentalne, jak i typowo elektroniczne. Pomimo powtarzalności są to nadal dosyć świeże i ciekawe projekty, które urozmaicają występy – szczególnie w porównaniu do tego, co znamy u konkurencji. Zakryta przestrzeń koncertowa wypada zdecydowanie na plus w porównaniu do nudnego, choć większego namiotu cyrkowego goszczącego na Orange Warsaw Festival.

Main Stage

Typowa konstrukcja festiwalowa, która projektowana jest pod występy z dużą ilością instrumentów czy własnych dekoracji artystów. Przy takim profilu imprezy trudno kombinować z wyglądem. Jak to ma w zwyczaju Follow The Step, nie brakowało dodatkowego oświetlenia. Zdecydowanie na plus kwadratowe boczne ekrany, które zarówno dobrze prezentowały ujęcia na koncerty, tak i przyjmowały wizuale. Jak to małe i średnie wydarzenia mają w zwyczaju, nie uświadczyliśmy wybiegu, ale – jak się przekonacie później – nie utrudniało to dobrego kontaktu muzyków z publiką. Znając działania organizatora spodziewamy się w następnych latach rozwoju projektu głównego miejsca ON AIR Festivalu. Sama podstawa już dawała radę.

Gate Stage

Ostatnia “oficjalna” scena, tym razem pod patronatem Pragi Centrum. Wzorem większego FESTa, gdzie swoją przestrzeń otrzymał klub Smolna, Follow The Step przemycił swoją kolejną markę na nowy festiwal. Jak można było się spodziewać, lineup Gate Stage zasiliły polskie, elektroniczne aliasy. Nie tylko DJ setami stała, gdyż każdego dnia odbywał się jeden występ w formule, bądź z elementami live actów. Znajdująca się w rogu terenu, po lewej stronie od Maina, grała jedynie wtedy, gdy główna przestrzeń miała przerwę w działaniu, bądź ją zakończyła. Na plus położenie przy jednej ze stref chillu.

Strefy partnerskie

Marki różnej maści promują się na wydarzeniach muzycznych. Często występuje to w formie punktów, gdzie oferowane są atrakcje dla uczestników czy ich produkty do kupna. Tutaj też znalazło się wiele takich. IQOS, jak i Mixing Zone ze swoimi DJkami. Pierwszy w piątek zaskoczył nas melodyjnym graniem, a drugie stanowisko serwowało między innymi bassowe klimaty. Stefa Jelenia też zawitała, ale tym razem bez własnej sceny. Nie trudno było też o wiele punktów innych marek alkoholowych. Dodatkowo ozdobić się można było na Glitter Camp, a ciekawe fotki finalnego efektu uwiecznić w strefie radia ChiliZet.

Wesołe miasteczko

Czymś niespodziewanym na tego typu imprezach, a miało swoje miejsce między głównymi scenami było wesołe miasteczko. Kojarzone z festynami czy dniami miasta, według nas jest bardzo ciekawym pomysłem. Zazwyczaj na niektórych festiwalach mogliśmy spotkać diabelski młyn, który pełnił również funkcje dekoracyjne. Tutaj dostaliśmy pole do jeżdżenia samochodzikami, dwie karuzele, jak i punkty, w których mogliśmy wygrać upominki, takie jak pluszaki czy kupić balony. Nie czuliśmy tam kiczu, a fajny, urozmaicający sposób na spędzenie czasu między, bądź podczas koncertów. Dźwięki występów zawsze się tam niosły, czy to z lokalizowanej zaraz obok Areny Tentu, czy Maina.

Dekoracje

Organizatorzy próbowali przenieść klimat FESTa na Bemowo. Czy im się to udało? Częściowo. Prócz podobieństwa w scenach, dodano też wiele dekoracji na terenie. Jak już wspominaliśmy, od wejścia witały nas wiszące światełka. Metalowe kwiaty przy Tencie, oświetlenie przy wesołym miasteczku, kanapy i fotele w strefach chillu. Jednak roślinność, która gości w Parku Śląskim robi różnicę. Lotnisko rządzi się swoimi prawami i ograniczyło stosowanie na przykład wiszących elementów, ale i tak było naprawdę przyjemnie.

Uwagi

Nie ma festiwalu bez wad. Nie każdy organizator lubi, gdy tak mówimy, ale tak już jest. Pierwszym znaczącym problemem było nanoszenie się dźwięków z dwóch scen. Główne konstrukcje grały tak, by artyści zbytnio nie nachodzili na siebie czasowo, jednak czasami koncerty się pokrywały. Otwartość Tenta i bliska jego lokalizacja do Maina powodowały, że przy cichszych momentach występów na tej większej, można było usłyszeć muzykę z drugiej, bądź z VIPa. Przez to można łatwo było zepsuć odczucia koncertu. Zamknięcie mniejszej konstrukcji, bądź powiększenie terenu mogłyby pomóc.

Wzięto nauki z problemu, który dotknął FESTa. Brak strefy dla niepełnosprawnych, a właściwie wejścia na nią odbił się szerokim echem w sieci. Tym razem obie sceny były wyposażone w specjalne powierzchnie, na które można było normalnie wjechać wózkiem inwalidzkim. Niestety, obydwie były oddalone mocno od scen, a także były niższe od tego, co zaobserwowaliśmy na Open’erze, Szigecie, czy nawet na FEST Festivalu.

Lokalizacja Gate Stage spowodowała, że potencjał elektronicznego odłamu ON AIRa zmalał. Scena grała jedynie w przerwach od funkcjonowania Maina, a wiele osób traktowała ją jako tło dla pobliskiej strefy chillu. A szkoda, gdyż zaproszeni artyści dali dobry popis swoich umiejętności i selekcji.

Ze względu na porę roku siadanie na ziemi, by odpocząć jest mniej widziane, niż podczas wakacyjnych imprez. Dwie strefy odpoczynku, strefy gastronomiczne czy miejsca w strefach partnerów czasem nie zaspokajały zapotrzebowania na ilość potencjalnych użytkowników.

Gastronomia, napoje, płatności

Na ilość miejsc, gdzie można było zjeść, bądź się napić nie było co narzekać. Mieliśmy sporą różnorodność w trunkach, jak i potrawach. Duża (jak na taki teren) ilość foodtrucków oraz stref z alkoholami rozluźniała kolejki. Najdłużej staliśmy około 20 min po piwo czy w oczekiwaniu na przygotowanie dania, jednak zazwyczaj uzupełnienie płynów trwało kilka minut. Wyjątkiem był punkt z kawą – stanie po ciepły napój w sobotę, ze względu na mroźną pogodę niestety mogło trwać zdecydowanie dłużej.

Cennik barów prezentował się następująco:

Płatności odbywały się w formie bezkontaktowej. Telefony, karty, zegarki – wszystko przechodziło. Alternatywną metodą były karty przedpłacone, które można było wyrobić w specjalnym punkcie.

Warto dodać, że wzorem FESTa wprowadzono kubki wielorazowe. Ba, były to te same wzory, które można było otrzymać w Parku Śląskim – dzięki czemu nasza redakcyjna kolekcja została mocno wzbogacona. Tym razem jednak były one bezzwrotne. Wykupienie jednego to koszt 5 zł. Przy Tent Stage znajdował się również punkt z darmową wodą, jednak pierwszego dnia już po 22 skończyły się jej zapasy.

Wybór jedzenia był duży. Foodtrucki były porozrzucane po całym terenie, a ceny – identyczne jak na Feście. Wiele dostępnych punktów pokrywało się z tym, co mogliśmy kupić w Chorzowie, między innymi ramen, frytki czy burgery. Najeść się mogliśmy już za lekko ponad 25 zł, na przykład kupując dużą porcję churrosów czy frytek belgijskich. Nazwy wszystkich punktów zostały opublikowane tuż przed imprezą.

Organizacja

Po niejednokrotnym uczestnictwie w Feście, w tym aspekcie się trochę zawiedliśmy. Mieliśmy wrażenie, że wiele rzeczy działo się na ostatnią chwilę. Zwlekanie z ogłoszeniami 12 pozostałych artystów, opublikowaniem mapy, czasem nieuzupełniona na bieżąco strona czy punkty wymian opasek otwierające się niemal przed samym startem festiwalu. Czy to kwestia zbyt dużej ilości wydarzeń na głowie, brak kadrowych, a może innych czynników? Są to raczej łatwe do naprawienia aspekty, jednak ich występowanie trochę negatywnie rzutuje na cały obraz ON AIRa. Zwłaszcza, gdy jest to zupełnie nowa marka.

Bo muzyka jest najważniejsza

Warto przejść do tego, co jest kluczem wydarzeń tego typu. Jakie mamy wrażenia dotyczące występów na On Air Festival? O tym przekonacie się poniżej.

Dzień 1

Piątek jako rozgrzewka

Piątek rozpoczęliśmy uczestnictwem w drugiej połowie występu Tash Sultana, który odbywał się na Mainie. Multinstumentalny występ w jednej osobie to na pewno coś wyjątkowego. W podobnym czasie zaczęła grać Faouzia na Tent Stage. Autorka hitu “Tears of Gold” zrobiła na nas wrażenie głosem oraz melodyczną częścią występu. Wokalistce towarzyszył DJ, a prócz wyświetlanego logo nie otrzymaliśmy innych efektów wizualnych. Jednak akt nadrabiał częścią artystyczną. Ouihya oprócz własnej twórczości wplatała utwory innych artystek, w tym między innymi “Paparazzi” Lady Gagi.

W okolicach 22 obie sceny powoli przejmowali headlinerzy. Wtedy już grała Jorja Smith. Brytyjka wraz z zespołem potrafiła zachwycić swoim głosem. Reprezentantka sceny R&B dała bardzo dobry występ, jednak brakowało w nim trochę kontaktu z publiką. Chwilowo też doskwierały problemy techniczne związane z jej odsłuchem. Uczestniczyliśmy też w koncercie Tymka, który za sprawą projektu “Odrodzenie” zmienił swój kierunek muzyczny. Pomimo wyraźnych inspiracji latami 80. i 90. przy odświeżeniu wizerunku scenicznego, nie brakowało pogo oraz innych, energicznych interakcji tłumu. Doceniamy za odważną zmianę, która też dobrze prezentowała się w wydaniu na żywo.

Główne kąski

Main Stage pierwszego dnia przejmował Jamie XX. Niestety, nasze oczekiwania trochę minęły się z rzeczywistością. Brytyjczyk wyraźniej skręcił w eksperymentalne klimaty, co czuć było w secie. Wiele gatunków muzycznych w jednym, czasem zmienianych bardzo dynamicznie. Jednak było trzeba trochę poczekać, by James się rozkręcił. Brzmienia idealne do potuptania, jednak naszym zdaniem czasem przesadne kombinowanie brzmiało… amatorsko. Brakowało nam większej ilości utworów ze wcześniejszych lat twórczości, jednak kilka z nich znalazło się w setliście. Oczywiście doceniamy nietypowe akcenty w postaci zagrania oryginalnego “Vamos a La Playa”.

Dzień zamknięto na Tencie. Głównym motywem występu Röyksopp było melodic techno. Norwedzy zaczarowali przestrzeń nie tylko swoimi brzmieniami, jednak nie brakowało ich klasyków. To wszystko w bardzo dynamicznej oprawie, przez to przed występem wyświetlone zostało ostrzeżenie dla epileptyków.

Dzień 2

Sobota przyciągnęła większą publikę. Wpływ na to miał nie tylko sam fakt wolnego dnia, ale także i lineup – na czele z Tame Impalą. Nie bez powodu – Kevin był headlinerem największych tegorocznych festiwali, a my zobaczyliśmy go miesiąc wcześniej z zespołem na Szigecie. Czy to był występ wieczoru, bądź całej imprezy? Poczytajcie sami.

Kobieca siła

Na drugim slocie na obu scenach pokazały się zagraniczne wokalistki. Celeste na Mainie zaprezentowała mieszankę R&B, jazzu i soulu, przy tym ukazując niemałe wokalne umiejętności. Jednak więcej czasu spędziliśmy wokół Tenta, gdzie występowała Alexandra Savior. Amerykańska artystka, która w swojej karierze współpracowała nie raz z Alexem Turnerem (Arctic Monkeys) i to słychać. Klimatyczne, melancholijne kompozycje, czasem zbaczające w smutne brzmienia na pewno wywoływały emocje. By nie zaburzać przekazu, koncertowi nie towarzyszyły żadne dodatkowe animacje.

Kosmiczne tematy

Komety nadchodzą. Dosłownie. O 20 na zadaszonej scenie zobaczyliśmy i usłyszeliśmy The Comet Is Coming. Zespół, który towarzyszy na trasie samych Gorillaz zawitał do Polski z dość oryginalnymi brzmieniami. Cytując ich własny opis, jest to “londyński zespół jazzowo-rockowy, łączący elementy elektroniki, funku i psychodelicznego rocka“. Spodziewać się można wszystkiego – i wszystko też otrzymaliśmy, konkretnie połączenia dźwięków, których nigdy się przewidywaliśmy. Z boku brzmiało to wręcz dziwnie, ale po zagłębieniu się, można było na swój sposób odpłynąć. Na pewno to była dobra rozgrzewka przed gwiazdami wieczoru. Po nich Tenta przejął Ralph Kamiński, który z kosmicznymi energiami też ma wiele wspólnego. Tym razem Polak promował nowy album “Bal u Rafała”.

Powrót gitarowego grania

W czasach, gdy rap jest na topkach list streamingowych, a coraz więcej festiwali stawia na reprezentantów tej sceny na swoich imprezach, gitarowe brzmienia poszły na bok. Chyba, że mowa o ON AIR Festival – tutaj było inaczej. O 21:00 na Main Stage wjechali The Kooks, czyli reprezentanci nurtu, z którym kojarzono brytyjską muzykę w jeszcze kilka(naście) lat temu. Ikony indie rocka porwały publikę, prezentując przy tym największe hity. Cieszymy się, że takie brzmienia nadal budzą zainteresowanie i część naszej drużyny po cichu liczy na szerszy ich powrót do mainstreamu w najbliższym czasie.

PS: Nawiązując do poprzedniego podtytułu, równie kosmiczny był występ Phama w ramach Gate Stage. Bardzo dobra selekcja grana w przerwie między funkcjonowaniem Maina, zakończona… ostatnio viralowym “Cbat” (o tym, dlaczego ten utwór się przebił, przeczytacie tutaj). Skubany, ma psychę.

Gwiazda z Australii

Czas na największą atrakcję ON AIRa. Tame Impala już od pierwszych minut porusza uczestników ckliwym intro, towarzyszący wszystkim występom na tej trasie, którą Parker i spółka właśnie kończyli w Warszawie. Nawet krótki filmik zapowiadający wejście zespołu wprowadzał w psychodelię, która trwała przez następne ponad półtorej godziny. Animacje, efekty nałożone na obraz kamery czy efekty świetlne. Wszystko to idealnie wpisywało się zarówno w największe hity, jak i propozycje z ostatniej płyty. Nie zabrakło też perełki “Runway, Houses, City, Clouds” z Innerspeaker. Jednak tracklista była identyczna, jak na pozostałych występach z serii europejskich koncertów.

Porównując do koncertu na Szigecie, który odbył się zaledwie miesiąc wcześniej, zaszły pewne różnice. Głównie chodzi o oświetlenie. Brakującym i istotnym dla największych fanów zespołu elementem układanki była okrągła instalacja lamp w formie okręgu. Dekoracja ta poruszała się podczas węgierskiego koncertu z sufitu, z góry do dołu i odwrotnie. Nie wiemy, z jakich przyczyn zabrakło dość istotnej rzeczy na tej trasie. Jednak efekty, takie jak tęczowe iluminacje podczas “Mutant Gossip” przeniesiono na ledowe paski znajdujące się na górnym i dolnym zakończeniu sceny. Na szczęście nie zabrakło laserów, które są istotnym elementem występów Kevina. Mniejszy teren ON AIRa zadziałał tu na plus – dzięki temu wrażenia wizualne były spotęgowane.

Na plus zdecydowanie interakcje Parkera z publiką. Australijczyk był bardzo rozgadany, często wtrącając kwestie związane z aktualnym występem. Nie ukrywajmy, Polska nie jest istotnym rynkiem, tym bardziej jeśli mowa o nowo powstałym festiwalu. Jednak tutaj można było poczuć się lepiej, niż na Szigecie, właśnie przez humor frontmana, jego (o wiele większy niż w Budapeszcie) angaż w stosunku do publiki oraz publikę. Pomimo przeżycia tego występu ponownie w tak krótkim odstępie czasowym, można było ponownie poczuć ogromną ekscytację. Po prostu brawo.

PS: Merch Tame Impali w Polsce był tańszy, niż na Szigecie.

Do zobaczenia za rok!

Koniec tanecznym krokiem, czyli występ lubianego w Polsce duetu Polo and Pan. Francuscy reprezentanci elektroniki już wcześniej wyprzedawali w naszym kraju kluby, by teraz zamknąć pierwszą edycję On Air Festival w godnym stylu. Już w tym momencie wraz z resztą publiki wiedzieliśmy, że za rok będziemy mogli powrócić na teren Lotniska Bemowo w ramach kolejnej edycji nowej imprezy od Follow The Step.

Podsumowanie

W tym sezonie można było odczuć przesyt imprez. Do tego sytuacja finansowa często stawiała nas przed dylematem, które koncerty wybrać. Follow The Step odnalazło na to sposób, dając coś unikalnego na tle innych festiwali. Intrygujący, trafiający do danej mniejszości artyści oraz data, która nie koliduje z innymi, podobnymi wydarzeniami. Alternatywny lineup jest dobrym sposobem na poznanie nowych, mniej znanych artystów. Jednocześnie jest to świetny kąsek dla bardziej świadomych odbiorców muzyki.

W porównaniu do Orange Warsaw Festival na pewno na plus lepszy projekt drugiej sceny oraz większa obecność elektronicznych brzmień. Dla bardziej świadomych słuchaczy przeważa też lineup. Mniej znane nazwy, które nie są zbiorem odgrzewanych kotletów, jak to miało miejsce w czerwcu. Ceny napoi i pożywienia podobne, bądź lekko niższe. Ilość dodatkowych dekoracji to przewaga imprezy Follow The Step. Na OWFie była ich śladowa ilość. Niektórzy mogą bardziej docenić obecność Silent Disco na rozpoczęciu wakacji od AlterArtu, niż scenę Pragi Centrum. Choć dla wielbicieli elektroniki to właśnie rozwiązanie Gate Stage wygląda lepiej.

Udany koniec sezonu jednak miał kilka niedociągnięć. To nie powstrzymuje nas od oczekiwania na kolejną edycję, która już została zapowiedziana. Ciekawi jesteśmy, czy zainteresowanie w 2023 na tyle wzrośnie, by ON AIR już na stałe zagościł w letnim kalendarzu. Tak duża agencja, jak Follow The Step, może pozwolić sobie na straty przy jednej edycji, wynagradzając to budową pozytywnego wizerunku nowej marki. Życzymy, by tak oryginalne wydarzenie miało miejsce na festiwalowej mapie Polski jak najdłużej.

2sher

Total
1
Shares
☕ Postawisz nam kawusię?